Około 36 minut od startu samolot BOEING 737-8AS lini lotniczych Ryanair wylądował z powrotem na pasie startowym na lotnisku początkowym. Po kilku minutach od startu jeden z pasażerów - 33-letni mężczyzna bardzo źle się poczuł. Zainterweniowała załoga pokładowa wraz z dwoma lekarzami, którzy akurat lecieli samolotem. Próbowali pomóc mężczyźnie. Niestety, mimo że samolot zawrócił, a zaraz po wylądowaniu na pokładzie pojawili się lekarze z defibrylatorem (AED) oraz adrenaliną, nie udało się uratować 33-latka. Całą sytuację opisała włoska gazeta "Corriere Torino".
Gdy samolot wylądował w Turynie, ewakuowano z niego podróżnych. Wśród nich była żona 33-latka, która siedziała kilka rzędów dalej. Kobieta będąca w czwartym miesiącu ciąży nie wiedziała, że jej mąż walczy o życie. Dowiedziała się o tym, dopiero gdy opuściła pokład. Ona też źle się poczuła i została natychmiast przetransportowana do szpitala. Na szczęście ani jej, ani dziecku nic się nie stało.
W związku z tym zgonem we Włoszech wszczęto śledztwo. Co prawda na tym etapie postępowania nic nie wskazuje na to, żeby w śmierć 33-latka były zaangażowane osoby trzecie, ale i tak jego ciało zostanie poddane sekcji zwłok. Obecnie za najbardziej prawdopodobny scenariusz podaje się zawał serca.
Rozgorzała również dyskusja wobec procedur w takich sytuacjach. Niektórzy uważają, że karetka przyjechała z opóźnieniem, bo rzeczywiście pojawiła się, dopiero gdy stwierdzono zgon. Wcześniej jednak na miejscu czekali lekarze. Ponadto samolot linii lotniczych Ryanair musiał zawrócić do Turynu, ponieważ lądowanie awaryjne w innych miejscach było niemożliwe ze względu na warunki pogodowe.