Polski Ład. Reforma podatkowa przyjęta. Podsumowujemy straty, zyski i "triki" [WYKRES DNIA]

Mikołaj Fidziński
W piątek 1 października Sejm przyjął projekt zmian podatkowych w ramach Polskiego Ładu. Same nowości w podatkach - choć Polacy zdają się temu niedowierzać - powinny być dla większości osób korzystne. Proces legislacyjny pokazał jednak patologie polskiego prawodawstwa.
Zobacz wideo Wynagrodzenia rosną szybciej niż inflacja? Nie zawsze. Ekspert tłumaczy

Reforma podatkowa w ramach Polskiego Ładu została przyjęta 1 października przez Sejm. Teraz dokument trafił do Senatu. Przepisy mają wejść w życie już od początku 2022 r.

Będzie to bardzo duża reforma, zmieniająca reguły opodatkowania dla wszystkich podatników PIT. Dodatkowo, jeszcze w ostatnich dniach do projektu wprowadzono poprawki poselskie i przyjęty przez Sejm dokument różni się od tego, który wyszedł z Ministerstwa Finansów (a później posiedzenia Rady Ministrów), po wcześniejszych pięciotygodniowych konsultacjach z partnerami społecznymi.

Sejmowe wrzutki, które dopiero trzeba wycenić

To już praktyka, którą należy ocenić jako naganną. Oto projekt jest przygotowany miesiącami w resorcie finansów, ma swoje założenia (czy się z nimi ktoś zgadza, czy nie, to zupełnie inna sprawa), policzone koszty itd., potem przechodzi przez konsultacje społeczne, następnie znów jest doszlifowywany. A na sam koniec przychodzi grupa posłów, dopisuje do projektu swoje pomysły, reszta za tym głosuje i projekt przechodzi mimo wszystko w zmienionej formule wobec tego, co zakładały rządowe plany. Nawet jeśli część zmian jest pozytywna dla podatników, to chyba nie tak powinno wyglądać porządne prawodawstwo. 

W Sejmie wniesiono, a następnie przegłosowano, poprawki, które nie zostały wycenione. Przeszła też poprawka, którą wcześniej - na etapie prac ministerialnych - resort finansów odrzucił (ulga dla klasy średniej dla przedsiębiorców). Ale w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną" wiceminister finansów Jan Sarnowski mówi, że "wszystkie zmiany [wprowadzone przez Sejm - red.] są spójne i prowadzą w jednym kierunku". 

Chyba najlepszym podsumowaniem absurdu całej sytuacji jest to, że w poniedziałek główny ekonomista Ministerstwa Finansów Łukasz Czernicki zapytany w Radiu Plus o koszt całej reformy podatkowej po sejmowych "wrzutkach" na ostatniej prostej mówił, że dopiero trzeba to oszacować. Czernicki mówił, że "wydaje mu się", że powinniśmy mówić o kwocie ok. 16,5 mld zł rocznie plus minus 1 mld zł, ale zastrzegał, że jego resort dopiero to kalkuluje.

.PiS miesza w podatkach. 'Mniej pieniędzy dla nauczycieli czy pielęgniarek'

Polski Ład. Jakie zmiany w podatkach?

Abstrahując jednak od tego, co zakłada reforma podatkowa w ramach Polskiego Ładu?

"Kręgosłupem" całych zmian ma być trójpak:

* podwyżka kwoty wolnej od podatku do 30 tys. zł dla wszystkich podatników. Dziś to bardzo skomplikowany system z kwotą wolną od 0 zł do 8 tys. zł w zależności od poziomu dochodów),

* podniesienie drugiego progu podatkowego z ok. 85,5 tys. zł do 120 tys. zł. Oznacza to, że wyższa kwota dochodów będzie opodatkowana stawką 17 proc.,

* brak odliczenia składki zdrowotnej od podatku. Obecnie i po zmianach wynosi ona 9 proc. dochodu (czy konkretnie - podstawy wyliczenia składki). Dziś jednak 7,75 proc. można odliczyć od podatku. Po zmianach nie będzie to już możliwe.

Dwie pierwsze zmiany są pozytywne dla podatników, ostatnia negatywna. Należy rozpatrywać je wspólnie, bo razem będą wpływać na poziom wypłaty "na rękę" (czy to wynagrodzenia, czy np. emerytury).

Ogólnie, do dochodów brutto ok. 5,7 tys. zł miesięcznie podatnicy będą zyskiwać - do ok. 160 zł w skali miesiąca. Osoby z wynagrodzeniem rzędu ok. 5,7-11,1 tys. zł na zmianach mają nie stracić - ma im to zapewnić tzw. ulga dla klasy średniej. Do kilkudziesięciu złotych na plus wyjdą osoby z pensją ok. 11,1-12,8 tys. zł. Dopiero powyżej tej kwoty reforma podatkowa stanie się niekorzystna.

Zysk lub stratę na reformie podatkowej można policzyć m.in. w rządowym kalkulatorze. Według rządowych wyliczeń, na zmianach zyskać na ok. 18 mln osób, tj. nieco więcej niż dwie trzecie podatników. Stracić ma ok. 10 proc. podatników, czyli ponad 2,5 mln osób. Co ciekawe, według badań opinii publicznej znacznie więcej osób obawia się, że na reformie wyjdzie na minus. To sporo mówi o wiarygodności rządu w oczach Polaków, skoro nawet mimo twardych liczb nie chcą uwierzyć w szerokie korzyści z tytułu Polskiego Ładu.  

embed

Działalności gospodarcze (nie) zapłacą więcej

Jednym z kluczowych założeń reformy podatkowej miało być odebranie osobom samozatrudnionych przywileju płacenia niższej składki zdrowotnej (dziś ryczałtowej, w 2021 r. w wysokości ok. 381 zł). To zostanie zrealizowane, choć w mniejszym stopniu niż pierwotnie zakładano.

W przypadku osób na podatku liniowym składka zdrowotna wyniesie 4,9 proc. (wobec planowanych na początku 9 proc.). Działalności na skali podatkowej zapłacą wprawdzie 9 proc., ale przez Sejm rzutem na taśmę przeszła "wrzutka" zakładająca, że przedsiębiorcy z dochodami do ponad 11 tys. zł w skali miesiąca (ok. 133,7 tys. zł w skali roku) zostaną objęci - podobnie jak "etatowcy" - ulgą dla klasy średniej. A więc zmiany podatkowe jednak będą dla nich neutralne, dopiero przy wyższych jakieś straty się pojawią.

Ryczałtowcy również zapłacą 9 proc. składki zdrowotnej. Podstawa wyliczenia składki będzie zależała od poziomu rocznych przychodów. Dla firm o rocznych przychodach do 60 tys. zł wyniesie ona 60 proc. przeciętnego wynagrodzenia, dla przychodów 60-300 tys. zł - 100 proc., a dla wyższych - 180 proc. "średniej krajowej". W przypadku osób na karcie podatkowej składka zdrowotna wyniesie 9 proc. od płacy minimalnej. 

We wspomnianym już wywiadzie w Radiu Plus Łukasz Czernicki szacował, że przedsiębiorcy na podatku liniowym zaczną tracić przy ok. 6 tys. zł dochodów brutto, zaś ci na skali podatkowej - od ok. 12 tys. zł. Część polityków - w tym m.in. Jarosław Gowin, który de facto przygodę z rządem skończył właśnie po krytyce reformy podatkowej - uważa, że skutkami reformy będzie "chaos i drożyzna". Z kolei rzecznik Porozumienia Jan Strzeżek przekonywał, że skutkami reformy będą "podwyżki cen wszystkich usług - u fryzjera, w sklepie, drogerii". 

Uwaga na ulgę dla klasy średniej 

Przy okazji ulgi dla klasy średniej - nie tylko dla "etatowców", ale także dla przedsiębiorców na skali podatkowej - należy pamiętać o ostrzeżeniach płynących ze strony doradców podatkowych. Chodzi o to, że gdy na jego koniec okaże się, że jeśli danym osobom ulga jednak się nie będzie należeć (bo np. dostały premię na koniec roku i jednak przekroczyły limit ulgi), będą musiały ją zwrócić przy okazji dorocznego rozliczenia podatkowego. To może oznaczać przykrą konieczność dopłaty do podatku.

Podobne wątpliwości pojawiają się przy okazji wspólnego rozliczenia małżonków. Niestety wygląda na to, że tu wiele rzeczy może wyjść dopiero "w praniu".

Co z emerytami?

Reforma podatkowa będzie dotyczyć wszystkich podatników PIT - nie tylko osób pracujących, ale też np. emerytów i rencistów. Rząd "ogrywa" tę zmianę hasłem, iż emerytury do 2,5 tys. zł będą nieopodatkowane. Nie oznacza to jednak, że emerytura np. 2 tys. zł brutto będzie tyle samo wynosić netto. Świadczenie nadal będzie oskładkowane, więc "na rękę" np. emerytura 2 tys. zł wyniesie 1820 zł (o ok. 180 zł więcej niż obecnie).

Według szacunków, na zmianach ma zyskać aż ok. 94-95 proc. emeryckich gospodarstw domowych, a ponad 60 proc. małżeństw w wieku emerytalnym wyjdzie na ponad 250-złotowy plus w skali miesiąca.

Czy w 2022 roku emerytura wzrośnie rekordowo z powodu galopującego wzrostu cen? (zdjęcie ilustracyjne)Emerytura bez podatku 2022 - wyliczenia, tabela. Wysokość emerytury na rękę

Seniorów dotyczy także inna z sejmowych "wrzutek" do reformy podatkowej. Zapisano w niej, że osoby, które mimo osiągnięcia wieku emerytalnego nie będą jej pobierały, otrzymają specjalną ulgę podatkową. Opodatkowane mają być dochody dopiero powyżej poziomu ok. 115,5 tys. zł w skali roku.  

Co z umowami zlecenia?

Zmiany podatkowe od 2022 r. mają dotknąć także osoby pracujące na podstawie umów zleceń. I nie będą one dla wielu osób pozytywne. Po pierwsze, ich ulga dla klasy średniej ma nie dotyczyć, więc straty pojawiłyby się już przy dochodach rzędu ok. 5,7 tys. zł miesięcznie.

Po drugie, od 2022 r. oskładkowane mają być wszystkie umowy tego typu. Dziś obowiązkowo ozusowane są wyłącznie umowy zlecenia, które łącznie opiewają na kwotę do wysokości minimalnego wynagrodzenia (w tym roku 2800 zł, w 2022 r. 3010 zł). Przykładowo, jeśli ktoś dziś z tytułu jednej umowy zlecenia zarabia 2800 zł brutto, a z kolejnej np. 3000 zł, to obowiązkowo oskładkowana jest tylko ta pierwsza.

Zmiany dla rodzin z dziećmi

Słodko-gorzkie zmiany podatkowe czekają rodziny z dziećmi. Z jednej strony - także na ostatniej prostej - do projektu dołączono zerowy PIT dla rodzin z przynajmniej czwórką dzieci. Ma on obowiązywać dla dochodów do ok. 115,5 tys. zł, a dla małżonków dwa razy więcej - ok. 231 tys. zł. Niewykluczone, że za tą zmianą stoją wyliczenia Centrum Analiz Ekonomicznych CenEA. Wynikało z nich, że wprawdzie większość rodzin z dziećmi (czy osób samodzielnie wychowujących dzieci) na reformie by zyskała, ale kilkanaście procent takich gospodarstw domowych straciłoby, a to odsetek wyższy niż np. w przypadku emerytów czy rodzin bez dzieci.

Z jednej strony to logiczne następstwo faktu, że tam, gdzie wyższe dochody, tam i - przeciętnie rzecz biorąc - więcej dzieci. Z drugiej, mimo wszystko reforma podatkowa, która najmocniej uderzała w osoby z dziećmi, kiepsko wpisywała się w wizerunek prorodzinnej władzy. 

embed

Słodko-gorzką reforma dotknie także rodziców samodzielnie wychowujących dzieci. Stracą oni możliwość wspólnego rozliczania się z dzieckiem. Posłowie uznali, że to niepotrzebna preferencja, która... może prowadzić do rozwodów. W zamian zaproponowano specjalną ulgę podatkową w kwocie 1,5 tys. zł. Wiceminister finansów Jan Sarnowski w poniedziałkowej rozmowie z "DGP" przekonywał, że obecnie średnia korzyść dla samotnych rodziców z tytułu wspólnego rozliczenia z dzieckiem to 1154 zł, a więc dla większości rodzin zmiana będzie korzystna. Ale większość nie znaczy wszyscy. 

Jak zwraca uwagę Michał Myck, ekonomista z Centrum Analiz Ekonomiczny CenEA, "po wprowadzonych poprawkach wygląda na to, że najbardziej na rozwiązaniach Polskiego Ładu stracą rodzice samodzielnie wychowujący dzieci o wysokich dochodach".

Słodką zmianą dla rodzin ma być - także przegłosowane 1 października przez Sejm - świadczenie 12 tys. zł na drugie (i kolejne dziecko) w wieku od 12 do 36 miesięcy oraz dofinansowanie 400 zł do dziecka w żłobku.

Więcej o: