Bożek: Łatwiej jest nam walczyć o Puszczę Amazońską, niż o drzewo, które niszczy sąsiad

- Od lat nie powstał w Polsce nowy park narodowy, a niektóre istniejące są okrajane - mówił w Zielonym Poranku Gazeta.pl Jacek Bożek. Do tego często nie szanujemy rezerwatów i terenów chronionych: zostawiamy śmieci, wyprowadzamy psy, chodzimy poza szlakami. To wszystko szkodzi przyrodzie. Jak mówił Bożek, konieczna jest i edukacja, i egzekwowanie tych zasad. - Kocham zwierzęta, ale pies nie myśli, czy jest w rezerwacie. Będzie się uganiał za ptakami - powiedział.
Zobacz wideo Jacek Bożek gościem Zielonego Poranka Gazeta.pl

Jacek Bożek, działacz na rzecz ochrony środowiska i założyciel Klubu Gaja, był w piątek gościem Patryka Strzałkowskiego w Zielonym Poranku Gazeta.pl. Mówił o tym, jak należy zachowywać się w szczególnie cennych przyrodniczo miejscach - jak rezerwaty - oraz w jaki sposób je chronić.

Wraz z coraz cieplejszą pogodą coraz częściej spędzamy czas na zewnątrz, odwiedzamy parki, lasy, plaże. Coraz więcej ludzi odwiedza też szczególnie cenne i chronione miejsca, jak rezerwaty przyrody. Kontakt z naturą jest dobry dla zdrowia, może mieć walory edukacyjne czy po prostu sprzyjać relaksowaniu się. Jednak wielu z nas czerpiąc te korzyści nie szanuje odwiedzanych miejsc - i może przez to poważnie zaszkodzić naturze i zwierzętom. 

- Po pierwsze w Polsce mamy za mało terenów chronionych. Od wielu lat nie powstał żaden nowy park narodowy, a niektóre - jak Świętokrzyski Park Narodowy - są okrajane - powiedział. Dodał, że wszyscy - od rządów, przez samorząd po obywateli - muszą zgadzać się i zdawać sprawę z tego, że trzeba chronić przyrodę. - Nam się wydaje, że przyroda jest do "używania". Tak, jak używamy smartfona, jak używamy samochodu, tak chcemy używać przyrody - powiedział.  

Nic nie robimy sobie z zakazów

Na problem w rezerwacie Stawy Raszyńskie zwrócił uwag nasz czytelnik pan Marcin. Znajdujący się tuż pod Warszawą rezerwat to z jednej strony popularne miejsce spacerów, z drugiej - ważne siedlisko około 100 gatunków ptaków. "Obecnie trwa okres wyprowadzania piskląt przez dorosłe osobniki, można obserwować duże rodziny gęsi, kaczek, łabędzi oraz wielu innych. To ważne, żeby zapewnić im ochronę, spokój i dobre warunki" - pisał pan Marcin - "tymczasem podczas spacerów natykam się bardzo często na ludzi, którzy wprowadzają psy na teren rezerwatu".

- Nawet gdybyśmy mieli tysiące zakazów, to jak obywatel ma psa i go kocha, to będzie chciał go wyprowadzić w miejsce, gdzie hasa. Bardzo kocham zwierzęta, ale pies nie myśli, czy jest w rezerwacie, czy terenie chronionym. Będzie się uganiał za ptakami, bo taka jest jego natura

- powiedział Bożek. Podkreślił, że na tereny chronione (o ile nie ma wyjątku) nie wolno wprowadzać psów, a także zostawiać śmieci, dokarmiać zwierząt itd. - Ingerencja zwierząt domowych w przyrodę jest gigantyczna. Jeżeli musimy wyprowadzić psa, to nie wchodzimy na tereny chronione - podkreślił. 

Takie osoby robią to pomimo zakazu i faktu, że psy mogą straszyć, a nawet zaatakować ptaki. Problem nie jest nowy. Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska kilka lat temu zapowiadała działania edukacyjne w tym i innych rezerwatach. Ale w ubiegłym roku RDOŚ pisała, że w rezerwacie Stawy Raszyńskie niemalże wszystkie znaki zakazu, oznaczenia szlaków itd. zostały zamalowane krótko po ich ustawieniu. Pracownicy RDOŚ zwracają uwagę ludziom z psami, ale - jak piszą - same uwagi nie przynoszą skutki. Ludzie odpowiadają, że "ich psy nie robią nic złego", "wszyscy wychodzą z psami", "zakazy są bez sensu".

Stawy Raszyńskie to tylko jeden z przykładów. W ubiegłym roku ekolodzy alarmowali o tym, co robią ludzie odwiedzający rezerwat Wyspy Zawadowskie na Wiśle pod Warszawą. Jak pisał serwis TVN Warszawa, były przypadki wyciągania piskląt z gniazd czy psów zjadających jaja z gniazd. Przyrodnicy ogrodzili teren rezerwatu taśmą z informacją o zakazie wstępu i o obecności ściśle chronionych lęgów.

Bożek podkreślił, że poza niedostateczną edukacją, problemem jest "bezzębne" prawo i niedofinansowanie instytucji, które chronią przyrodę. - Gdyby były środki na strażników, ci strażnicy mieli możliwość dawania wysokich mandatów, to by się rozniosło. Ludzie by sami się informowali, że nie można łamać tych zakazów - powiedział. Dodał, że sam zachęca do zgłaszania takich przypadków policji, ale w praktyce jest to trudne. - Proszę sobie wyobrazić, że do zajętych robotą policjantów dzwonami ze zgłoszeniem, że ktoś wyprowadza psa, gdzie nie powinien i straszy ptaki - powiedział. 

Brać sprawy w swoje ręce

Aktywista zwrócił uwagę, że warto skupiać się na działaniach w naszej okolicy - choć nie jest to łatwe.

- Zdecydowanie łatwiej jest nam walczyć o Puszczę Amazońską niż o drzewo, które niszczy sąsiad. Musi taki obywatel stanąć przeciwko swojemu sąsiadowi, stanąć przeciwko wspólnocie. Ja mam codziennie w zasadzie interwencje i prośby o pomoc a propos wyciętych drzew. I obywatele są kompletnie bezradni

- stwierdził. Ale łącząc się, czerpiąc doświadczenie od innych i podejmując działania, można osiągać sukces. 

- Takich organizacji takich jak nasza, jak Klub Gaja powinno być dziesiątki, jak nie setki, wszędzie. Ktoś powinien się zająć tylko i wyłącznie tymi Stawami Raszyńskimi. I mogę pana zapewnić, że jeżeli byłaby tam jedna lub dwie osoby, którym będzie na tym zależało, po trzech latach wszystko będzie załatwione. Bo po prostu będą wiercili dziurę w brzuchu politykom miejscowym, dziennikarzom, będą tam chodzili jak wolontariusze i da się to zrobić. Ale do tego trzeba bardzo dużo pracy - powiedział. 

Więcej o: