Leśnicy będą się tłumaczyć po tekście Gazeta.pl. Interwencja z rządu

Przykład zalania Bielska-Białej i okolic pokazuje, że nie możemy dłużej gadać i kiwać głowami. Albo coś zrobimy, albo kolejne zalania będą się powtarzały. W Bielsku-Białej, w innych miastach - napisał na X wiceminister klimatu Mikołaj Dorożała. Zapowiedział, że pojedzie do Bielska-Białej spotkać się z leśnikami. Wpis zilustrował tekstem z Gazeta.pl.
Bielsko-Biała, drogi zrywkowe
Gazeta.pl

O przyczynach zalania Bielska-Białej pisaliśmy w czwartek, 6 czerwca. - Lasy wokół Bielska-Białej straciły swoją funkcję ochronną. Nie są już jak gąbka. Leśnicy zbudowali autostrady do wyciągania drewna, które w trakcie ulewy zamieniają się w rwące potoki. Przesunęli też ogromne ilości mas ziemi - mówił Radosław Ślusarczyk z Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot w rozmowie z Dominikiem Szczepańskim.

Zobacz wideo Czy prawica zdobędzie większość w Brukseli?

- Przykład zalania Bielska-Białej i okolic pokazuje, że nie możemy dłużej gadać i kiwać głowami. Albo coś zrobimy albo kolejne zalania będą się powtarzały. W Bielsku-Białej, w innych miastach. Pojadę do Bielska, spotkać się z LP, samorządowcami, przyrodnikami i samymi mieszkańcami. Musimy znaleźć rozwiązanie i wyeliminować przyczyny. W czerwcu widzimy się w Bielsku Białej - skomentował na X wiceminister.

Przypomnijmy. We wtorek Bielsko-Biała cały dzień mierzyła się ze skutkami powodzi, chociaż jeszcze w poniedziałek wieczór nic nie wskazywało na to, jak trudna będzie sytuacja. W poniedziałek po południu nad Bielskiem przeszła burza, która przyniosła silny, ale jeszcze nie katastrofalny deszcz. W nocy rozpadało się na dobre, spadło prawie 80 mm deszczu w ciągu trzech godzin. W ciągu niespełna doby spadło ponad 140 mm deszczu, czyli więcej niż miesięczna norma opadów dla Bielska, która wynosi ok. 130 mm. 

Ale to nie koniec. Jak wskazał w rozmowie z nami Radosław Ślusarczyk, dotąd miasto i jego okolice chroniły lasy w górach, które absorbowały znaczną część opadów. Ale to już nie działa. - Na tych wzgórzach prowadzono gospodarkę leśną od pokoleń, ale w ostatnich latach wszyscy przecieraliśmy oczy ze zdumienia, obserwując, jaki rozmiar mają inwestycje drogowe Lasów Państwowych. W dodatku prowadzono jest w bardzo inwazyjny sposób - zauważył ekspert. 

Prawdziwym problemem są drogi zrywkowe, którymi leśnicy wywożą ścięte w górach drzewa. Jeździ tam ciężki sprzęt, co dla lasu oznacza ogromne zmiany. Ślusarczyk nazywa je nie tyle drogami, co wręcz autostradami. - Te wielkie drogi to suche rzeki. Suche, kiedy świeci słońce, bo gdy zaczyna padać, stają się potokami. Kiedy natomiast dochodzi do prawdziwej ulewy, autostrady zrywkowe zamieniają się rwące rzeki. I tak się właśnie teraz stało. Gdyby w tym miejscu rósł zwarty las, wchłonąłby znaczną ilość tej wody - mówił.

Cały tekst można przeczytać tutaj: 



Więcej o: