Titan implodował. Pasażerowie batyskafu nie mieli nawet szans zareagować. Zginęli bezboleśnie

Titan implodował najpewniej w momencie, gdy urwał się kontakt z pasażerami. Ci nie mieli szans nawet zareagować, bo zapadnięcie się łodzi trwa ułamki milisekund. Dotąd znaleziono kilka części batyskafu, kolejne będą poszukiwane, by wytłumaczyć, co doprowadziło do katastrofy.
Fot. Steven Senne / AP Photo

To miała być ekspedycja turystyczna na dno oceanu, gdzie spoczywa wrak Titanica. Pięciu pasażerów, licząc z kapitanem miało na 10 godzin zejść na głębokość 4 km i wrócić. Ruszyli w niedzielę 18 czerwca, ale już po godzinie i 45 minutach urwał się z nimi kontakt. Po kilku dniach akcji poszukiwawczo-ratowniczej, w czwartek 22 czerwca w okolicy Titanica znaleziono szczątki łodzi podwodnej firmy OceanGate, która organizowała tą ekstremalną wycieczkę. 

Zobacz wideo

Batyskaf titan implodował, pasażerowie nie mieli szans

Części batyskafu znalezione w kilku rumowiskach wskazują na to, że doszło do implozji. Amerykańska marynarka wojenna zarejestrowała anomalię akustyczną odpowiadającą implozji, tuż po tym, jak utracono łączność z załogą. Uznano jednak, że nie jest to wystarczający dowód i kontynuowano akcję ratowniczą. Boje sonarowe nie wykryły żadnych podobnych dźwięków przez następne 72 godziny. Zarejestrowana anomalia akustyczna pozwoliła jednak zawęzić obszar poszukiwań.

Jeśli taki kadłub, chociaż odrobinę straci szczelność, to ciśnienie w środku wyrówna się z tym na zewnątrz. Przy tych ciśnieniach, na głębokości 1,500 metrów nie ma najmniejszych szans, żeby bezpiecznie wrócić

- mówił Gazecie.pl nurek z OSPP Harpun, kmdr por. rez. Robert Polewski.

Doszło więc do implozji, czyli zapadnięcia się łodzi do środka, bo ciśnienie kilka kilometrów pod wodą jest kilkaset razy większe niż tuż pod jej powierzchnią. Takie implozje przebiegają "niesamowicie szybko", trwają ułamki milisekund, tłumaczyła w CNN Aileen Maria Marty, była oficerka marynarki wojennej USA oraz profesorka na Florida International University.

Całość zapadła się, zanim osoby w środku zorientowały się, że w ogóle mają problem. Ostatecznie, ze wszystkich sposobów na odejście z tego świata, ten był przynajmniej bezbolesny

- stwierdziła ekspertka. Dodała, że wydobycie ciał pasażerów Titana jest mało prawdopodobne. 

Straż Przybrzeżna USA ma kontynuować poszukiwana i wydobycie wszystkiego, co możliwe. Zastrzeżono jednak, że "tam na dole, na dnie morza warunki były wyjątkowo niesprzyjające". Władze będą też dalej zbierały informacje, w celu zrozumienia tego, co doprowadziło do implozji. Dotychczas udało się zlokalizować w odległości niecałych 500 metrów od wraku Titanica pięć fragmentów Titana, m.in. stożek dziobowy oraz dwie części kadłuba ciśnieniowego. Znalezienie kolejnych części jednak potrwa, bo pozostałości Titana mogły zostać daleko zniesione przez prądy oceaniczne. 

Złudną nadzieję na uratowanie załogi dawały odgłosy uderzeń wydawane co 30 minut w trakcie poszukiwań. Pasażerowie zginęli najpewniej już w niedzielę, więc rzeczone dźwięki musiały mieć inne źródło. Wysoko postawiony urzędnik Marynarki Wojennej USA powiedział CNN, że odgłosy musiało wydawać jakieś stworzenie morskie lub inne pojazdy biorące udział w poszukiwaniach. 

Kto płynął zaginioną łodzią podwodną Titan?

Na pokładzie łodzi znajdowało się łącznie pięć osób. Jedną z nich był Shahzada Dawood, 48-letni biznesmen i jeden z najbogatszych Pakistańczyków. Na pokładzie był także jego 19-letni syn.

Kolejnym pasażerem był Hamish Harding, 58-letni miliarder z Wielkiej Brytanii, dyrektor generalny Action Aviation w Dubaju. Informację podała jego firma w mediach społecznościowych.

Kolejnymi członkami załogi byli: Paul-Henri Nargeolet, francuski odkrywca i ekspert od wraku Titanica oraz Stockton Rush z OceanGate Expeditions - firmy, która odpowiada za ekspedycję.

Więcej o: