"Kumulacja" ekstremalnej pogody w Ameryce. Od huraganów, przez pożary po fale upałów

Patryk Strzałkowski
Gdy mieszkańcy Kalifornii chronią się przed powodziami spowodowanymi burzą tropikalną, w innych częściach Ameryki Północnej trwa walka z pożarami, a w centralnych stanach trwa fala upałów. Lato przynosi tam jedno ekstremum pogodowe za drugim - w dużej mierze napędzane przez zmianę klimatu.

W niedzielę w Kalifornii i Nevadzie zaczęły pojawiać się pierwsze skutki burzy tropikalnej Hilary, w tym przede wszystkim ulewnych deszczy, które przyniosła. A najsilniejsze opady były prognozowane na noc z niedzieli na poniedziałek. Dopiero gdy na zachodnim wybrzeżu USA wstanie nowy dzień, może okazać się, jakie zniszczenia wyrządził sztorm. 

Uderzenie burzy tropikalnej w Kalifornii jest bardzo rzadkim zjawiskiem i odnotowano tylko kilka takich przypadków w historii. Hilary przez pewien czas miała siłę huraganu 4. kategorii, jednak szybko osłabła nad lądem i chłodniejszymi wodami. Ale w tym wypadku to nie wiatr był największym zagrożeniem, a ogromna ilość wilgoci, którą burza przyniosła nad pustynne i górzyste tereny Kalifornii i sąsiednich stanów. Na wysuszoną ziemię w krótkim czasie spadło kilkadziesiąt milimetrów deszczu lub więcej - czasem tyle, ile normalnie spada w ciągu wielu miesięcy. 

Skutki tego było widać już w niedzielne popołudnie czasu lokalnego w postaci wezbranych rzek, zalanych dróg i parkingów czy osuwisk, jak widać na licznych nagraniach:

W mieście Palm Springs zalane są wszystkie główne drogi i "nie da się wjechać ani wyjechać z miasta". Nie działa też linia alarmowa 911.

Choć siła sztormu słabnie, to ostrzeżenia przed powodziami obowiązują na obszarze zamieszkiwanym przez 25 milionów ludzi. Według alertów wciąż możliwe są rekordowe ilości deszczu w krótkim czasie, co oznacza ryzyko powodzi błyskawicznych i bezpośrednie zagrożenie życia. W Los Angeles i kilku innych miastach szkoły będą zamknięte w poniedziałek. W kolejnych godzinach i dniach ulewy będą przesuwać się dalej na północ, do stanów Nevada, Idaho i Oregon.

Wcześniej burza Hilary spowodowała powodzie na meksykańskim Półwyspie Kalifornijskim, gdzie zginęła co najmniej jedna osoba.

Pożary na północnym zachodzie USA

W tym samym czasie północna część zachodniego wybrzeża USA zmaga się z innym zagrożeniem - pożarami. W stanie Waszyngton jeden z pożarów objął 4 500 hektarów i jest całkowicie poza kontrolą. Wydano ostrzeżenia zarówno przed ogniem, jak i fatalną jakością powietrza z powodu dymu.

W pożarze zginęła już jedna osoba, a w 200-tysięcznym mieście Spokane wydano nakazy ewakuacji części mieszkańców. W rejonie jest kilka innych, mniejszych pożarów, które także nie są opanowane.

Z wielokrotnie większymi pożarami zmaga się Kanada, gdzie ten rok przejdzie do historii pod względem intensywności i wielkości pożarów. Jak podaje BBC, w tej chwili w kraju jest ponad 1000 trwających pożarów lasów. Obszar objęty ogniem od początku roku nie tylko jest największy w historii pomiarów - jest już ok. dwa razy większy niż w najgorszym roku dotychczas, a pożary wciąż trwają.

Centralne stany gotują się pod "kopułą ciepła"

W części południowych i środkowych stanów trwa fala upałów, z temperaturą 38-40 stopni w ciągu dnia. Najgoręcej jest w Teksasie, ale według prognoz w tym tygodniu gorąco obejmie kilkanaście stanów na południu i w centrum USA.

Znajdują się one pod tzw. "kopułą ciepła". Tak określa się obszar wysokiego ciśnienia, który obejmuje dużą część kontynentu i nie przesuwa się, lecz pozostaje w miejscu przez dni, a nawet tygodnie. Gorące powietrze jest "zablokowane" w miejscu, niczym pod przykrywką garnka. Powietrze jest suche, niemal nie ma deszczu czy zachmurzenia. 

W wielu miastach regionu jakość powietrza jest fatalna z powodu dymu z pożarów.

Ostrzeżenia przed ekstremalnymi upałami wydano dla obszarów zamieszkanych przez 108 milionów ludzi, podaje ABC. W niektórych miejscach mogą paść rekordy temperatury, z prognozowanym upałem wysokości 45 stopni Celsjusza. Meteorolodzy ostrzegają, że trwająca "kopuła ciepła" jest najsilniejszą, jaką dotychczas widzieli.

Fale upałów są jednym z najgroźniejszych zjawisk klimatycznych, bo wysoka temperatura jest "cichym zabójcą". W przypadku powodzi czy huraganu zagrożenie jest bardzo dobrze widoczne, ale nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, jak zabójcza może być wysoka temperatura. Szczególnie dla osób starszych, dzieci oraz cierpiących na choroby serca czy układu oddechowego. Latem ubiegłego roku upały przyczyniły się do śmierci ponad 60 tys. ludzi tylko w Europie.

Na Atlantyku budzą się huragany

Jak na razie tegoroczny sezon huraganów na Atlantyku był spokojny, ale to może właśnie się zmieniać. Tylko w ostatnich dniach między Zatoką Meksykańską a Afryką pojawiły się trzy burze tropikalne oraz dwa systemy pogodowe, które mają szanse stać się huraganami.

Jedna z potencjalnych burz tropikalnych może uderzyć w Teksas i Meksyk, choć prognozy nie są jeszcze pewne co do tego, jak się rozwinie. Burza tropikalna Franklin może przynieść silny wiatr i ulewy nad Portoryko oraz Haiti. 

Wiele ekstremalnych zjawisk pogodowych, w tym te obserwowane w USA, jest w jakimś stopniu związanych ze zmianą klimatu. Badania potwierdziły, że fala upałów z początku lata w Stanach Zjednoczonych (a także w Europie) byłoby praktycznie niemożliwe bez zmiany klimatu. Także takie gorąco, jakiego doświadczą w tym tygodniu mieszkańcy kilkunastu stanów, jest bardziej prawdopodobne przez globalne ocieplenie. 

Zmiana klimatu sprawia, że huragany stają się silniejsze, podobnie jak ulewy. Jednocześnie w niektórych regionach może przyczyniać się do suszy, która przekłada się na zagrożenie pożarowe.

Więcej o: