Prezydent Stanów Zjednoczonych zapowiedział, że nałoży cła w wysokości 100 procent na importowane układy półprzewodników i procesory. Podczas spotkania z dziennikarzami w Gabinecie Owalnym w Białym Domu Donald Trump podkreślił, że z ceł wyłączone będą firmy, które zadeklarowały, że będą produkować urządzenia elektroniczne w Stanach Zjednoczonych. Nie było to formalne ogłoszenie ceł, a Trump nie przedstawił więcej szczegółów, w tym daty wprowadzenia taryf. - Duże, bogate w gotówkę firmy, które stać na produkcję w Ameryce, będą na tym korzystać najbardziej. Przetrwają najwięksi - mówi Brian Jacobsen, główny ekonomista w firmie doradztwa inwestycyjnego Annex Wealth Management.
Wprowadzenie ceł zbiegło się z ogłoszeniem inwestycji firmy Apple w wysokości dodatkowych 100 miliardów dolarów w Stanach Zjednoczonych. Wcześniej firma zapowiedziała inwestycje w amerykański rynek w wysokości 500 miliardów dolarów, co łącznie daje 600 mld dolarów w ciągu czterech lat. Ponadto w tym okresie ma zatrudnić 20 tys. pracowników. Choć zapowiedziane inwestycje spółki mogą wydawać się imponującym sukcesem prezydenta USA (który groził nałożeniem na Apple 25-procentowego cła na produkty wyprodukowane poza USA), to w rzeczywistości są zgodne z planami wydatków Apple i zobowiązaniami, które firma złożyła zarówno podczas kadencji Joe Bidena, jak i podczas pierwszej kadencji Trumpa.
Apple w komunikacie podkreśla, że koncentruje się na rozszerzeniu łańcucha dostaw i produkcji na terenie Stanów Zjednoczonych. Ale póki co nadal nie spełnia żądań Trumpa. Prezes firmy Tim Cook powiedział, że choć wiele komponentów iPhone'a już teraz powstaje w USA, to montaż nadal będzie się odbywał poza krajem "przez jakiś czas". Prezydentowi podarował natomiast wyprodukowaną całkowicie w USA pamiątkę - okrągły kawałek szkła z logiem Apple, tytułem i nazwiskiem Trumpa, informacją o amerykańskim programie produkcji Apple, podpisem Tima Cooka oraz dopiskiem "Made in USA". A to wszystko osadzone na podstawce z 24-karatowego złota.
Akcje Apple rosły jeszcze przed ogłoszeniem, które było jednak spodziewane. W środę 6 sierpnia podrożały o ponad 5 proc. W handlu pozasesyjnym skoczyły o kolejne 2,82 proc. i jeszcze przed otwarcie giełdy przebiły 219 dolarów, choć jeszcze we wtorek były bliżej 200 dolarów.
Donald Trump potwierdził też wcześniejsze zapowiedzi dotyczące wprowadzenia dodatkowych ceł na produkty z krajów importujących ropę z Rosji. Chodzi przede wszystkim o Chiny. Wcześniej amerykański prezydent z tego powodu nałożył 25-procentowe cła na Indie.Prezydent USA zapowiedział też, że jeśli Iran wznowi swój nuklearny program wzbogacania uranu, Stany Zjednoczone przeciwstawią się temu. Pod koniec czerwca amerykańska i izraelska armia przeprowadziły ataki lotnicze na irańskie podziemne instalacje do wzbogacania uranu w Fordo, Esfahanie i Natanz.
Czytaj też: UE poszła na rękę Trumpowi. Cła odwetowe wstrzymane. Tym razem na dłużej
Źródła: Reuters, Marketwatch