Od Karachi po Hawanę. Co trapi księgarzy w czasie pandemii koronawirusa?

W niewielkim Malawi zrobili zapasy i czekają na lepsze czasy. W Izraelu sytuację mają całkiem niezłą. Na Kubie zrobiło się dramatycznie, ale jest nadzieja w bogatych fanach. Jak księgarze na całym świecie radzą sobie w stanie pandemii koronawirusa?
Zobacz wideo Biznes Walczy. Znana restauracja zdradza nam swój przepis.

Nie tylko w Polsce księgarze, wydawcy czy drukarze znaleźli się w dramatycznej sytuacji. Na świecie dramatów w tej branży nie brakuje. Nie brakuje jednak także pozytywnych wyjątków tych, którzy w tej sytuacji nie załamują rąk. Warto zwrócić uwagę zwłaszcza na przykład z Izraela.  

Kuba - wyspa pełna żarłocznych czytelników 

Conner Gorry jest amerykańską dziennikarką i pisarką. Pierwszy raz pojawiła się na Kubie w 1993 roku, od roku 2002 mieszka tam na stałe. Ma na koncie blisko dwadzieścia przewodników dla Lonely Planet (m.in. Cuba, Hawaje, Gwatemala), pisze artykuły dla BBC, Irish Times, The Lancet czy The Guardian. 

- Pewnego dnia moja przyjaciółka pozostawiła mi duży żółty worek pełen książek "dobrych, ale niewielkich książek", nie mieściły się w jej domu. Sama też nie bardzo miałam miejsce na te książki, ale jako zawodowa pisarka i wręcz żarłoczna czytelniczka, nie mogłam ich wyrzucić. Przez blisko pół roku przyglądałam się temu workowi pełnemu książek i w ten sposób wpadłam na pomysł stworzenia księgarni z książkami po angielsku połączonej z kawiarnią. Jedyna taka instytucja na Kubie, wtedy i teraz - opowiada sympatyczna Amerykanka. - Jedyna taka anglojęzyczna księgarnia w kraju, a także wspaniała kawa, ogród, hamaki itp., wielu ciekawych gości. Podejmowaliśmy m.in. nominowanych do Pulitzera pisarzy (np. Suketu Mehta, autora "Maximum City"), goszczą u nas nagradzani kubańscy muzycy, oni należą właściwie do naszych najbardziej oddanych stałych bywalców (Cimafunk, Yissy, Santiago Feliu), dokumentaliści, filmowcy, dyplomaci, hollywoodzcy luminarze, lokalni dziennikarze i wydawcy…  

 

Jednak sielanka skończyła się wraz z nadejściem epidemii koronawirusa. Pierwsze przypadki potwierdzono 1 marca, pacjentami okazali się włoscy turyści. Niespełna miesiąc później rząd Kuby narzucił drakońskie ograniczenia: zamknięto lotniska, obcym okrętom nakazano opuszczenie kubańskich portów, a turystom nakazano nieopuszczanie wskazanych im hoteli. Zamknięto szkoły, ograniczono do zera transport między regionami, Kubańczykom zabroniono opuszczać kraj. 

- Na początku w naszej księgarni podjęliśmy walkę: wprowadziliśmy wymóg, by wszyscy klienci umyli ręce zanim usiądą i wezmą menu. W kafejce rozmieściliśmy dozowniki z mydłem i płynem dezynfekującym. Czyściliśmy każdą powierzchnię, każdą cukierniczkę i każdą kartę menu przed podaniem ich klientowi - opowiada Conner Gorry. - Niestety kilkoro członków naszej załogi to osoby tzw wysokiego ryzyka zdrowotnego (astma, nadciśnienie). Nasi pracownicy, dojeżdżając do Cuba Libro, muszą jeździć różnymi środkami transportu publicznego, mamy też mamę z rocznym dzieckiem. Ostatecznie musieliśmy zdecydować, jako zespół (wszystkie decyzje podejmujemy wspólnie), że 20 marca dobrowolnie zamykamy naszą księgarenkę - relacjonuje z Hawany właścicielka Cuba Libro. 

Niedługo minie miesiąc, gdy księgarnia Amerykanki i jej zespołu jest zamknięta. Sytuacja robi się dla wszystkich coraz trudniejsza.  

- Bardzo mi zależy na moim zespole, chcę im zagwarantować minimalne wynagrodzenie i utrzymać ich telefony komórkowe. Tu na Kubie łączymy się z Internetem za pośrednictwem danych mobilnych, które są bardzo drogie, podobnie jak normalne rozmowy telefoniczne na telefonie komórkowym. Sytuacja jest bardzo delikatna, póki co byłam w stanie doładować wszystkie telefony moich pracowników i wypłacić pensje każdemu z nich na koniec marca. Teraz już jednak nie mam pojęcia, jak zapłacę czynsz za maj, ani jak mam utrzymać tę minimalną pensję ekipy. 

Na szczęście mamy kilkoro fanów na świecie (USA, Kanada, Wielka Brytania), którzy zaoferowali darowiznę. Więc jest nadzieja na przetrwanie tego dramatycznego czasu. Zobaczymy... - kończy założycielka Cuba Libro.  

Baobab ma zapasy 

Baobab Bookshop znajduje się przy Barron Avenue w Lilongwe, stolicy Malawi. Przewodnik Lonely Planet pisze o niej tak: "Doskonała księgarnia używana z szeroką gamą powieści, przewodników, książek dla dzieci i nie tylko. Ma też małą kawiarnię". 

2 kwietnia Peter Mutharika, prezydent tego maleńkiego afrykańskiego kraju leżącego nad ogromnym jeziorem o tej samej nazwie, poinformował o trzech pierwszych przypadkach zakażenia COVID-19. Malawi było 50. afrykańskim krajem dotkniętym przez pandemię. Jeszcze w marcu prezydent Mutharika zadeklarował stan klęski żywiołowej, zamknął wszystkie szkoły i zawiesił wszelkie zgromadzenia. 

Księgarnia na zmiany zareagowała błyskawicznie: przed wejściem pojawił się płyn dezynfekujący, na twarzach sprzedawców zaś maseczki ochronne. Niedługo potem została zamknięta.

Baobab w Lilongwe, Malawi.Baobab w Lilongwe, Malawi. Archiwum księgarni.

- Czułam odpowiedzialność za bezpieczeństwo zarówno moich klientów, jak i personelu - opowiada Rachel Almeida, Brytyjka od dwudziestu lat mieszkająca w Malawi, która jest właścicielką księgarni. - Przed zamknięciem nastąpił wzrost sprzedaży, ludzie zdali sobie sprawę, że spędzą więcej czasu w domu i masowo kupowali książki. Dzięki temu mogę utrzymać mój personel na pełnym wynagrodzeniu przez kilka najbliższych miesięcy lockdownu. Mam nadzieję, że przetrwamy tę pandemię - opowiada właścicielka. Rachel sklep odkupiła od poprzedniego właściciela, Johna, który odchodząc na emeryturę planował księgarnię po prostu zlikwidować. - Byłam tam stałą bywalczynią, nie wyobrażałam sobie Lilongwe bez takiego antykwariatu. Zdecydowałam, że odkupię Baobab od Johna... 

Rachel przyznaje, że może sobie pozwolić na pewien luksus. - Kocham moją księgarnię! Chociaż myślę, że to umierająca branża. Mam nadzieję, że będę mogła nadal dostarczać miejscowej społeczności książki w rozsądnej cenie, zapewnić zatrudnienie moim trzem pracownikom, a przy tym wciąż kochać swoją pracę. Powinnam chyba wspomnieć, że sklep działa tylko dlatego, że nie muszę się z tego utrzymywać, mam szczęście, że mam wsparcie mojego męża - z kończy z uśmiechem 50-latka, matka czwórki dzieci, z zawodu nauczycielka biologii. 

Nad Nilem mają marzenie 

Księgarnia "The Nile" mieści się w Chartumie, stolicy Sudanu, jednego z największych krajów Afryki. Mieszkańcy Sudanu w ostatnich latach przeżywali wojnę domową, zamachy stanu, a niedawno byli świadkami końca trzydziestoletnich rządów dyktatora Omara Al-Baszira, jednak takiej sytuacji jak obecna najstarsi mieszkańcy Chartumu nie pamiętają. - The Nile Bookshop istnieje od 1977 roku, dużo się w tym czasie działo, ale czegoś takiego jak teraz nie było nigdy - kręci głową Mohammed Elhag, syn właściciela i menadżer księgarni. 

W związku z epidemią koronawirusa w połowie marca Sudan wprowadził na swoim terytorium tzw. Health Emergency - zamknięto granice lądowe i powietrzne, wprowadzono godzinę policyjną między godziną 20 i 6 rano, zamknięto szkoły i markety, zakazano zgromadzeń oraz przemieszczania się między poszczególnymi stanami. - To dobre decyzje. Myślę, że dzięki takiemu radykalnemu ograniczeniu możemy czuć się bezpieczni - zapewnia Mohammed Elhag. 

Właścicielem księgarni jest jego ojciec - Elhag Mohamed Elamin. - Tata pracował przed laty w drukarni. I tam się narodziła jego pasja do książek. Postanowił założyć własną księgarnię - opowiada syn, który sam jest magistrem na kierunku zarządzanie i członkiem sudańskiego związku wydawców. - Marzę, że kiedy ta cała sytuacja z epidemią się skończy, mocno staniemy na nogi, a ja będę mógł otworzyć większą księgarnię, w której na różnych piętrach będą znajdowały się różne gatunki książek - zapowiada. 

Ciężki czas w Pakistanie 

 Book Ocean to dwie urocze księgarenki w Karachi, niedaleko wybrzeża Morza Arabskiego.  

- Skąd pomysł na taki biznes? Mój tata sprzedawał jako dzieciak książki na dworcach kolejowych czy na stoiskach przy dworcach autobusowych. To go zainspirowało, by za uzbierane pieniądze w końcu kupić taką księgarnię na własność - opowiada syn właściciela Syeda Muhammada Safdara. 

Księgarnia jest bardzo dobrze zaopatrzona i nic dziwnego, że miewa znakomitych gości. - Wśród naszych klientów są znani poeci, politycy czy pisarze, bywa u nas m.in. znany pisarz i aktor Mustansar Hussain Tarar. Jeszcze kiedy żyli, przychodzili poeta Ahmed Faraz oraz pisarz i scenarzysta Ashfaq Ahmed - opowiada.  

Epidemia bardzo mocno uderzyła w Pakistan. Już 26 lutego pojawiły się dwa pierwsze oficjalne zakażenia. 10 kwietnia w kraju było ponad 5000 zakażonych i 93 ofiary śmiertelne. Władze czyniły dość chaotyczne ruchy, w końcu jednak zdecydowały się na całkowity niemal lockdown. 

- W kraju jest niemal wszystko pozamykane, po godzinie 17.00 obowiązuje aż do rana godzina policyjna. Nikogo nie ma na zewnątrz, nie ma aktywności, nie ma ruchu, nie ma ani jednej osoby na drodze. Ze względu na lockdown nasze dwie księgarnie pozostają zamknięte. Mamy 11 pracowników, którym musimy dać wynagrodzenie, a ze względu na blokadę nie jesteśmy w stanie sobie z tym poradzić. To już prawie miesiąc, po prostu wydajemy z naszych oszczędności, nie zarabiamy przy tym ani grosza. Długo się tak nie da wytrzymać - opowiada mi syn właściciela. 

 W Izraelu wirus książkom niegroźny 

Izrael jako pierwszy kraj na świecie zdecydował o wprowadzeniu obowiązkowej dwutygodniowej domowej kwarantanny dla wszystkich wracających i przylatujących do kraju. Premier Beniamin Netanjahu szybko zdecydował o zamknięciu szkół, a potem o ogólnonarodowej izolacji. 

Księgarnia Holzer Books przy Jaffa Road w Jerozolimie znajduje się niedaleko Starego Miasta. 

Jerusalem Post pisze tak: "Ta księgarnia jest jak drugi dom dla miłośników książek. Holzer Books słynie nie tylko z imponującej kolekcji prawie 55 000 książek wszystkich typów i na wszystkie tematy w różnych językach, ale także z bezpłatnych publicznych wykładów i wydarzeń kulturalnych". 

Holzer Books w Jerozolimie.Holzer Books w Jerozolimie. Archiwum księgarni

Księgarnię w 2010 roku założył ledwie 27-letni wtedy Lior Holzer, pisarz, wydawca, naukowiec (pisze obecnie doktorat o mistycznych uczonych z okresu XVII-XVIII wieku). - W księgarni znajduje się galeria sztuki, w której codziennie odbywają się wydarzenia literackie, w tym dyskusje filozoficzne, czytania poezji, premiery książek, a także teologiczne i polityczne debaty otwarte. Robimy to codziennie i całkowicie za darmo! Nie jesteśmy zrzeszeni, jesteśmy bezpartyjni, nie jesteśmy finansowani przez żaden fundusz, organ, gminę czy bank - uprzedza Lior. 

Czy zatem lockdown, który wprowadziły w związku z koronawirusem władze, mocno zaszkodził jego księgarni? Otóż nie bardzo. - Cóż, Izrael faktycznie jest niemal całkowicie zamknięty od początku marca. Mój sklep nie może być otwarty ze względu na przepisy, w tej sytuacji książki przesyłamy albo kurierem albo też oferujemy usługi "od drzwi do drzwi". Nie zniknęły też nasze codzienne wydarzenia literackie. Przenieśliśmy je po prostu do sieci, spotykamy się online i codziennie dyskutujemy choćby za pośrednictwem aplikacji Zoom - opowiada właściciel Holzer Books, którego przodkowie byli Polakami.  

Lior Holzer nie boi się przyszłości, nawet tej z koronawirusem na dłużej w tle.   

- Izraelczycy kochają książki. Jesteśmy narodem stworzonym dla książek - czytamy, piszemy, rymujemy, tłumaczymy książki. To nasz sposób życia. Wierzymy, że w książkach można znaleźć wszystko - prawo, boga, poezję czy wszelkie zasady i normy. Nie bez przyczyny mówi się o nas "the people of the book" [lud księgi - red.]. Więc teraz, kiedy mamy lockdown, siadamy i czytamy. Był niedawno sondaż u nas i ludzie powiedzieli w nim, że czytają 6-9 książek tygodniowo! Jesteśmy w czwartym tygodniu zamknięcia, więc średnio Izraelczycy przeczytali 25-30 książek. Naród żydowski przechodził przez gorsze rzeczy niż ta epidemia. Jesteśmy optymistami - uśmiecha się Lior. 

Opowieści księgarzy zanotował: Piotr Płatek