Czy możemy wydać cały budżet na dochód podstawowy? Szlinder: To złudzenie księgowe

Kacper Kolibabski
Bezwarunkowy dochód podstawowy kosztowałby olbrzymie pieniądze, mówią przeciwnicy tego rozwiązania. Czy jednak rzeczywiście musimy wydać na niego równowartość wydatków budżetowych? Skąd wziąć te pieniądze? Czy w ogóle to się opłaca? - Ubóstwo, nierówności i niepewność, którego doświadczają szczególnie młodzi ludzie, to jest coś, co marnuje potencjał. I za to w dłuższym okresie płacimy więcej niż kosztowałoby by BDP - tłumaczy w rozmowie z Gazetą.pl Maciej Szlinder, autor książki "Bezwarunkowy dochód podstawowy. Rewolucyjna reforma społeczeństwa XXI wieku".

Bezwarunkowy Dochód Podstawowy to rewolucyjna idea, która zakłada stałe wypłaty pieniężne dla obywateli. Nie trzeba pracować, a jedynym warunkiem otrzymywania świadczenia jest posiadanie obywatelstwa danego kraju. Jego różne wersje zakładają wypłaty tylko dla dorosłych, dla młodzieży i dorosłych albo tylko dla osób w wieku reprodukcyjnym. 

BDP już kilkukrotnie testowano na świecie. Swój eksperyment przygotowuje również Polska. Jednym z nadzorujących go badaczy jest Maciej Szlinder, doktor filozofii, ekonomista i członek Zarządu Krajowego Partii Razem oraz autor książki "Bezwarunkowy dochód podstawowy. Rewolucyjna reforma społeczeństwa XXI wieku". 

Jak przyznał w wywiadzie z Gazetą.pl, jest zwolennikiem wprowadzenia BDP w Polsce. Tak szeroki program socjalny oznacza olbrzymie inwestycje. Według najprostszego wzoru, czyli liczba mieszkańców pomnożona przez wysokość świadczenia (przyjmijmy 1200 zł) i w zależności od modelu, koszty BDP wahałyby się od 376 do 547 mld dolarów. To nawet od 70 do 100 proc. polskiego budżetu. 

Skąd pozyskać na to pieniądze? Czy Polskę stać na BDP? Czy wywoła on gwałtowny efekt wzrostu cen? O wszystkie finansowe aspekty BDP spytaliśmy eksperta.  

Zobacz wideo Bezwarunkowy dochód podstawowy. Hasło, które pomoże wygrać wybory?

Z czego finansować Bezwarunkowy Dochód Podstawowy? 

Maciej Szlinder podkreśla, że powyższe liczby są zawyżone, ponieważ nikt nie postuluje równego BDP dla wszystkich obywateli. Nawet tak prosty rachunek powinien uwzględniać tylko ludzi w wieku produkcyjnym, co dawałoby 327 mld zł. Na dzieci mamy 500 plus, a seniorzy otrzymują emerytury. Oba świadczenia są już uwzględnione w budżecie - wyjaśnia ekspert.

Jak tłumaczy Maciej Szlinder, źródeł finansowania BDP może być kilka:  

  • Zmiany w podatkach. Ekspert zwraca uwagę, że poziom opodatkowania w Polsce jest niski. I tłumaczy, że nie chodzi o zwiększenie wpływów podatkowych jedynie przez podwyższenie podatku dochodowego, ale też wprowadzenie podatku cyfrowego, czy od wielkich korporacji. Co jednak z innymi krajami, w których są już wysokie progresywnie podatki, ską one mają wziąć pieniądze? 

    - W rozbudowanych państwa opiekuńczych krajów zachodniej Europy poziom opodatkowania jest zwykle wyższy, więc tam większa część środków mogłaby być czerpana z zastępowania innych, mniej efektywnych świadczeń mających na celu walkę z ubóstwem. Choć i tam źródła podatkowe (szczególnie likwidacja niektórych regresywnych ulg) byłyby wykorzystywane - wyjaśnia Szlinder.   

  • Bezpośrednia kreacja pieniądza. Wprowadzanie dodatkowych setek miliardów złotych rocznie na rynek nie odbije się na cenach towarów? Co z inflacją? 

    - Gdyby w całości finansować BDP tylko w ten sposób to pewnie byśmy doszli do wykorzystania mocy wytwórczych gospodarki, co skutkowałoby zwiększeniem inflacji. Mamy więc efekt skali i konkretnego momentu - póki moce wytwórcze nie są w pełni wykorzystane, to zwiększenie ilości pieniędzy w obiegu nie przekłada się na inflację - tłumaczy ekspert. Ta kwestia jest poruszona i rozszerzona w ostatniej części artykułu. 

  • Sięganie po deficyt budżetowy. Już teraz zadłużenie Polski sięga 53 proc. Konstytucyjny limit wynosi 60 proc. Tak duża inwestycja na pewno oznaczałaby przekroczenie tego poziomu. Czy to nie grozi katastrofą?
     
    - Nie grozi. Konstytucyjny limit należałoby znieść - nie ma on żadnego uzasadnienia ekonomicznego. Polska wprowadziła go jako pierwsza na świecie. To pozostałość naszego udowadniania na siłę jak bardzo nadajemy się do Unii Europejskiej i jak poważnie traktujemy arbitralne zasady przyjęte w Traktacie z Maastricht, a wynikające z przestarzałej już ekonomii początku lat 90. Nie ma powodu, by uważać, że zadłużenie na poziomie 80 czy 90 proc. ma gorsze skutki dla gospodarki niż takie na poziomie 50 czy 60 proc. Wiele krajów zachodnich przekracza zresztą znacząco te 60 proc. - argumentuje Maciej Szlinder.  

  • Finansowanie post factum. To finansowanie BDP z pieniędzy zasilających budżet dzięki impulsowi popytowemu, który wywoła świadczenie. Początkowo tych środków nie ma, więc trzeba sięgnąć po deficyt budżetowy, ale z czasem coraz więcej pieniędzy będą przynosiły wpływy z podatków rozwijającej się gospodarki.  

Połączenie tych źródeł wymaga konkretnego modelu i jest zależne od sytuacji, w jakiej będziemy wprowadzać BDP - wyjaśnia ekspert. Nawet kilkanaście miliardów złotych moglibyśmy oszczędzić na niepotrzebnych zasiłkach - W Polsce to byłyby np. zasiłki z pomocy społecznej okresowe, celowe i stałe. W tym zawierają się nie tylko oszczędności na samych świadczeniach, ale również koszty administracyjne ich obsługi - wylicza Maciej Szlinder.

Jak finansować Bezwarunkowy Dochód Podstawowy? 

BDP można finansować na dwa sposoby:

  • podnosząc podatki i wypłacając każdemu dofinansowanie,
  • lub przez negatywny podatek dochodowy.

Ujemny podatek dochodowy (UPD) to rozwiązanie, które pojawiło się w latach 40. ubiegłego wieku. W USA osobom, które zarobiły poniżej pewnego progu wypłacano wyrównanie do tej kwoty. Z pewnymi ograniczeniami dziś taki system obowiązuje w Izraelu. 

Jeśli jednocześnie wypłacamy 1200 zł BDP i pobieramy podatek dochodowy wyższy o 500 zł niż przed reformą (np. danina rośnie z 600 zł do 1100 zł), to świadczeniobiorca ma o 700 zł więcej niż wcześniej a budżet ma o 800 zł mniej. Ale w rachunkowości budżetowej wydatki rosną nie o 700, ale o 1200 zł, zaś przychody o 500 zł.  

To pewne złudzenie księgowe. W matematycznym sensie BDP jest równoważny odpowiednio ustawionemu ujemnemu podatkowi dochodowemu, w którym po prostu wypłacalibyśmy tej osobie 100 zł 

- wyjaśnia Maciej Szlinder. Ta ostatnia kwota to różnica między minimalnym progiem dochodów w UPD (1200 zł jak przy hipotetycznym BDP), a zarobkami danej osoby (1100 zł). Rząd wypłaca 100 zł, by wyrównać różnicę. 

Aby zobrazować problem, Maciej Szlinder cytuje ekonomistę Guya Standinga: 

ŁAMIGŁÓWKA PROFESORA

"Poniżej przedstawiam interesującą łamigłówkę, której autorem jest profesor ekonomii z Harvardu Greg Mankiw. Została ona opublikowana na jego blogu w poście zatytułowanym „Krótka notka na temat powszechnego dochodu podstawowego". Rozważmy gospodarkę, w której średni dochód wynosi 50 tysięcy dolarów, cechującą się jednak znacznymi nierównościami. Zaproponowano dwa możliwe sposoby na zapewnienie bezpieczeństwa socjalnego. Który z nich byś wolał(a)? 

  • Powszechne świadczenie w wysokości 10 tysięcy dolarów dla każdej osoby finansowane z liniowego podatku dochodowego w wysokości 20 procent.  

    czy 

  • Świadczenie w wysokości 10 tysięcy dolarów oparte na kryterium dochodowym. Całość świadczenia przysługuje osobom, które nie posiadają żadnego dochodu. Następnie jest ono stopniowo zmniejszane: tracisz 20 centów świadczenia za każdego dolara, który zarabiasz. Te transfery są finansowane dzięki podatkowi dochodowemu w wysokości 20 procent od dochodów powyżej 50 tysięcy dolarów.  

Widziałem bystrych ludzi, którzy argumentowali w ten sposób: program A jest szalony. Dlaczego Bill Gates miałby otrzymywać państwowe świadczenie? On go nie potrzebuje, a musielibyśmy podnieść podatki, żeby za to zapłacić. Program B jest bardziej progresywny. Kieruje świadczenia do tych, którzy naprawdę ich potrzebują, a ich finansowanie wymaga niższych podwyżek podatków nakładanych jedynie na tych, których dochody są wyższe od średniej.  

W tym jednak tkwi sęk. Oba programy są jednakowe. Jeśli spojrzycie na wypłaty netto (podatki pomniejszone o świadczenia), sytuacja wszystkich jest dokładnie identyczna w obu programach. Różnica dotyczy jedynie sposobu sformułowania".

Powyższy przykład doskonale pokazuej więc, jak działa złudzenie księgowe. Sformułowanie problemu natomiast jest istotne z innych powodó niż gospodarcze, co wytłumaczymy w następnych akapitach.

Bezwarunkowy dochód to bezpieczeństwo i eliminacja ubóstwo w zarodku 

BDP ma na celu wspomaganie osób ubogich, by mogli rozwinąć swoje umiejętności. Ten cel można jednak z fiskalnego punktu widzenia osiągnąć też w inne sposoby, na przykład przez UPD. Dla budżetu zarówno państwa, jak i domowego oraz dla dobrostanu ludzi, bilans będzie takim sam, niezależnie od tego czy każdy otrzyma dofinansowanie, czy tylko osoby tego potrzebujące. Czemu więc nie stosować UPD, wycelowanego w grupę najbardziej potrzebujących osób?  

- Przy ujemnym podatku musimy poczekać na dochód z danego okresu i dopiero potem ściągać podatek dodatni lub wypłacać ujemny. W tym sensie najpierw występowałby u niektórych osób problem ubóstwa, a dopiero potem sytuacja zostałaby naprawiona. BDP jest lepszy w tym, że nie pozwala na pojawienie się ubóstwa w ogóle - tłumaczy naukowiec.  

To też kwestia poczucia bezpieczeństwa, które zapewniamy ludziom dając każdemu dochód podstawowy. Z tej perspektywy lepszy wydaje się BDP dla każdego, bo daje stabilność finansową zawczasu, a nie odbudowuje ją dopiero wówczas, gdy popadniemy w złą sytuację finansową

- argumentuje Maciej Szlinder.  

Pozostaje też kwestia sformułowania problemu. Wprowadzając 500 plus rząd zdecydował się przyznać je wszystkim rodzicom z powodów politycznych, "aby opór przeciwko programowi był mniejszy" - mówił w wywiadzie z Gazetą.pl prof. Adam Leszczyński. Być może więc analogicznie wygląda sytuacja z BDP? 

Zgoda, świadczenia powszechne, z których korzystają wszyscy mają większą trwałość. Stają się elementem praw obywatelskich, czymś co jednoczy wszystkich obywateli, a nie wyznacza różne grupy, które można potem łatwo rozgrywać między sobą

- tłumaczy Maciej Szlinder.

Więcej inforamcji z kraju i ze świata na stronie głównej Gazeta.pl 

- Ten proces zresztą już obserwowaliśmy w wielu krajach zachodnich. Przejście od świadczeń ubezpieczeniowych do świadczeń dla ubogich zależnych od kryterium dochodowego prowadziło do ograniczania zasięgu tych ostatnich. Powodem było mnożenie warunków otrzymania świadczenie i ostatecznie systemy wymuszające pracę (workfare) - dodaje ekspert. To natomiast niepotrzebnie zwiększa też koszty administracyjne. 

Bezwarunkowy Dochód Podstawowy, czyli inwestycja 

Maciej Szlinder zwraca uwagę, że BDP to nie jest wydatek, który można porównać do inwestycji w czołgi, czy drogi, gdzie cała kwota przepada, bo została wydana na konkretne fizyczne przedmioty.  

- Mnożenie dochodów przez liczbę mieszkańców i miesięcy w roku to za mało, żeby szacować koszty BDP. Po pierwsze przez złudzenie księgowe, po drugie przez skutki makroekonomiczne - mówi Maciej Szlinder. - Można by się ze mną nie zgodzić, jeśli zakładamy, że samo podniesienie stawki podatkowej powoduje istotną zmianę zachowania osób lepiej zarabiających. Są bowiem osoby, które uważają, że zbyt wysokie podatki zniechęcą bogatych do pracy, a nawet sprawią, że przeniosą swoją działalność i majątek do innego kraju.

Jestem przekonany jednak, że tak nie jest. I wielu ekonomistów, nawet neoklasycznych też mówi, że nie od tego zależą głównie zachowania ludzi. Przestrzeń do podwyżki szczególnie najwyższych stawek podatkowych jest w Polsce dość duża, bez negatywnych skutków. Z czym muszą zgodzić się nawet osoby, które posługują się kontrowersyjnymi teoriami, jak krzywa Laffera, jeśli tylko serio traktują badania

- mówi Maciej Szlinder.  

Czy BDP możemy więc porównać do transformacji energetycznej, która ma stworzyć nowe miejsca pracy i wygenerować wzrost gospodarczy dzięki wydatkom publicznym? Ekspert zgodził się z tą tezą i dodał, że jest absolutnie przekonany, że BDP będzie pozytywne dla gospodarki, choć podkreślił, że różnic jest wiele i BDP nie może zastąpić transformacji energetycznej. 

Maciej Szlinder powiedział też, że często słyszy, iż nie stać nas na BDP.  - Odpowiadam wtedy pytaniem - czy stać nas na takie marnotrawstwo, czasu, zasobów talentów, z którym się borykamy, gdy pozwalamy, żeby ludzie byli biedni, żyli w nierównościach i w niepewności ekonomicznej. Czy stać nas na to, żeby ludzie podejmowali decyzje w sposób nieracjonalny, brali jakąkolwiek pracę, tylko po to żeby przetrwać, zamiast wykorzystać swoje umiejętności i kompetencje w takiej, która bardziej im odpowiada? - mówi ekspert.

Ubóstwo, nierówności i niepewność, którego doświadczają szczególnie młodzi ludzie, to jest coś co marnuje potencjał. I za to w dłuższym okresie płacimy więcej niż kosztowałoby by BDP. Tylko tego po prostu nie widać. Wyliczenie tego w matematyczny sposób jest bardzo trudne, bo jak wyliczyć matematycznie potencjał, który nie został zrealizowany? 

- mówi Szlinder.  

Maciej Szlinder wyjaśnia dalej, że są próby pokazania tego matematycznie, na podstawie ubóstwa dzieci. Jak tłumaczy, wynika z nich, że jeden dolar zainwestowany w ubogie dziecko, daje kilkukrotny, nawet 10-krotny zwrot w perspektywie jego życia. Z perspektywy publicznej, to jest zwrot do budżetu, na którym korzystamy my wszyscy. Szlinder podkreśla jednak humanitarne podejście, bo dzięki BDP ludzie mogą dźwignąć się z biedy i robić to co chcą, rozwijać się. To kwestia ich szczęścia i samorealizacji, czego jego zdaniem wyliczyć się już nie da. 

