Na "sukcesie" ws. Turowa zyskują tylko politycy. Stracą Polacy, Czesi, górnicy i klimat

"Zabezpieczyliśmy interesy obu stron oraz lokalnych mieszkańców" - przekonywała szefowa Ministerstwa Klimatu Anna Moskwa. Jednak w rzeczywistości politycy są jedynymi z powodami do zadowolenia. Dalsze działanie Turowa tak, jak chcą tego polskie władze, oznacza niszczenie środowiska i klimatu, zagrożenie dla mieszkańców Czech i ponurą przyszłość mieszkańców regionu. Nie wspominając o kosztach.
Zobacz wideo Polska będzie płacić kary za kopalnie w Turowie? Pytamy wiceministra klimatu i środowiska

W czwartek polskie władze ogłosiły sukces po wielomiesięcznym sporze z Czechami ws. kopalni Turów. Konflikt wokół zarzutów o niszczenie środowiska w Czechach oraz legalność pozwoleń na działanie kopalni trafił przed Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Jego rzecznik generalny - także w czwartek - ocenił, że Polska złamała unijne prawo wydając koncesję dla Turowa bez oceny wpływu na środowisko. 

Jednak polskie władze w końcu zgodziły się spełnić żądania strony czeskiej i w Pradze premierzy obu państw podpisali porozumienie. Polska zgodziła się zapłacić Czechom 45 milionów euro rekompensaty za szkody wywołane działalnością kopalni i podjąć szereg działań środowiskowych.

Więcej wiadomości znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl 

"Wspólnie ze stroną czeską uzgodniliśmy treść porozumienia ws. kopalni Turów. Umowa, kończąca spór z naszym południowym sąsiadem i zapewniająca wycofanie skargi z TSUE, została podpisana. Co najważniejsze – zabezpieczyliśmy interesy obu stron oraz lokalnych mieszkańców" - napisała ministerka klimatu i środowiska Anna Moskwa. Jednak nic nie wskazuje na to, by spory wokół kopalni rzeczywiście miało się skończyć, ani tym bardziej - by zabezpieczono interesy mieszkańców. Pewne jest jedynie, że politycy po obu stronach mogą chwilowo pochwalić się sukcesem. A skutki decyzji i (braku) działań przyjdą z czasem, pewnie już po upływie ich kadencji. 

Czesi dalej boją się o brak wody

Czeskie władze mogą mieć powody do zadowolenia - uzyskały od Polski o wiele więcej, niż oczekiwał (jeszcze poprzedni) rząd na początku sporu o Turów. Ale zdaniem ekologów i części mieszkańców wynegocjowane działania wcale nie muszą doprowadzić do ochrony środowiska i przede wszystkim - zasobów wodnych. 

Jednym z głównych zarzutów strony czeskiej było to, że gigantyczna dziura w ziemi, jaką jest kopalnia Turów, wysysa zasoby wodne z Czech. Kopalnia rośnie z roku na rok i dochodzi już niemal do granicy. Czeski Greenpeace ocenia, że umowa "nie chroni czeskiego środowiska naturalnego i zasobów wody, które wysysa kopalnia Turów. Tysiące ludzi w regionie Liberca jest zagrożonych utratą wody pitnej i wody w krajobrazie".

Podkreślają, że umowa z Polską nie zawiera żadnych warunków ograniczających wydobycie. Powołują się też na czeską służbę geologiczną, według której podziemna bariera - która ma chronić czeskie zasoby wodne - jest "bezużyteczna, a woda będzie opływać ją dookoła". Podobnie skuteczność bariery miała oceniać... sama spółka PGE, która jest właścicielem kopalni i elektrowni. Czeski oddział fundacji Frank Bold w czwartek opublikował treść dokumentu, który ma być wewnętrzną analizą PGE i z której ma wynikać, że bariera podziemna nie działa.

"Od trzech lat walczysz z niesprawiedliwym, nielegalnym wydobyciem polskiej spółki państwowej, a w końcu wykiwuje cię twój własny rząd i władze regionu" - napisał mieszkający w regionie Turowa w Czechach Milan Starec. Ironicznie podziękował czeskim politykom za "kolejne 22 lata z górnictwem na progu Gór Łużyckich i Izerskich".

Za Turów zapłacimy wszyscy, a najbardziej - górnicy 

45 milionów euro, które przekażemy Czechom, to prawdopodobnie najmniejsza strata dla Polski w związku ze sporem o Turów. A na kontynuacji obecnej polityki najbardziej mogą ucierpieć mieszkańcy regionu i pracownicy kopalni.

Po pierwsze, wciąż jest prawdopodobne, że zapłacimy kary za niewykonanie środków zabezpieczających, które w czasie postępowania wydał TSUE. Po tym, jak Czechy wycofają swój wniosek, sprawa będzie skończona. Jednak kary zostały już naliczone. Rząd zaczął starania o to, by nie musieć ich płacić. Ale zdaniem co najmniej kilku ekspertów naliczone kary i tak zostaną nam potrącone. Jeśli tak się stanie, to pieniądze dla Czech i kary za niewykonanie postanowienia będą kosztować polskich podatników znacznie ponad pół miliarda złotych.

Kopalnia węgla brunatnego Turów"Nikt tego głośno nie chce powiedzieć, ale węgiel się już kończy. Tu nie trzeba Czechów"

Koncesje na działalność Turowa mają pozwolić kopalni działać co najmniej do 2044 roku. Spalanie węgla po roku 2030 - a tym bardziej 2040 - przez kraje rozwinięte jest nie do pogodzenia z tym, co musimy robić, by zatrzymać zmiany klimatu na w miarę bezpiecznym poziomie. Zatem przedłużanie działalności Turowa dłużej niż do końca tej dekady będzie skutkować dalszym napędzaniem globalnego ocieplenia, z fatalnymi konsekwencjami także w Polsce. 

Bardziej prawdopodobny wydaje się jednak inny scenariusz - który dotknie szczególnie mieszkańców regionu i prawników kopalni oraz elektrowni. Zdaniem ekspertów data końca wydobycia w 2044 roku (lub później) jest zupełnie nierealna - nie tylko dlatego, że jest w sprzeczności z polityką klimatyczną, ale też przez to, że produkcja energii z węgla brunatnego dużo wcześniej stanie się skrajnie nieopłacalna. Turów, podobnie jak inne elektrownie, otrzymuje wsparcie publiczne w ramach mechanizmu rynku mocy. Jednak za kilka lat to wsparcie zacznie znikać. Najnowszy blok w Turowie może na nie liczyć do 2035 roku. Wraz z końcem tego wsparcia, sytuacja finansowa pogorszy się drastycznie. Jednocześnie rosnące ceny uprawnień do emisji CO2 będą sprawiać, że produkcja energii z węgla będzie coraz bardziej nieopłacalna. Trudno też sobie wyobrazić, by za 10 lat klimat wokół węgla się zmienił - raczej będzie rosnąć presja na odchodzenie od niego. Już teraz legalność funkcjonowania Turowa stoi pod znakiem zapytania.

To wszystko może doprowadzić do sytuacji, że wbrew zapewnieniom rządu kopalnia zostanie zamknięta nie za ponad 20 lat, ale już w latach 30. Aby przygotować pracowników oraz cały region na skutki tego, trzeba działać natychmiast. Fałszywe przekonywanie, iż koniec węgla nie nastąpi tak szybko, sprawi, że region nie będzie gotowy. Skutki gospodarcze i społeczne mogą być fatalne. Dokładnie by przeciwdziałać nim, UE powołała specjalny Fundusz Sprawiedliwej Transformacji. Polska mogła liczyć na miliardy. Ale region Bogatyni (gdzie leży kopalnia) nie został zakwalifikowany do unijnego funduszu właśnie przez to, że... nie jest tam planowana transformacja, tylko wydobycie jeszcze w latach 40. Według Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej region bełchatowski może liczyć na 344 mln euro, Wielkopolska wschodnia - 387 mln euro. Bogatynia także mogłaby dostać setki milionów - ale bez planu szybkiego odejścia od węgla się to nie stanie. 

Politycy - szczególnie obozu rządzącego - często mówią, że szybka transformacja energetyczna i walka ze zmianami klimatu "są za drogie" i "Polski na to nie stać". Czy stać nas jednak na alternatywę? Turów kosztuje nas: 205 mln zł środków dla Czech; prawdopodobnie 310 mln zł kar nałożonych przez TSUE; miliony na instalacje, które mamy zbudować na podstawie umowy z Czechami; setki milionów wsparcia z Rynku Mocy. Plus koszty, które trudno policzyć: straty dla środowiska, klimatu, zdrowia mieszkańców. Czy na to nas stać?

Więcej o: