Były wiceminister pracy radzi przyszłym emerytom "zapiąć pasy". "Nie zaszkodzi mieć dużo dzieci"

Bartosz Marczuk, który do 2018 pełnił funkcję wiceministra pracy, alarmuje, że świadczenia wypłacane przez ZUS w przyszłości będą bardzo niskie. Polityk radzi przyszłym emerytom, by "mieć dużo dzieci" i "zapiąć pasy".
Zobacz wideo

Bartosz Marczuk, który do 2018 był jednym z wiceministrów pracy, wywołał spore poruszenie swoim wpisem dotyczącym emerytur.

Pasy zapięte? Kto ma słabe nerwy niech nie czyta. Oficjalny szacunek wysokości emerytur w przyszłości, jaki dostałem [z] ZUS. Teraz dostajemy 53,8 proc. ostatniej pensji (ok. 2,2 tys.zł). W 2045 będzie 32 proc. , w 2060 - 24,9 proc., a 2080 - 23,1 proc. To będzie ok. 1 tys. zł na mc (na dzisiejsze pieniądze)

- alarmuje polityk. W kolejnym wpisie dodaje:

Dlatego trzeba dodatkowo się zabezpieczać. Dbać o zdrowie, kształcić, oszczędzać (PPK to idealny produkt), mieć więcej dzieci, przygotować się na dłuższą pracę.

Przez część komentatorów wpis byłego ministra został odebrany jako dowód na niezbyt dobrą sytuację ZUS. W odpowiedzi na te sugestie Marczuk wyjaśnił, że dane, które zaprezentował, to oficjalne informacje Zakładu Ubezpieczeń Społecznych dostępne od miesięcy.

Marczuk stwierdził też, że poruszenie, które wywołał jego wpis jest pouczające i powinno być powodem dyskusji o różnego rodzaju zabezpieczeniach społecznych. Jednym z nich miałyby być Pracownicze Plany Kapitałowe.

Prezes ZUS przestrzega przyszłych emerytów

Dane cytowane przez byłego wiceministra pracy pokrywają się z tym, co niedawno w mediach mówiła Gertruda Uścińska, prezes ZUS. Stwierdziła ona, że nie ma wątpliwości, iż według szacunków ZUS w 2040 r. relacja przeciętnej emerytury z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych do przeciętnego wynagrodzenia będzie wynosiła ok. 40 proc."

W 2060 r. stosunek ten ma wynieść już niecałe 30 proc. - twierdzi prezes ZUS cytowana przez Money.pl

Problemy zwiastuje też raport Organizacji Narodów Zjednoczonych. Już w przyszłym roku ma rozpocząć się proces wyludniania Polski, którego efektem będzie obniżenie populacji kraju z 38 do 24 mln osób jeszcze w tym stuleciu i zmiana struktury społeczeństwa. Osób w wieku produkcyjnym będzie znacznie mniej.

Czytaj też: Emerytury. Pracownicy dostają wybór: "premia albo udział w PPK". Borys: "Będziemy reagować"

Przed głodowymi emeryturami przestrzegali też goście programu "Studio Biznes". Wyjaśnili oni, że nawet zwiększona liczba urodzeń dzieci nie uratuje polskiego systemu emerytalnego przed kłopotami. Polacy muszą przygotować się na świadczenia, które dziś uznalibyśmy za głodowe.