Ostatnie miesiące są dla Ubera istnym pasmem skandali i wizerunkowych wpadek. Firma Travisa Kalanicka oskarżana była m.in. o naruszanie tajemnicy handlowej należącej do koncernu Alphabet, śledzenie użytkowników aplikacji, oraz stosowanie oprogramowania, które pozwoliło samochodom Ubera „ukrywać się” przed policją.
Do tego dochodzą kłopoty w Europie. W kilku krajach trwają prace legislacyjne, które w praktyce mają uniemożliwić lub przynajmniej utrudnić działalność Ubera. Również w Polsce dalsze losy firmy stoją pod znakiem zapytania. Rozważana jest m.in. możliwość zrównania go z korporacjami taksówkarskimi. Oznaczałoby to konieczność posiadania licencji na przewóz osób przez kierowców współpracujących z firmą.
Kolejne kłopoty spadły na Ubera w Nowym Jorku. Okazuje się, że – na skutek pomyłki - przez ponad 2,5 roku firma pobierała od nowojorskich kierowców zbyt wysokie prowizje.
Na czym polegał błąd? Standardowa 25-procentowa prowizja była pobierana przez Ubera jeszcze przed naliczeniem obowiązujących podatków. Tymczasem – zgodnie z prawem – opłata ta powinna zostać odprowadzona od kwoty po opodatkowaniu. Uber sam przyznał się do tej pomyłki i obiecał wypłatę odpowiedniej rekompensaty.
Popełniliśmy błąd i zrobi wszystko, aby to naprawić poprzez wypłacenie wszystkim kierowcom każdego centa, który jesteśmy winni wraz z odsetkami, tak szybko, jak tylko będzie to możliwe.
– zapewniła Rachel Holt, która odpowiada za działalność Ubera w USA i Kanadzie w rozmowie z dziennikiem „The Wall Street Journal”
Z wyliczeń „WSJ” wynika, że Uber jest winien swoim kierowcom nawet 45 mln dol. Uber poinformował, że średnio każdy z nich otrzyma rekompensatę w wysokości ok. 900 dol. Do jej otrzymania uprawnienie są również osoby, które zakończyły współpracę z firmą.