Inflacja a BDP 

Kwestie inflacji to jedna z rzeczy, którą Maciej Szlinder chce sprawdzić w programie pilotażowym w gminach pogranicza. Jak tłumaczy, jest to spór teorii ekonomicznych. On sam jest zwolennikiem szkoły, która nie uważa, że gospodarka znajduje się w równowadze, więc każdy wzrost popytu powoduje wzrost cen. - Prawie każda gospodarka w system kapitalistycznym ma dalece niewykorzystanie zdolności produkcyjne. A to znaczy, że na zwiększony popyt reagują zwiększoną podażą, czyli produkcją. Choć oczywiście nie dotyczy to wszystkich towarów i usług. Zwiększy się więc produkcja w przemyśle, ale już niekoniecznie w części rolnictwa, gdzie zwyczajnie nie przeskoczymy czynnika czasu. Każde zwiększenie popytu powoduje więc zwiększenie części cen, ale raczej jako element tymczasowy, a nie stały.  

- Mamy już teraz wysoką inflację, ale jej przyczyna nie leży w czynnikach wewnętrznych, jakim byłby BDP - tłumaczy ekspert. - Dziś sytuacja jest niestabilna na całym świecie i tam trzeba zwrócić oczy. Tym bardziej że zdaniem Maciej Szlindera, wysoka inflacja zostanie z nami jeszcze na parę lat.   

Ale co jeśli wszystkie ceny skoczyłyby o równowartość BDP? Tak jak w przypadku dopłat do okularów, które sprawiły, że szkła zaczęły być droższe o kilkaset złotych. Maciej Szlinder tłumaczy, że do tego potrzebna byłaby absolutna zmowa cenowa wszystkich wytwórców i usługodawców. - Taka sytuacja jest teoretycznie możliwa tylko przy założeniu, że nie istnieje żadna konkurencja i mechanizm rynkowy - tłumaczy ekonomista. W każdej z branży musiałyby istnieć gigantyczne oligopole, co nie ma odbicia w rzeczywistości. I dodaje, że przecież nie wszystkie środki zostaną wydane na towary, które są wrażliwe na wzrosty cen, więc nie jest możliwe, że ten efekt zostanie wyzerowany. Szlinder spodziewa się, że raczej niewielka część finansów zostanie spożytkowana w taki sposób, że znacząco podbije inflację. Wyjaśnia jednak, że nie da się tego oszacować dokładnie, dopóki BDP nie zostanie wprowadzone na szeroką skalę w jakimś kraju, nawet mniejszym od Polski. Podkreśla jednak, że mechanizmy rynkowe przy regulacjach pozwalających na zdrową konkurencję, powinny sprawić, że efekty inflacyjne nie będą odczuwalne na tyle, by BDP nie przynosił znaczących korzyści.    

Jeśli ryzyko wystąpienia wysokiej inflacji jest rzeczywiście niskie, to warto powtórzyć, że bezwarunkowy dochód podstawowy jest w sensie matematycznym dla budżetu równy ujemnemu podatkowi dochodowemu. System ten był lub jest z powodzeniem stosowany na świecie. Za BDP przemawia jednak zapobieganie problemowi ubóstwa w zarodku. Jest to przewaga względem UPD, w którym świadczenie miałoby być wypłacane dopiero po stwierdzeniu, że czyjeś dochody są niewystarczające. UPD nie zapewnia zatem takiego poczucia bezpieczeństwa jak dochód podstawowy i nie zapobiega ubóstwu tylko je naprawia, gdy już wystąpi. 

Rozważając BDP trzeba jednak wziąć poprawkę na to, że sporo założeń pozostaje w sferze teorii. Eksperymenty pokazały, że dochód podstawowy działa w małej skali. Jego pełna forma ma objąć jednak znacznie większą grupę społeczną, licząca kilkadziesiąt lub nawet kilkaset milionów osób, w zależności od państwa. Dopiero tak szeroko zakrojony program może przynieść odpowiedzi na wszystkie wątpliwości dotyczące BDP. 

Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina.

Więcej o: