Dolar w Polsce od kilku dni utrzymuje się na wyjątkowo wysokim poziomie. We wtorek notowania amerykańskiej waluty sięgnęły 4,84 zł, co było historycznym rekordem. W kolejnych dniach złoty nieco się umocnił - w środę za dolara płacić trzeba było 4,82 zł. W momencie pisania tego tekstu polska waluta zyskała kolejny grosz.
Czy możemy obawiać się dalszego wzrostu wartości amerykańskiej waluty? Dla czytelników next.gazeta.pl analizę przygotował Michał Stajniak, Starszy Analityk Rynków Finansowych XTB.
- Widać, że dolar nie osiągnął swoich maksymalnych poziomów. Biorąc pod uwagę nawet historię bieżącego tysiąclecia. Dolar był zdecydowanie mocniejszy w momencie wybuchu bańki dot-com, kiedy to relacja EURUSD sięgała poziomu nawet 0,85 - stwierdził.
Kiedy zatem możemy liczyć na osłabienie dolara? - Oczywiście historia pokazuje, że tak agresywne podwyżki związane z nadmierną inflacją (w czerwcu 9,1 proc.) kończą się przynajmniej spowolnieniem, ale zwykle recesją. To z kolei determinowałoby obniżki stóp procentowych, być może nawet w przyszłym roku. Wobec tego, oczekując momentu, w którym dolar powinien oddawać swoje wzrosty z ostatnich kilkunastu miesięcy, należy najprawdopodobniej celować w przyszły rok - stwierdził.
Analityk odniósł się też do siły euro. Jego zdaniem istnieje potencjał do umocnienia europejskiej waluty, jeśli EBC zdecydowałby się na mocniejsze podwyżki. - Z drugiej strony Europa stoi przed potencjalnym kryzysem energetycznym, który powoduje słabość praktycznie każdej waluty, nawet polskiego złotego, pomimo tego, że Polska jest w miarę zabezpieczona energetycznie na najbliższe miesiące - pisze w analizie przesłanej Gazeta.pl.
Michał Stajniak tłumaczy też, dlaczego ewentualna interwencja NBP jest mało prawdopodobna. - Narodowy Bank Polski wskazał, że czuje się komfortowo z bieżącym kursem, wskazując jednocześnie, że nasza gospodarka na kryzys reaguje zmianą kursu, a nie wywołaniem spadku aktywności gospodarczej. Oczywiście, patrząc na ostatnie dane, w szczególności indeks PMI, mamy szanse na to, że recesja techniczna wystąpi również u nas. Niemniej NBP jest na ten moment niechętny interwencjom, które w momencie słabego środowiska dla złotego służyłyby jedynie spekulantom do dalszego sprzedawania złotego po wykonaniu interwencji - stwierdził.
Ekspert wyjaśnił też, czy sięgnięcie po rezerwy NBP mogłoby przynieść umocnienie złotego. - Rezerwy walutowe Polski są całkiem duże, rzędu niemal 150 mld USD, co powoduje, że NBP ma siłę do prowadzenia interwencji. Profesor Glapiński wskazał, że jeśli wymagałaby tego sytuacja, NBP jest w stanie przeznaczyć na interwencję 10-20 mld USD. Niemniej widać, że słabość polskiego złotego to efekt słabości Europy i ogromnej siły dolara. Wobec tego interwencje na złotym nie mają obecnie zbyt dużego sensu - wyjaśnia analityk.
Co zatem może zrobić NBP? - Sprzedaż złota byłaby w tym momencie ostatecznością. Narodowy Bank Polski kupował złoto po to, aby pokazać, że polska gospodarka oraz złoty mają stabilne podstawy, nawet w przypadku kryzysu. Złoto znacznie cofnęło się w porównaniu do historycznych szczytów, choć oczywiście w relacji do złotego wciąż jest bardzo drogie. Niemniej, jeśli miałoby dojść do interwencji, najprawdopodobniej użyto by zdecydowanie bardziej płynnych rezerw - zauważa ekspert.
Więcej informacji gospodarczych na stronie głównej Gazeta.pl