Podatek od nadzwyczajnych zysków. Rząd może pójść na ostro. "Karzemy spółki za to, że się rozwijały"

Mikołaj Fidziński
To, co działo się w poniedziałek wokół zapowiedzi podatku od nadzwyczajnych zysków, było tragifarsą. Królował festiwal przecieków, w tych naprawdę zaskakujących - jakoby podatek miał objąć w zasadzie wszystkie duże firmy, które osiągają w 2022 r. wysokie zyski. Na warszawskiej giełdzie zapanował ferment. - Mamy spółki, które mają teraz większe zyski i marże, ale głównie dzięki np. ekspansji zagranicznej czy osiągnięciu efektu skali, a nie wskutek wojny w Ukrainie. Przychodzimy i karzemy ich za to, że są dobrymi spółkami - mówi w rozmowie z Gazeta.pl Paweł Biedrzycki, redaktor naczelny portalu Strefainwestorow.pl.

Najpierw w weekend zapowiedzi wprowadzenia podatku od nadzwyczajnych zysków. Potem w niedzielę wieczorem rzucona przez wicepremiera i ministra aktywów państwowych Jacka Sasina w "Gościu Wiadomości" stawka - aż 50 proc. Sasin rzuca też, że firmy "chętnie oddadzą zyski".

W poniedziałek piorunujący przeciek, że daninie mają podlegać nie tylko spółki z określonych segmentów, ale wszystkie duże firmy w Polsce, tj. zatrudniające ponad 250 osób (o ile oczywiście osiągają w 2022 r. wysokie zyski). Według "Rzeczpospolitej" stawką 50 proc. miałaby zostać opodatkowana różnica między marżą brutto za 2022 r. a średnią z lat 2018-2021 (z pominięciem 2020 jako wyjątkowego, bo naznaczonego wybuchem pandemii). 

Wkrótce pojawia się kolejny przeciek - że pobór podatku od spółek energetycznych i gazowych może być odroczony. A na koniec pojawia się informacja, że w zasadzie to projekt ustawy się dopiero tworzy i może coś więcej będzie wiadomo koło środy. 

To wszystko sprawia, że na warszawskiej giełdzie "leje się krew" - indeks WIG20 spada do poziomu z marca 2020 r., analitycy mówią o "Grunwaldzie na WIG20" (bo indeks spadł do poziomu 1410 pkt). WIG20 w poniedziałek traci ok. 1,70 proc., ale to głównie efekt ponad 13-procentowego wzrostu na akcjach CD Projektu. Walory JSW zjechały o niemal 10 proc., PGE o niemal 7 proc., Orlenu o ponad 6 proc.

Ale tak naprawdę nie o te spadki chodzi - zresztą we wtorek giełda odrabia straty (indeksy WIG i WIG20 są od rana na ok. 1-2-procentowym plusie). Najpoważniejszy problem trafnie ujmuje m.in. Tomasz Jaroszek, twórca Doradca.tv.

Cała ta sytuacja wokół ustawy o ogromnym wpływie na spółki to komunikacyjny chaos i całkowite niezrozumienie zasad rynku. Od lat mamy niskie wyceny na rynku i to właśnie jest jeden z powodów czemu tak jest

- pisze na Twitterze.

Na to samo zwraca uwagę w rozmowie z Gazeta.pl Paweł Biedrzycki, redaktor naczelny portalu Strefainwestorow.pl. Wskazuje, że to, co stało się w poniedziałek, może mieć długoterminowe konsekwencje. 

Boli ten chaos informacyjny. Takie wydarzenia nie budują zaufania do polskiego rynku kapitałowego, zwłaszcza z punktu widzenia inwestorów zagranicznych. Oni bardzo łatwo szufladkują sobie pewne kwestie. Wszelkie niestabilności i zaskoczenia są dla nich niemiłe

- mówi Biedrzycki.

Zobacz wideo Podatek od zysków nadmiarowych spółek energetycznych to dobry pomysł?
  • Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina

Biedrzycki: "Mamy spółki, które mają większe zyski, ale nie wskutek wojny w Ukrainie"

Kwestia chaosu informacyjnego to jedno. Drugie to zakres opodatkowania nową daniną. Pogłoski od podatku od nadzwyczajnych zysków  już w Polsce od kilku miesięcy, wprowadziło go już kilka krajów Europy (np. Wielka Brytania, Węgry, Włochy czy Hiszpania), pracuje nad nim także Bruksela. Ale jeśliby miał objąć - według poniedziałkowych pogłosek - wszystkie duże firmy w Polsce, a nie tylko wybrane (np. z sektora paliwowego, energetycznego czy surowcowego, które rzeczywiście "korzystają" na sytuacji rynkowej w związku m.in. z kryzysem energetycznym), to byłoby to duże, negatywne zaskoczenie.

Mamy spółki, które mają teraz większe zyski i marże, ale głównie dzięki np. ekspansji zagranicznej czy osiągnięciu efektu skali, a nie wskutek wojny w Ukrainie. Przychodzimy i karzemy ich za to, że są dobrymi spółkami, inwestowały, rozwijały się itd. Wśród takich spółek wymieniłbym np. Kruk, XTB, Selvita. Jest bardzo dużo firm, które w ekstremalnym przypadku - ortodoksyjnego wprowadzenia tej ustawy - mogą podchodzić pod ten podatek

- mówi Biedrzycki. Do tego dorzuca drugą grupę firm, dla których podatek od nadzwyczajnych zysków w 2022 r. mógłby być krzywdzący. To te, które działają w cyklicznych branżach.

Branżą wybitnie cykliczną jest też cały sektor gamingowy - np. CD Projekt, 11 bit studios, Techland, PCF. Weźmy sobie taki Techland, który w tym rynku miał premierę gry "Dying Light 2" po 3-4 latach pracy. W tym roku odnotuje nadzwyczajne zyski, ale w przyszłym roku kolejnej premiery już nie będzie. I co, Techland powinien zapłacić podatek od nadzwyczajnych zysków bo miał pecha, że w 2022 r. zrealizował premierę swojej kluczowej produkcji? 

- pyta redaktor naczelny Strefy Inwestorów.

Taką "cykliczną" spółką jest także JSW. - Ona ma teraz fenomenalny rok, ale już widać, że przyszłe nie będą takie dobre. W przypadku tej spółki mówimy zapewne o ok. 2-3 mld zysków, które im się zabierze - wylicza Biedrzycki.

To odbędzie się kosztem inwestycji, ale też bezpieczeństwa w przyszłości. Mieliśmy już okresy w JSW, gdy po dobrych latach spółka musiała wyprzedawać majątek (np. koksownie), żeby przetrwać. Jeśli teraz zabierze im się środki finansowe, to prędzej czy później znów im się skończą pieniądze. To pewne jak w banku, bo taka jest natura cyklu na rynkach surowców

- wskazuje Biedrzycki. Zwraca uwagę też na potencjalny opór przed podatkiem ze strony związków zawodowych. 

Najmniej kontrowersyjną grupą adresatów podatku od nadzwyczajnych zysków są spółki energetyczne czy paliwowe, czyli np. Orlen, PGE, Enea czy Tauron. Acz i w tym przypadku Biedrzycki - choć samej idei podatku od nadzwyczajnych zysków nie odrzuca - zwraca uwagę, że dodatkowe opodatkowanie tych spółek odbyłoby się kosztem ich przyszłych inwestycji.

Redaktor naczelny Strefy Inwestorów przypomina m.in., że zamysł połączenia Orlenu z Lotosem był taki, aby jedna grupa finansowa miała na tyle dużo pieniędzy, by przeprowadzać odważne inwestycje w transformację energetyczną Polski, np. w energię atomową. - A w tej chwili słyszymy, że mają dużo pieniędzy, więc trzeba im zabrać - zwraca uwagę Biedrzycki. 

Podobnie sprawa się ma ze spółkami energetycznymi. 

Te firmy dziś mają spektakularne zyski po dziesięciu latach dramatów. I w pierwszym roku nadzwyczajnych zysków państwo przychodzi i mówi, że trzeba im je zabrać. No tak, ale wyzwania inwestycyjne przed tymi firmami są gigantyczne. Wystarczy sobie poczytać, jaka jest statystyczna długość życia kotłów w elektrowniach. Niektóre pamiętają wczesny PRL. Konieczne są więc duże inwestycje odtworzeniowe, nie mówiąc już o rozwoju

- mówi Biedrzycki.

Nie oznacza to jednak, że nowy podatek jest według niego niepotrzebny.

Wydaje mi się, że można by wprowadzić jakiś podatek od nadzwyczajnych zysków. Ale po pierwsze, należałoby je dobrze zdefiniować. Nie ukrywajmy - są sektory i spółki, które być może zarobiły więcej niż powinny. A po drugie, choć uważam, że część firm powinna dołożyć się do rozwiązań osłonowych w kryzysie energetycznym, to stawka 50 proc. jest zdecydowanie za wysoka

- wskazuje ekspert.

Jacek Sasin, Ryszard Terlecki i Henryk Kowalczyk"Rz": Zapowiadany przez Sasina podatek obejmie wszystkie duże firmy

  • Więcej o gospodarce przeczytaj na stronie głównej Gazeta.pl

Podatek od nadzwyczajnych zysków - wprowadzony na chwilę, zostanie na dłużej?

Paweł Biedrzycki ma jeszcze jedną obawę. Na razie w kontekście podatku od nadzwyczajnych zysków mówi się tylko o wynikach za 2022 r. Ale redaktor naczelny Strefy Inwestorów przypomina, że mieliśmy w historii już kilka "tymczasowych" podatków, które zostały z nami do dziś. To choćby podatek od zysków kapitałowych czy podwyżka VAT z 22 do 23 proc.

Ten chaos i wszystkie wątpliwości mogą mieć przełożenie na skłonność Polaków do oszczędzania (a krótkoterminowo też wszak na wyceny spółek, w które inwestują zarządzający PPK. IKZE, IKE czy OFE).

Takie działania mają długoterminowy wpływ na rynek kapitałowy. Problemem będzie spadek zaufania i stabilności do inwestowania. Nie wiadomo, jakie jeszcze inne pomysły mogą się pojawić w przyszłości. Jeżeli nie ma stabilności, to skłonność do oszczędzania spada. To naturalne, że gdy pojawia się niepewność i wątpliwości co do przyszłości

- ostrzega Biedrzycki.

Mateusz Morawiecki i Jacek SasinRząd zapowiada nowy podatek. Stawka? Aż 50 proc.

Więcej o: