Prezydent Andrzej Duda w środę zapewniał, że podjął kroki, które mają na celu rozładowanie korków na granicy pomiędzy Wielką Brytanią a Francją. W Dover, porcie położonym na Wyspach, utknęły bowiem tysiące ciężarówek. Kierowcy nie mogą wrócić na kontynent, bo ich powrót uzależniony jest od wykonania testów na COVID-19. Firmy transportowe szacują, że tylko polskich kierowców jest tam ponad 10 tysięcy.
- Czynimy wszystko, aby decyzja władz francuskich została zmodyfikowana, by transport ciężarowy, zwłaszcza ruch tranzytowy, został otwarty, co umożliwi polskim kierowcom powrót do kraju - stwierdził prezydent.
- Konsultacje, które prowadziliśmy zarówno z władzami francuskimi jak i z Komisją Europejską przyniosły ten efekt, że KE wydała wytyczne, co, mam nadzieję, przyczyni się do otwarcia granicy. Chcę zapewnić zarówno polskich kierowców, jak i ich najbliższych, że czynimy wszystko, by jak najszybciej mogli wrócić do domu.
Prezydent wyraził nadzieję, że do otwarcia granicy dojdzie jeszcze w środę.
Do sytuacji na granicy pomiędzy Unią a Wielką Brytanią odniósł się też premier Mateusz Morawiecki. - Sytuacja cały czas jest tam niespokojna. W związku z tym kontaktowałem się z premierem Wielkiej Brytanii Borisem Johnsonem i prezydentem Francji Emmanuelem Macronem, żeby szybko pomóc polskim przedsiębiorcom - zapewnił.
Czytaj też: Gdzie są pieniądze z 1 proc. podatku? Posłowie chcą wyjaśnień od premiera Morawieckiego
Zdaniem szefa rządu obostrzenia wprowadzone przez Francję na skutek pojawienia się nowej mutacji koronawirusa nie są środkiem adekwatnym do zagrożenia. - Uważamy to za nadmiarowy środek, można ten proces inaczej przeprowadzić, dlatego reagujemy - ocenił Morawiecki.
Wiele wskazuje na to, że negocjacje, w które angażował się prezydent Andrzej Duda, nie przyniosły skutku. Część polskich kierowców szykuje się na wigilię w szoferkach, inni rozważają porzucenie samochodów i powrót do Polski pociągiem - donosi RMF FM.
- Coraz gorzej, już wszystko boli, nie można się położyć w samochodzie, bo człowiek musi siedzieć "na czujce", czy podjeżdża, czy nie podjeżdża, czy puszczą, czy nie puszczą - relacjonuje jeden z kierowców w rozmowie ze stacją.
Powodem powstania korków na granicy pomiędzy Wielką Brytanią i Francją jest nowa mutacja koronawirusa, która pojawiła się na Wyspach. Według doniesień tamtejszych służb ma być bardziej zaraźliwa. Francja we wtorek wprowadziła nowe przepisy sanitarne na granicy francusko-brytyjskiej, które według pierwotnych planów mają obowiązywać aż do 6 stycznia.
Nie wiadomo, czy powrót kierowców na święta jest możliwy. Francuskie media informują, że pomimo częściowego wznowienia ruchu nadal zablokowanych jest około dwóch tysięcy kierowców. Rozładowanie korka może zająć dni. Nie wiadomo jednak, jak długo ostatecznie kierowcy będą musieli czekać. "Nic się nie dzieje, nie ma testów" - relacjonują rozżaleni.