Brexodusu nie widać. Wbrew obiegowej narracji, Polacy nie uciekają z Wielkiej Brytanii

Jak wskazują dane Brytyjskiego Urzędu Statystycznego, Polacy mieszkający w Wielkiej Brytanii nie opuszczają jej masowo w obawie przed brexitem. Na Wyspach nadal mieszka ponad 900 tys. obywateli legitymujących się polskim paszportem.

Najświeższe dane z Brytyjskiego Urzędu Statystycznego nie potwierdzają tendencji do masowych powrotów Polaków z Wielkiej Brytanii. Swoisty "brexodus" miał być wywołany obawami o życie na Wyspach po wystąpieniu Brytyjczyków z Unii Europejskiej. Swoimi obawami podzielił się m.in. ambasador RP w Londynie, Arkady Rzegocki, w rozmowie z "Rzeczpospolitą" na początku listopada. Statystyki pokazują, że w pierwszym półroczu 2019 r. w porównaniu do roku poprzedniego ubyło na Wyspach raptem 3 tys. polskich obywateli. To mniej niż liczba Polaków, która w tym czasie zdążyła przyjąć brytyjskie obywatelstwo.

Brexit Polakom nie straszny

Największy spadek liczby polskich obywateli w Wielkiej Brytanii odnotowano w 2018 r., kiedy spadła ona z 985 tys. do 905 tys. osób. Ich liczbę obecnie szacuje się na 902 tys. osób. Co więcej, brytyjscy urzędnicy podali, że nieco ponad połowa - mowa o 456 tys. osób - złożyła już wnioski w systemie osiedleńczym, który ma gwarantować prawa do pobytu już po brexicie, a ponad 25 tys. polskich obywateli zdążyła przyjąć brytyjskie obywatelstwo od momentu referendum w 2016 r.

W swoim raporcie dotyczącym migracji między krajami UE a Wielką Brytanią Brytyjski Urząd Statystyczny wskazuje przede wszystkim kwestię wzrostu liczby osób przybywających z innych krajów na Wyspy w celu studiowania. Urzędnicy wyróżnili w tej materii Londyn, który pozostaje regionem o największej liczbie mniejszości narodowych w Wielkiej Brytanii (37 proc.).

Boris Johnson ponownie w natarciu

Poparcie dla premiera Johnsona wciąż rośnie za sprawą brexitu. Z najnowszego sondażu YouGov wynika, że w zbliżających się przedterminowych wyborach parlamentarnych jego Partia Konserwatywna może uzyskać najlepszy wynik od 1987 roku. Przekonamy się o tym już 12 grudnia. Wygrana laburzystów, największej opozycji pro-brexitowej Partii Pracy, może po raz kolejny opóźnić termin brexitu. Był on już kilka razy zmieniany, a ostatnia oficjalna data to 31 stycznia 2020 r.

>>> Co dalej z brexitem? Kowal: Nadchodzące wybory w Wielkiej Brytanii są nowym referendum

Zobacz wideo

Szkocja woli UE

Nicola Sturgeon, szefowa autonomicznego rządu szkockiego i liderka Szkockiej Partii Narodowej (SNP) zapowiedziała w rozmowie z BBC, że w przypadku brexitu, jej kraj będzie chciał powrócić do struktur Unii Europejskiej. Uważa, że byłoby to możliwe nawet przy korzystaniu przez Szkocję z funta brytyjskiego, co jednak wymusiłoby utworzenie banku centralnego. Liderka SNP stwierdziła, że pozostanie Szkocji w UE pozwoliłoby na szybszy rozwój gospodarczy, który w jej opini jest rynkiem kilkukrotnie większym niż brytyjski. Jako przykład Nicola Sturgeon podała rozwijającą się pod wpływem UE Irlandię. "Rozumiemy warunki, które musielibyśmy spełnić oraz dyskusje, które należałoby przeprowadzić. Ale jeśli będziemy w sytuacji, w której Szkocja zostanie wypchnięta z Unii Europejskiej, wówczas będziemy poszukiwać drogi powrotnej" – zapewniła Sturgeon.