Zdaniem Pauliny Hennig-Kloski koniecznie jest "pilne wyeliminowanie nieefektywnych pomp ciepła". Ministerka dodaje też, że trzeba zwiększyć zainteresowanie programem "Czyste powietrze" wśród osób o średnich dochodach.
- Instalowanie takich urządzeń i występowanie o dotacje na nie może podważyć zaufanie obywateli do państwa i programu. Podobnie jest z montażem pomp ciepła w domach bez ich jednoczesnej termomodernizacji. To narażanie obywateli na niesamowicie wysokie koszty eksploatacji - mówi ministra o pompach ciepła w rozmowie z "Rzeczpospolitą". I dodaje, że dla jej poprzedników w resorcie "nie było to tak oczywiste".
Państwo w takiej sytuacji jest winne obywatelom informację o tym, jak efektywnie korzystać z programu, by poprawić, a nie pogorszyć swoją sytuację ekonomiczną. Będziemy chcieli dotrzeć do osób, które zainstalowały te nieefektywne pompy ciepła w domach bez termomodernizacji, by wspólnie z nimi rozwiązać problemy wysokich rachunków
- zadeklarowała Paulina Hennig-Kloska.
W grudniu ubiegłego roku pisaliśmy, że UOKiK przyjrzy się rynkowi pomp ciepła. Od miesięcy mówi się bowiem o oszustwach w branży. Do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wpływały skargi związane z pompami ciepła. Zgłoszenia dotyczyły ich sprzedaży i montażu. UOKiK postanowił więc podjąć kroki w sprawie - podawał "Dziennik Gazeta Prawna". Problem może być spory, na co miałaby wskazywać liczba członków grupy facebookowej "Oszuści OZE - pompy ciepła, fotowoltaika" - ponad 22 tys. osób. Na grupie można znaleźć ostrzeżenia przed firmami, które mają w ofercie "pompy z Chin i podrabiane certyfikaty". Ministerstwo Klimatu i Środowiska w lipcu ostrzegało przed oszustami, które oferują niskiej jakości i niedopasowane do domów pompy ciepła. Branżowi eksperci ostrzegali natomiast przed pompami z Chin, które są najtańsze w zakupie, ale najdroższe w eksploatacji. Na jednym oszustwie na pompę ciepła można zarobić nawet 20 tys. zł. Skala zjawiska wzrosła, gdy wprowadzono dofinansowanie instalacji urządzeń w programie "Czyste Powietrze". - Słyszymy o przypadkach, w których instalatorzy celowo zawyżają ceny urządzeń niskiej jakości, żeby pozyskać jak największe dopłaty z programu Czyste Powietrze, mimo że w tej samej cenie dostępne są dużo wydajniejsze pompy ciepła. Później te firmy znikają z rynku, a klient zostaje z problemami - mało wydajnym urządzeniem generującym wysokie koszty, dla którego nie ma serwisu. Niektórzy klienci decydują się później na wymianę, przez co ponoszą podwójny koszt, a przecież nie są to tanie urządzenia - kosztują średnio 40-50 tys. zł, a potrafią nawet ponad 100 tys. zł, jeśli wybieramy pompy gruntowe" - tłumaczył Michał Chaberski, HVAC Product Manager w Wolta-ir, w rozmowie z "DGP".
Także w grudniu informowaliśmy, że właściciele pomp ciepła narzekają, że obecne limity zużycia prądu są niewystarczające. "Moje roczne zużycie prądu wynosi 9000 kWh, a będę chroniony taryfą tylko do 1500 kWh. W 2023 r. zużyłem 9000 kWh i byłem chroniony do 3000 kWh. Dostałem dofinansowanie w wysokości 1,5 tys. zł w związku z posiadaniem pompy ciepła. W tym roku nie ma informacji o tym wsparciu. Uważam, że osoby, które wybrały pompy, powinny mieć inne taryfy na prąd" - napisał w ubiegłym roku czytelnik do redakcji money.pl.
Henning-Kloska przekazała także, że odziedziczyła po poprzednikach wielką dziurę finansową w programie "Czyste powietrze". Na przykład na wymianę starych kotłów do ogrzewania domów brakuje w połowie stycznia 470 mln zł. - Problem systematycznie się pogłębia, bo każdego tygodnia wpływają wnioski o dotacje o łącznej wartości ok. 100 mln zł, a wdrażanie nowych programów unijnych zostało wstrzymane. Wojewódzkie Fundusze Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej na bieżąco dostają środki na wypłatę dotacji, nie jest więc prawdą, że płatności zostały całkowicie wstrzymane - wyjaśniła. Dodała też, że szykowane jest systemowe rozwiązanie w tej kwestii. - Złożyliśmy poprawkę do budżetu - poinformowała.
Ministerka była pytana także o kwestię atomu w Polsce. Hennig-Kloska stwierdziła, że miejsce budowy pierwszej elektrowni atomowej "jest wybrane i wszystkim znane", a miejsce drugiej lokalizacji "jest w trakcie wyboru". - Trwają oczywiście analizy planu budowy elektrowni jądrowej w Choczewie, ale nie dotyczą słuszności wyboru lokalizacji, tylko harmonogramu realizacji projektu czy źródeł finansowania. Wnioski zostaną zapisane w aktualizacji Polskiego Programu Energii Jądrowej (PPEJ) zaplanowanej na ten rok - powiedziała. Dodała też, że nie wyobraża sobie, by trwający audyt wstrzymał prace nad budową, "bo elektrowni jądrowej potrzebujemy jak najszybciej".
- Zmiana lokalizacji atomu jest nie do przyjęcia. To opóźniłoby projekt o kolejne 10 lat, a nie ma takiej intencji - powiedziała z kolei wczoraj w "Porannej rozmowie Gazeta.pl" Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, ministra funduszy i polityki regionalnej. - Ten projekt jest potrzebny. On przecież nie zaczął się za poprzedniego rządu - dodała.