Publikowany co roku raport Biblioteki Narodowej dot. stanu czytelnictwa w Polsce przyniósł zaskakujące wieści. Dane za zeszły rok pokazują wzrost zainteresowania czytelnictwem. Co najmniej jedną książkę w poprzednim roku przeczytało 43 proc. Polaków. To aż o 9 proc. więcej niż w dwóch ostatnich latach i najwięcej od dziesięciu lat. To wynik nawet lepszy od pandemicznego z 2020 r., gdy co najmniej jedną książkę przeczytało 42 proc. Polaków.
Prawdziwych moli książkowych jednak nie przybyło. Odsetek osób, które czytały siedem lub więcej książek w ciągu roku, nie zmienił się znacząco i wynosi 8 proc. Autorzy z Biblioteki Narodowej uważają, że: "z tego punktu widzenia należy ostrożnie myśleć o prognozach dotyczących społecznego zasięgu książki w najbliższej przyszłości, na razie jest zbyt wcześnie, żeby mówić o początku nowego trendu w tej dziedzinie".
"W żadnej grupie lektura książek nie jest powszechną praktyką" - czytamy w raporcie. Wyróżniają się jednak osoby uczące się i studiujące. Wśród nich aż 68 proc. przeczytało co najmniej jedną książkę. Ponadto odsetek czytających co najmniej 7 książek jest w tej grupie prawie dwukrotnie wyższy niż w całej populacji i wynosi 15 proc.
Autorzy raportu podkreślają jednak, że nie bez znaczenia w tym przypadku jest czytelniczy obowiązek, jaki spoczywa na młodzieży. Uczniowie i studenci muszą regularnie czytać lektury na zajęcia, przez co nie są to dane do końca obiektywne. Niemniej aż 50 proc. osób uczących się lub studiujących deklaruje, że lubi albo bardzo lubi czytać książki. Z drugiej strony wśród osób, które w zeszłym roku nie przeczytały żadnej książki - 60 proc. stanowią te, które twierdzą, że dawniej czytały, ale robiły to tylko w szkole lub na studiach.
Po książki chętniej sięgają kobiety niż mężczyźni. Odpowiednio 50 proc. kobiet czyta książki i 36 proc. mężczyzn. Według autorów raportu "nie bez znaczenia jest fakt, że wychowaniem dzieci, w tym czytaniem im książek, zajmują się częściej kobiety. Dzięki tej aktywności nie tracą kontaktu z czytaniem dla przyjemności". Innym powodem, przez który kobiety mogą czytać więcej niż mężczyźni, jak wskazano, może być edukacja, ponieważ kobiety statystycznie przez więcej czasu zdobywają wykształcenie.
Biblioteka Narodowa zwraca uwagę, że edukacja może mieć wpływ na czytelnictwo. Podaje, że osobę czytającą książki najłatwiej spotkać w miastach liczących co najmniej 200 tys. mieszkańców. "Wynika to z charakterystycznego dla tych ośrodków względnie wysokiego odsetka osób z wyższym wykształceniem oraz typu związanej z nim pracy zawodowej" - argumentują autorzy raportu. Najrzadziej czyta się w małych miastach, liczących do 20 tys. mieszkańców. Nieźle wypada wieś, gdzie czytelnictwo jest na poziomie średniej krajowej.
Najchętniej w zeszłym roku czytaliśmy (w kolejności): literaturę kryminalną (28 proc.), obyczajowo-romansową (22 proc.), non-fiction, czyli biografie, publicystykę, historie XX w. (17 proc.) oraz poradniki (16 proc.).
W tym roku po raz pierwszy w raporcie "uwzględniono dodatkowe sposoby pozyskiwania informacji o książkach, które są związane z internetowymi ogniwami społecznego obiegu książki. Są to: multimedialne podcasty, vlogi, krótkie filmy, wpisy influencerów rekomendujące książki i czytanie na platformach takich jak: TikTok, gdzie obecna jest społeczność BookTok, BookTube na YouTube czy też Instagram". Jednak zaledwie 7 proc. czytelników korzystają z tego źródła informacji o książkach.
Tak samo niechętnie Polacy podchodzą do czytania książek z urządzeń cyfrowych. Mimo powszechnego dostępu do chociażby smartfonów lekturę co najmniej jednego tytułu na ekranie urządzenia elektronicznego w 2023 roku zadeklarowało zaledwie 7 proc. czytelników.