Sejm zamie się ustawą, której celem będzie reforma - a de facto całkowita likwidacja - otwartych funduszy emerytalnych. W uzasadnieniu do projektu czytamy, że likwidacja OFE to element przyjętego w 2016 roku "Planu na rzecz odpowiedzialnego rozwoju". Jednym z jego założeń jest doprowadzenie do wzrostu dochodu rozporządzalnego.
"Na podstawie dotychczasowych doświadczeń funkcjonowania systemu emerytalnego można sformułować wnioski, że wśród głównych czynników ograniczających możliwości generowania oszczędności w Polsce są m.in.: niski poziom aktywów finansowych Polaków, brak powszechnego trzeciego filaru systemu emerytalnego, a także nieefektywność obecnego modelu funkcjonowania otwartych funduszy emerytalnych (OFE), skutkująca niskimi emeryturami z obecnego drugiego filaru" - czytamy w uzasadnieniu.
Zdaniem wnioskodawców możliwość przeniesienia środków z OFE do IKE oznacza "wzmocnienie możliwości budowania prywatnych oszczędności emerytalnych".
Reforma zakłada, że każdy spośród 15,54 mln ubezpieczonych w OFE będzie miał prawo wyboru. Domyślną opcją będzie przeniesienie środków z funduszy na indywidualne konta emerytalne (IKE), z możliwością jego dalszego zasilania.
"Jednocześnie w przypadku osób, które zdecydują o przejściu w całości do I filaru, środki przez nich zgromadzone w OFE zostaną zapisane na indywidualnym koncie prowadzonym w ZUS, a odpowiadające im aktywa trafią do Funduszu Rezerwy Demograficznej" - wyjaśniają autorzy ustawy.
W przypadku przeniesienia środków na IKE zostanie pobrana 15-procentowa opłata przekształceniowa od wartości aktywów OFE. Jeśli przyjąć, że wszyscy ubezpieczeni w OFE zdecydują się przenieść środki do IKE, budżet państwa może zyskać na tej operacji nawet 22 mld zł. Zysk państwa może być jednak mniejszy - wszystko zależy od tego, ile osób zdecyduje się na ZUS.
Czytaj też: Co wybrać? IKE czy OFE. "To jest wybór między dżumą a cholerą"