Inflacja to prawdziwy "paragon grozy"? "Jest jak pożar" albo "samospełniająca się przepowiednia"

Każdy z nas robi zakupy, tankuje samochód, trzyma pieniądze w banku. I każdy z nas codziennie na własnej skórze odczuwa, że jest drożej. Inflacja za lipiec wyniosła 5 proc. i jest najwyższa od dekady. Dlaczego może to być niebezpieczne, a inflacja to prawdziwy "paragon grozy"?

Inflacja w lipcu 2021 r. wyniosła 5 proc. w ujęciu rocznym - poinformował w piątek GUS w tzw. szybkim szacunku. Ostatni raz taki odczyt widzieliśmy w maju 2011 r., gdy również ceny wzrosły o 5 proc. rok do roku. Wyższe niż obecnie tempo wzrostu cen - 5,1 proc. - ostatni raz odnotowano w sierpniu 2001 r.

Wysoka inflacja zostanie z nami na dłużej

Po pierwsze, nie jest to jednorazowy wyskok inflacji. A to niestety może oznaczać, że wysoka inflacja po prostu zaczyna zadomawiać się u nas na dłużej. Oczywiście, problem nie dotyczy tylko Polski, bo tendencje inflacyjne zaczynają się pokazywać na całym globie. To nie jest jednak w ogóle argument pocieszający. Wręcz przeciwnie, to kolejny dowód na to, że problem rosnących cen zacznie nas coraz bardziej dociskać.

- Szefowie banków centralnych w USA, Eurolandzie i w Polsce zapewniają, że w przyszłym roku inflacja wróci do celu banków centralnych (w Polsce to 2,5 proc. plus/minus 1 pkt. proc.). Problem w tym, że bankierzy muszą tak mówić, bo gdyby zapowiadali długotrwającą inflację, to doprowadziliby do spirali określanej mianem samospełniającej się przepowiedni. Niestety, musi upłynąć kilka miesięcy, zanim stwierdzimy, czy rację ma nasza Rada Polityki Pieniężnej, utrzymując stopy na ultra niskim poziomie 0,1 proc., czy może banki centralne Węgier i Czech, gdzie stopy procentowe rosną - mówi dla Gazeta.pl Piotr Kuczyński, analityk rynków finansowych.

embed

"Inflacja jak pożar". Brak reakcji może nas dużo kosztować

Ekonomiści uwielbiają porównywać inflację do pożaru. - Inflacja ma naturę ognia. I może wywołać pożar! (...) Po stronie tych, którzy odpowiadają za wartość pieniądza, nie ma żadnego działania. Ten pożar nie jest gaszony w żaden sposób - mówił niedawno w wywiadzie dla GW prof. Jerzy Hausner, były członek RPP.

- Jak inflacja już płonie, to wtedy walka z nią oznacza, że zniszczymy meble, a może i konstrukcję domu - tłumaczył w Porannej Rozmowie Gazeta.pl prof. Marek Belka, były prezes NBP.

Zobacz wideo Belka: Inflacja zadomowi się u nas na stałe. Ryzyko się zwiększa

Dlaczego? Jeśli Narodowy Bank Polski i Rada Polityki Pieniężnej będą odkładać moment reakcji na inflację, to koszt walki z nią może być znacznie większy. Dlaczego zatem prof. Adam Glapiński i RPP nic z tym nie robią? Najczęściej słychać, że walka z inflacją może oznaczać niebezpieczeństwo zwiększenia stopy bezrobocia, a poza tym nie da się z nią walczyć miejscowo, bo ma charakter zewnętrzny.

Spóźniona reakcja może być jednak błędem, bo jeśli inflacja rozkręci się jeszcze mocniej, trzeba będzie podnosić stopy procentowe gwałtownie, co z kolei zaboli przedsiębiorców, kredytobiorców i może wywołać efekt niechcianego, ostrego hamowanie w gospodarce. Przypomnijmy tylko raz jeszcze, że cel inflacyjny NBP wynosi 2,5 proc., a inflacja właśnie dotarła do poziomu 5 proc.

Inflacja uderza w najsłabszych, czyli prawdziwy "paragon grozy"

Inflacja dotyczy każdego z nas. Rachunki za prąd, gaz, paliwa, śmieci, ceny żywności, każdy w naszej kieszeni odczuwa rosnące ceny. Ostatnio popularnym tematem są tzw. "paragony grozy", którymi Polacy wymieniają się w internecie, ale tak naprawdę pięcioprocentowa inflacja jest prawdziwym paragonem grozy dla najbiedniejszych.

- Inflacja uderza najmocniej w najsłabszych. Pewne grupy społeczne, które rząd rzekomo chce faworyzować, de facto ta polityka defaworyzuje. Jeszcze raz powtórzę: inflacja jest podatkiem nakładanym przez nieudolną władzę na najsłabszych obywateli - to znów cytat z prof. Jerzy Hausnera z wywiadzie dla GW.

Dlaczego? Bo przedsiębiorcy i producenci wysokie koszty produkcji przeniosą na konsumenta, a na końcu najbardziej zaboli to tych, którzy zarabiają najmniej, a rosnące rachunki pożerają ich dochody.

Dlaczego inflacja ma odcień polityczny i jest potrzebna rządowi?

Wysoka inflacja może się na krótką metę opłacać np. ministrowi finansów, bo może topić górę długów. Wyższa inflacja oznacza np. wyższe wpływy do budżetu. - Ja bym nawet nie tyle nazywał to grą polityczną, ale także pewnym ryzykownym zagraniem ekonomicznym. Bo inflacja, jeżeli by się ją udało utrzymać w ryzach kilkuprocentowych, nie ośmiu, ale powiedzmy sobie czterech procent, czterech i pół, to podejrzewam, że to by nie wywołało bardzo wielu negatywnych skutków ekonomicznych. (..) Tylko problem z inflacją jest taki, że bardzo trudno określić moment, w którym ona zaczyna się uwalniać spod kontroli - mówił w wywiadzie dla Gazeta.pl prof. Marek Belka. 

Więcej o: