Waleń Hvaldimir w 2019 r. podpłynął do wędkarzy na Morzu Norweskim, a na jego ciele zauważono uprząż do montażu kamery z podpisem "Equipment of St. Petersburg". W mediach pojawiły się wtedy pierwsze głosy, że białucha mogła być szkolona do wykonywania zadań szpiegowskich na rzecz Rosji - stąd też Norwedzy nazwali go "Hvaldimirem", łącząc słowo "hval", co po norwesku oznacza "waleń" oraz imię Władimira Putina.
Zdaniem dr Olgi Szpak, ekspertki ds. ssaków morskich Hvaldimir miał faktycznie należeć do wojska, jednak nie był trenowany na szpiega. Białucha miała należeć do bazy morskiej na kole podbiegunowym, gdzie prawdopodobnie była szkolona do jej ochrony.
Doktor Szpak skomentowała dla BBC, że nie może ujawnić swoich źródeł, jednak rosyjscy badacze waleni mieli potwierdzić, że waleń faktycznie był "jednym ze swoich" - Andriucha, bo takie miało być prawdziwe imię walenia, miał uciec z bazy. Początkowo miał przebywać w delfinarium w Petersburgu, skąd przeniesiono go na Arktykę, to właśnie stamtąd uciekł. Ekspertka podkreśliła, że walenie są na ogół mądrymi ssakami, które można szkolić jednak Hvaldimir był przy tym sporym "rozrabiaką" i dlatego też odpłynął z bazy. Rosja nie potwierdziła, ani nie zaprzeczyła doniesieniom o programach szkoleń wojskowych dla zwierząt.
Jak opisywaliśmy początkiem września bieżącego roku, waleń Hvaldimir został niestety znaleziony martwy w zatoce Risavika u południowych wybrzeży Norwegii. Choć początkowo spekulowano, że ssak został zabity przez ludzi - sekcja zwłok wykazała, iż w pysku białuchy utkwiła gałąź.