Ponure wieści ze szczytu Mauna Loa. Poziom CO2 w atmosferze najwyższy w historii badań. "Góra węgla"

Może i na początku pandemii ograniczyliśmy emisje dwutlenku węgla - wraz ze zmniejszeniem aktywności gospodarczej na świecie - ale wciąż te emisje powstawały i powstają, kumulując się w atmosferze. Poziom tego gazu jest najwyższy, od kiedy zapoczęto pomiary, i już o 50 proc. wyższy niż przed erą przemysłową.
Zobacz wideo Paliwowy gigant zmuszony przez sąd do redukcji emisji CO2. Czy ruszy efekt domina?

Poziom dwutlenku węgla w atmosferze przekroczył właśnie, czyli w maju (dlaczego maj jest taki ważny wyjaśnimy za chwilę), średnią wartość 419 cząsteczek na milion (ppm - particles per million). To najwyższy odczyt w historii badań - dokładne pomiary prowadzone są od 63 lat. 

Dwutlenek węgla w atmosferze z najwyższym poziomem w historii badań

Informację tę podała amerykańska NOAA (National Oceanic and Atmospheric Administration - Narodowa Służba Oceaniczna i Atmosferyczna) z Instytutem Oceanografii Scripps Uniwersytetu Kalifornijskiego z San Diego. Organizacje prowadzą wspólne badania w stacji na szczycie Mauna Loa na Hawajach. To idealne miejsce dla takich pomiarów: wulkan na wyspie Hawai'i na środku Pacyfiku położony jest w miejscu, w którym nie ma zakłóceń związanych z lokalnymi źródłami zanieczyszczeń czy emisji pochodzących z wegetacji roślinnej. Zbierane tam próbki według ekspertów z NOAA odzwierciedlają średni skład atmosfery na półkuli północnej.  

W maju tego roku średnia zawartość CO2 w powietrzu wynosiła 419,13 ppm, rok wcześniej było to 417 ppm. Poziom ten nieustannie rośnie, w tempie szybszym niż kiedykolwiek wcześniej - w ciągu ostatnich 10 lat to tempo to 2,4 cząsteczek na milion rocznie. Ten gaz cieplarniany utrzymuje się w atmosferze przez tysiąc lat, a nawet więcej, lat po wyemitowaniu, dlatego lekkie zmniejszenie emisji, jak rok temu, niewiele da. Zresztą, w tym roku efektu pandemii w emisjach już nie widać. 

Naukowcy mierzą poziom CO2 precyzyjnie w czasie rzeczywistym od kilkudziesięciu lat, ale są też w stanie sprawdzić, jak wyglądał w przeszłości. Okazuje się, że pokonaliśmy właśnie kolejny niepokojący próg: dwutlenku węgla w atmosferze jest już o 50 proc. więcej niż w przed rozpoczęciem epoki industrialnej. To nie wszystko. Jak podają eksperci NOAA, obecna ilość dwutlenku węgla w powietrzu jest porównywalna do tej sprzed ponad 4 milionów lat, kiedy było wyraźnie cieplej (około 4 stopnie Celsjusza powyżej temperatur z epoki przedprzemysłowej), a poziom morza był o 24 metry powyżej obecnego. 

"Rocznie dodajemy do atmosfery około 40 miliardów ton zanieczyszczeń w postaci CO2" - mówi Pieter Tans, starszy ekspert NOAA. "To góra węgla, którą wykopujemy z Ziemi, spalamy i uwalniamy do atmosfery jako CO2 - rok po roku. Jeśli chcemy uniknąć katastrofalnych zmian klimatu, naszym najwyższym priorytetem musi być jak najszybsze zmniejszenie emisji CO2 do zera". 

Eksperci: 'umowa społeczna' to mydlenie oczu górnikom30 lat na zamykanie kopalni? To nie umowa społeczna, ale "mydlenie oczu"

Dlaczego maj to szczyt emisji CO2? 

Poziomy CO2 w atmosferze są najwyższe zawsze w maju. Przez jesień, zimę i początek wiosny na półkuli północnej z roślin i gleby dwutlenek węgla jest uwalniany. Na przełomie wiosny i lata, kiedy rośliny znów zaczynają gwałtownie się rozwijać, produkując liście i rosnąc, pochłaniają duże ilości tego gazu. Zanim to się stanie, w maju mamy szczyt zawartości CO2. To zjawisko jako pierwszy zaobserwował i opisał Charles David Keeling i od jego nazwiska określane jest mianem krzywej Keelinga. Programem badań na Mauna Lea ze strony Instytutu Oceanografii Scripps kieruje teraz jego syn, Ralph Keeling. 

"Przed nami jeszcze długa droga, aby powstrzymać wzrost, ponieważ każdego roku w atmosferze gromadzi się coraz więcej CO2. Potrzebujemy znacznie większych redukcji emisji niż te z czasu lockdownów związanych z COVID-19" - podkreśla Keeling.

Zanieczyszczenie powietrza przez dwutlenek węgla pochodzi z spalania paliw kopalnych opartych na węglu - w transporcie, wytwarzaniu energii elektrycznej, produkcji cementu, ale także jest efektem wycinania lasów i działań w rolnictwie. Dwutlenek węgla to tak zwany gaz cieplarniany - nie jedyny, ale tego ludzkość produkuje najwięcej. Jego obecność w atmosferze blokuje ciepło przed "ucieczką" z Ziemi w przestrzeń kosmiczną. To sprawia, że globalne średnie temperatury rosną, pociągając za sobą szereg zmian klimatycznych: topnienie lodowców i lodu morskiego na dalekiej północy, podnoszenie poziomu morza, częstsze i bardziej intensywne susze oraz inne ekstremalne zjawiska pogodowe, jak powodzie, pożary lasów i huragany. 

Pożary w Kalifornii zniszczył sekwojePożar w Kalifornii zniszczył nawet 14 proc. wszystkich sekwoi olbrzymich

Według Petera Tansa, klimatologa pracującego w NOAA, tak szybki wzrost poziomu dwutlenku węgla w ciągu zaledwie kilku dekad jest czymś skrajnie niezwykłym w historii naszej planety. "Na przykład, kiedy Ziemia wychodziła z ostatniej epoki lodowcowej, poziom dwutlenku węgla wzrósł o około 80 cząsteczek na milion i zajęło to systemowi Ziemi, w naturalny sposób, 6000 lat" - cytuje słowa eksperta agencja Associated Press. Tymczasem między 1979 a 2021 rokiem poziom CO2 wzrósł o tę samą ilość - wystarczyły 42 lata na to, na co naturalne procesy potrzebowały wcześniej kilka tysięcy lat. 

Więcej o: