Emerytury stażowe. Duda dla Dudy ważniejszy niż Kaczyński? Trzeba połączyć ogień z wodą

NSZZ "Solidarność" chce "zdopingować" rząd i Kancelarię Prezydenta do zajęcia się tematem emerytur stażowych. Prezydent Andrzej Duda może znaleźć się z tego powodu w kropce. Z jednej strony - obiecał emerytury stażowe szefowi "Solidarności" Piotrowi Dudzie, i to zarówno w 2015, jak 2020 r. Z drugiej strony, przedstawiając projekt, pokaże rządowi, że diagnozę Polski z Krajowego Planu Odbudowy czy Polskiego Ładu uznaje za stek bzdur.

Emerytury stażowe wracają do debaty publicznej jak bumerang. Tym razem przewodniczący NSZZ "Solidarność" Piotr Duda orzekł, że "Zjednoczona Prawica nie do końca wsłuchała się w głos obywateli, albo niedosłyszy na jedno ucho". Wygląda na to, że ma dość oczekiwania na decyzje polityczne w tym temacie i postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. "Solidarność" ogłosiła, że zaczyna zbierać głosy pod własnym projektem ustawy w tej sprawie i zamierza złożyć go w Sejmie jako obywatelski.

Zresztą od lat o wprowadzenie emerytur stażowych walczy także m.in. OPZZ. W lutym opublikowało film, w którym przekonuje, że "życie jest za krótkie na pracę do śmierci".

 

Prezydent Andrzej DudaEmerytura tuż po 50. Andrzej Duda zapowiada swój projekt. A Piotr Duda swój

Emerytury stażowe obietnicą Andrzeja Dudy

Emerytury stażowe to przede wszystkim zobowiązanie wyborcze prezydenta Andrzeja Dudy. Był to element jego umów z "Solidarnością" zarówno przed wyborami w 2015 r., jak i w 2020 r.

O tym, jak ważne są relacje Andrzeja Dudy z Piotrem Dudą niech świadczy choćby fakt, że to właśnie szef "Solidarności" towarzyszył prezydentowi podczas wieczornego wiecu wyborczego 10 lipca 2020 r. - tuż przed ciszą wyborczą przed drugą turą wyborów. To właśnie on został wybrany na osobę, która miała na ostatniej prostej zmotywować Polaków do wizyty w lokalu wyborczym i postawieniu krzyżyka przy nazwisku Andrzeja Dudy.

Teraz w końcu przychodzi naprawdę "czas zapłaty". Już kilka miesięcy temu NSZZ „Solidarność" napisała własny projekt ustawy ws. emerytur stażowych i wysłała go do Kancelarii Prezydenta. Zapisano w nim, że prawo do emerytury przysługiwałoby po przepracowaniu 35 lat przez kobiety oraz 40 lat przez mężczyzn. Gdyby więc dana osoba rozpoczęła pracę zawodową w wieku 20 lat, mogłaby przejść na emeryturę mając 55-60 lat.

Prezydenccy urzędnicy orzekli jednak, że napiszą własny projekt. Rzecznik prezydenta Błażej Spychalski poinformował w Poranku Rozgłośni Katolickich "Siódma9", że prace nad takim projektem trwają. Zresztą gdy prezydent Duda powoływał 6 maja br. Radę ds. społecznych, to zapowiadał, że temat emerytur stażowych będzie jednym z priorytetów. Duda stwierdził, że chciałby "z jednej strony spróbować zaspokoić uzasadnione oczekiwania społeczne, a z drugiej - pomieścić się w możliwościach, jakie dziś ma i będzie miał w przyszłości system emerytalny".

To zdanie świetnie pokazuje, że Duda (prezydent) ze swoją obietnicą złożoną Dudzie (przewodniczącemu) znalazł się między młotem a kowadłem. Połączenie oczekiwań społecznych z wyzwaniami nie tylko dla systemu emerytalnego, ale i rynku pracy, będzie niezwykle trudnym zadaniem.

Emerytury stażowe, czyli połączyć ogień z wodą

Rzeczywiście, poparcie dla rozwiązań, które umożliwiałyby szybsze pobieranie emerytury, jest w Polsce spore. Badanie ESS (Europejski Sondaż Społeczny; European Social Survey) wskazuje, że najchętniej przeszlibyśmy na emerytury w wieku ok. 52 lat.

Jednocześnie wprowadzenie emerytur stażowych zmniejszyłoby liczbę rąk (i głów) do pracy w Polsce. Obecnie być może nie jest to jeszcze niezwykle palący problem. Wprawdzie z jednej strony część pracodawców już dziś walczy o najbardziej doświadczonych pracowników, ale z drugiej - jest i niemała grupa Polaków w wieku przedemerytalnym, którzy nie mogą znaleźć pracy. Jak pokazują dane OECD, mamy w Polsce bardzo dużą różnicę w stopie zatrudnienia osób w wieku 55-64 lata pomiędzy osobami z wyższym wykształceniem a niskimi i średnimi kwalifikacjami.

Jednak w perspektywie najbliższych lat i dziesięcioleci problem z podażą pracy będzie nabrzmiewał i po prostu pracownicy w wieku bliskim emerytalnemu (a wręcz - już po jego osiągnięciu) będą niezbędni.

Niedawny raport OECD wskazuje, że jeśli przez najbliższe 30 lat stopy zatrudnienia w Polsce nie wzrosną, zmiany demograficzne obniżą nasze PKB na osobę o 15-20 proc. Jak wskazuje jednak dr Jakub Sawulski z Polskiego Instytutu Ekonomicznego, jeśli udałoby nam się mocno zwiększyć udział osób starszych na rynku pracy, osiągnęlibyśmy w przyszłości o jedną trzecią wyższe PKB na osobę!

Emerytury stażowe ratunkiem na pracę "do śmierci"

Kluczowe byłyby oczywiście szczegóły emerytur stażowych, ale dosyć logiczną ich konsekwencją wydaje się większe obciążenie systemu ubezpieczeń społecznych. Skoro "wyjęlibyśmy" część Polaków z grona płatników składek i "włożylibyśmy" ich na pozycję beneficjentów, to takie rozwiązanie z punktu widzenia sytuacji Funduszu Ubezpieczeń Społecznych nie byłoby korzystne.

Rzecz jasna bardzo wiele zależy też od wysokości świadczenia. Co innego bowiem gdyby wynosiłoby ono tyle, ile wynikałoby z przeliczenia wpłaconych składek na dłuższą prognozowaną długość życia (nawet gdyby było to np. kilkaset złotych), a co innego, gdyby od tej reguły ustalono wyłom i "emeryci stażowi" mieli prawo do emerytury minimalnej.

Oczywiście nie bez znaczenia jest także perspektywa samego pracownika. Tuż po przejściu na wcześniejszą emeryturę nawet niskie świadczenie może nie być straszne, bo można do niego dorabiać. Jednak wraz z upływem czasu i ubytkiem sił, dorabianie staje się coraz trudniejsze, aż w końcu emeryt zostaje tylko z niskim świadczeniem. To jedno z ryzyk, na które zwracają uwagę ekonomiści w dyskusjach o wieku emerytalnym.

W kontrze, zwolennicy emerytur stażowych przekonują jednak, że Polacy nie chcą pracować "do śmierci". To argument podejmowany szczególnie w przypadku mężczyzn. Dane z ostatnich lat wskazują, że mniej więcej jedna trzecia umierających mężczyzn to osoby w wieku poniżej 65 lat (wśród kobiet ten odsetek wynosi ok. 15 proc.).

Emerytury stażowe byłyby "quasi-głodowe"?

Jak wynika z wyliczeń Instytutu Emerytalnego, przykładowy 61-letni mężczyzna, który rozpoczął pracę w 1981 r. (a więc właśnie mógłby przejść na emeryturę stażową), zarabiający przez całą karierę dwukrotność płacy minimalnej (i dysponujący zwaloryzowanym kapitałem początkowym za pracę w latach 1981-1999 w wysokości 200 tys. zł), otrzymałby emeryturę stażową w kwocie ok. 1642 zł. Niemało, ale też mimo wszystko - miał wysoki kapitał początkowy i dość "porządne" zarobki. Gdyby zdecydował się (lub miał możliwości) jednak przepracować jeszcze cztery lata i przejść na emeryturę w wieku 65 lat, to prawdopodobnie mógłby liczyć na emeryturę w granicach ok. 2,1-2,3 tys. zł, czyli zapewne przynajmniej o ok. 25 proc. wyższą.

Podobne wyliczenia dla 56-latki (z 35-letnim stażem pracy, zarabiającej dwukrotność płacy minimalnej i zwaloryzowanym kapitałem za lata pracy 1986-1999 w kwocie 170 tys. zł) wskazują, że emerytura stażowa wyniosłaby ok. 1270 zł. Praca dłuższa o cztery lata podniosłaby świadczenie prawdopodobnie do kwoty ok. 1,6-1,7 tys. zł, a więc także o co najmniej jedną czwartą.

Te argumenty finansowe na pewno musiałyby wziąć pod uwagę osoby wybierające się na ewentualną emeryturę stażową. I z pewnością takie wyliczenia przedstawiałby im ZUS. Trzeba też pamiętać, że powyższe kalkulacje dotyczą osoby zarabiającej 200 proc. płacy minimalnej - a więc naprawdę dobrze na tle przeciętnych pensji w Polsce. Osoby z gorszym uposażeniem niestety mogłyby nie wypracować emerytury stażowej nawet w kwocie świadczenia minimalnego. To ryzyko dotyczy szczególnie kobiet, gdyby otrzymały prawo do emerytury stażowej po przepracowaniu 35 lat, a nie 40 jak mężczyźni.

Największy wpływ na wysokość emerytury stażowej ma tzw. wskaźnik średniej długości dalszego trwania życia, ustalany przez GUS. Konsekwencją jego stosowania jest to, że relatywnie mały kapitał emerytalny zgromadzony przez okres oszczędzania, do którego chyba będzie się wliczało także okresy nieskładkowe, dzielony jest przez większą liczbę lat i miesięcy statystycznego życia emeryta po skorzystaniu z uprawnień. To czysta matematyka, która powoduje że systemowo emerytury stażowe można nazwać quasi-głodowymi

- ostrzega dr Marcin Wojewódka z Instytutu Emerytalnego. I dodaje:

Wnioskodawcy czy pomysłodawcy emerytur stażowych jakby na ten temat nie krzyczą. Może myślą, że emerytury stażowe będą tak "hojne" jak te w powszechnym wieku emerytalnym. Pytanie, w jaki sposób mają zamiar to osiągnąć?

Emerytura z ZUS.Emerytura minimalna dla każdego? Jest odpowiedź Ministerstwa Rodziny

Emerytury stażowe mogą być problemem dla Dudy i Zjednoczonej Prawicy

Ale prezydent Andrzej Duda jest między młotem a kowadłem nie tylko z powodu rozdźwięku między oczekiwaniami Polaków a wyzwaniami rynku pracy.

Chodzi także o to, że z jednej strony emerytury stażowe obiecał związkowcom i to zobowiązanie chciałby wypełnić. Z drugiej jednak - proponując rozwiązanie, które de facto przyznałoby prawo do wcześniejszych emerytur części Polaków, dałby sygnał rządowi, że uważa ich diagnozy Polski za stek bzdur, które ostentacyjnie ignoruje.

Choć oczywiście nie ulega wątpliwości, że Duda jest w pełni niezależny (oraz - jak ostatnio przekonywał - musi być twardy), to mimo wszystko może wyjść dość niezręcznie przed rządem, który podporządkował w zeszłym roku wiele tygodni gorliwej pracy na rzecz jego reelekcji.

Rząd - po obniżce wieku emerytalnego - kilkukrotnie dawał w do zrozumienia, że emerytury stażowe to już za dużo i za drogo (czym narażał się na krytykę "Solidarności"). Ale to, co napisał kilka tygodni temu w przesłanym do Brukseli Krajowym Planie Odbudowy, to deklaracja już absolutnie jednoznaczna. Czytamy w nim wielokrotnie o tym, że (mimo braku planów podnoszenia ustawowego wieku emerytalnego) należy wspierać "wyższy rzeczywisty wiek przechodzenia na emeryturę".

Jednym z istotnych wyzwań polskiego rynku pracy jest niski wiek emerytalny (K-60, M-65), co, przy niekorzystnych zmianach demograficznych oznaczać będzie w dłuższej perspektywie pogłębianie się niekorzystnej sytuacji w zakresie dostępności pracowników

- napisano w KPO.

Zapisano w nim także - a następnie uszczegółowiono nieco w Polskim Ładzie - zachęty podatkowe dla osób, które mimo osiągnięcia wieku emerytalnego NIE PRZEJDĄ na emeryturę. Nie chodzi o to - jak dziś często się dzieje - żeby przejść na emeryturę i dorabiać. Nie, rząd chciałby, aby Polacy emerytur nie pobierali, nawet jeśli będą mieć do tego prawo.

Czy to się uda czy nie, to inna rzecz. Ale jeśli prezydent Duda wyjdzie z projektem ustawy mającym dokładnie odwrotny cel - aby część Polaków mogła skorzystać z jeszcze szybszego prawa do emerytury - pokaże rządowi, że ma w nosie jego plany i pomysły.

Prezydent Duda będzie musi więc zdecydować czy w kwestii emerytur stażowych ustawić się jednoznacznie bliżej Piotra Dudy, czy raczej premiera Morawieckiego i prezesa Kaczyńskiego. Ale emerytury stażowe to potencjalnie także grząski temat dla rządu i całego obozu Zjednoczonej Prawicy, bo wygląda na to, że związkowcy nie dadzą się już dłużej zbywać. Tymczasem znalezienie złotego środka będzie arcytrudnym zadaniem. Celem związkowców oczekujących emerytur stażowych jest to, aby Polacy mogli przechodzić na emerytury wcześniej. Celem rządu - aby robili to później. Jak to połączyć?

Więcej o: