Ukrywają listę "bomb ekologicznych". Nie pomógł sąd, ani zmiana władzy

Stworzona za rządów PiS lista "bomb ekologicznych" jest cały czas ukrywana. Choć w sprawie orzekł już sąd i zmieniły się władze, lista wciąż nie została upubliczniona.
Fot. Michał Ryniak / Agencja Wyborcza.pl

Główny Inspektorat Ochrony Środowiska (GIOŚ) jeszcze za poprzedniej władzy stworzył listę nielegalnych składowisk odpadów w Polsce, które można uznać za "bomby ekologiczne". Ta wciąż nie została jednak upubliczniona, co argumentowano tym, że jest to dokument zewnętrzny. "Dziennik Gazeta Prawna" zwraca uwagę, że mimo zmiany władzy i skierowania sprawy do sądu, lista wciąż nie została ujawniona.

Zobacz wideo Anita Sowińska: Nasze priorytety to odnawialne źródła energii i zajęcie się nielegalnymi składowiskami odpadów

Ukrywają listę bomb ekologicznych. Nawet wyrok sądu nie spowodował jej upublicznienia

W grudniu ubiegłego roku zapadł wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego w tej sprawie. W wyroku podkreślono, że lista jest informacją publiczną i pomaga społeczeństwu "ocenić skuteczność wykonywania zadań przez organ powołany do kontroli przestrzegania przepisów chroniących środowisko naturalne". Nic to jednak nie zmieniło, bowiem lista wciąż nie została podana do wiadomości publicznej. 

Lista została stworzona na podstawie informacji, które zdobyli wojewódzcy inspektorzy ochrony środowiska podczas kontroli. Zdaniem GIOŚ dane są niepełne i wbrew wyrokowi sądu - wcale nie są publiczne, choć - jak pisze "DGP", na listę powoływał się na jednej z sejmowych komisji Jacek Ozdoba, były wiceminister środowiska. Mówił wówczas, że liczba nielegalnych składowisk w Polsce jest "gigantyczna". Inspektorat wskazał wówczas, że chodzi o 768 miejsc, z czego w 231 zostały nagromadzone odpady niebezpieczne. Łącznie chodzi o 3,86 mln ton śmieci.

Polska śmietnikiem Europy. Unia planuje zaostrzyć przepisy

Jak wielokrotnie alarmowali aktywiści czy media, Polska jest "śmietnikiem Europy". Z zagranicy ściągane są do naszego kraju setki ton śmieci z całej Europy. Nielegalne interesy z odpadami w roli głównej są "profesjonalnie zorganizowane i bardzo opłacalne". Uczestniczą w nich nie tylko gangi przestępcze, lecz także rzekomo czyste firmy z branży gospodarki odpadami. "Dokumenty są fałszowane, celnicy korumpowani. Ryzyko wpadki jest znikome" - tłumaczył w materiale "Deutsche Welle" Jan Op Gen Oorth z Europolu.

W ubiegłym roku Parlament Europejski i Rada UE zawarły porozumienie w sprawie ostrzejszej walki z przestępczością środowiskową. Projektowane przepisy zakładają do 10 lat więzienia za takie przestępstwa oraz karę w wysokości do 5 proc. rocznego obrotu firmy lub 40 mln euro

Więcej o: