W Rabce, Zakopanem i Dusznikach "powietrze może zagrażać zdrowiu". Jest ostrzeżenie przed smogiem

Kacper Kolibabski
Na piątek przypadł polski Dzień Czystego Powietrza. Tego samego dnia do uzdrowisk, w których leczy się m.in. układy dróg oddechowych, zawitał smog, choć w reszcie kraju jakość powietrza jest dobra. Skąd te problemy w Rabce, Zakopanem i Dusznikach? Wyjaśnił nam to Piotr Siergiej z Polskiego Alarmu Smogowego, który opowiedział też o problemach z programem Czyste Powietrze.
Smog w Zakopanem
Fot. Marek Podmokły / Agencja Wyborcza.pl

"Rabka-Zdrój, Zakopane i Duszniki-Zdrój - w tych miejscach powietrze jest teraz bardzo zanieczyszczone i może zagrażać zdrowiu. Na pozostałym obszarze kraju jakość powietrza dobra lub nawet bardzo dobra" - informowała w piątek rano w serwisie klimatycznym Informacyjna Agencja Radiowa. W trzech zanieczyszczonych smogiem miastach znajdują się uzdrowiska, ale cały region ma od lat poważne problemy czystością powietrza. Rabka np. w 2022 roku próbowała przegłosować zakaz palenia węglem w gminie, ale pomysł upadł. 

- Rabka-Zdrój już jest miejscowością uzdrowiskową, ale jej powietrze do zdrowych nie należy. Potwierdzają to pomiary Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska - mówił Smoglab po upadku uchwały Piotr Siergiej, rzecznik Polskiego Alarmu Smogowego (PAS). Dodawał, że roczne stężenie rakotwórczego benzo(a)pirenu wynosi w miasteczku 900 proc. normy.

Dlaczego w górach smog pojawia się wcześniej?

W rozmowie z Next.gazeta.pl Piotr Siergiej przypomniał z kolei, że smog w Rabce, Zakopanem i Dusznikach pojawił się akurat 14 listopada, w Dniu Czystego Powietrza, ustanowionym w 2005 roku przez Fundację "Arka". To jednak nazwa prześmiewcza, bo jest to symboliczny początek sezonu grzewczego, gdy w miastach zaczyna pojawiać się smog. Zatem gdy temperatury spadają, stężenie pyłów zawieszonych rośnie. 

Trudno powiedzieć, czemu akurat w tych miejscowościach w piątek pojawiło się wysokie zanieczyszczenie powietrza. Piotr Siergiej zauważa jednak, że w górach poranki są zazwyczaj dużo chłodniejsze, bo zwyczajnie są one wyżej ponad poziomem morza, niż reszta kraju. Ludzie zaczynają więc grzać tam wcześniej. Ukształtowanie terenu też pozostaje nie bez znaczenia, bo dym nie rozwiewa się tak szybko, jak na równinach. Potwierdza to badanie PAS, w którym eksperci zmierzyli jakość powietrza, zaczynając przy stacji pomiarowej w Zakopanem i kończąc w Kuźnicach. Powietrze było tym czystsze, im wyżej znajdował się punkt pomiarowy, oddalony od źródeł opadającego w doliny smogu. 

Jakie powietrze w tym sezonie grzewczym? 

Na to pytanie niełatwo jest odpowiedzieć, bo bardzo dużo zależy od tego, jaka będzie pogoda i czy czeka nas mroźna zima - wyjaśnia Piotr Siergiej. W teorii z roku na rok jakość powietrza powinna się w Polsce poprawiać, bo zimy są łagodniejsze przez zmiany klimatu, a ponadto od dekady stopniowo wymieniamy kopciuchy. Ich liczba w tym czasie została zredukowana o 1/3 - z 3 do 2 mln.

Ale mimo zmiany według pomiarów głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska rok 2024 miał o 7 proc. wyższe stężenia szkodliwych pyłów niż rok poprzedni. - Może to była tylko fluktuacja wynikająca z pogody. Zobaczymy, jakie stężenie będziemy mieli w roku 2025, kiedy się już skończy - mówi Piotr Siergiej. 

Trzeba naprawić "Czyste Powietrze" 

Choć liczba kopciuchów maleje, to przed nami wciąż dużo pracy. A ten najprostszy etap już za nami - osoby, które było stać na wymianę, które były bardziej zdeterminowane, już zapewne to zrobiły.

Pula takich osób zaczyna się wyczerpywać. Zostają te gospodarstwa domowe, w których jest trudniej wymienić kopciucha, więc teraz czeka nas cięższy proces, zarówno w sensie organizacyjnym, jak i finansowym

- mówi Piotr Siergiej. 

Nie pomagają władze, ponieważ program Czyste Powietrze mocno szwankuje. Liczba wniosków rok do roku spadła ponad czterokrotnie, wylicza nasz rozmówca. Jest tu kilka powodów. Po pierwsze, Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej zrobił programowi czarny PR. Obywatele się do niego zniechęcili, słysząc, że do Czystego Powietrza aplikują niekiedy podejrzane osoby, które chcą wyłudzić pieniądze. - Program stracił powab, który miał wcześniej, choć liczba nadużyć nie była znacząca w całej liczbie wniosków - mówi Piotr Siergiej. 

Drugi problem to wymóg przeprowadzenia audytu energetycznego, by zakwalifikować się do programu. Jego koszt to 1200 zł, a potem może się okazać, że dofinansowania nie dostaniemy. - Ludzie postrzegają to jako pewną opłatę za złożenie podania do programu. To jest spora bariera - mówi nasz rozmówca. 

Trzeci czynnik to zaległości w płatnościach dla wykonawców. Gminy przekazały PAS, że z tego powodu trudno w ogóle znaleźć chętnych do zrealizowania inwestycji. Przedsiębiorstwa niechętnie podejmują się termomodernizacji w ramach Czystego Powietrza, bo wiedzą, że na zapłatę trzeba czekać wiele miesięcy. 

To wszystko można ponaprawiać, tylko musi być do tego chęć ze strony NFOŚiGW. Póki co mamy dużo oficjalnego urzędowego optymizmu

- podsumował Piotr Siergiej. 

Kacper Kolibabski
Więcej o: