Emerytura w wieku 67 lat? Tego chce Balcerowicz. Zandberg: Nie da się pracować fizycznie w tym wieku

Do 67 lat chciałby podnieść wiek emerytalny prof. Leszek Balcerowicz. - Tak, żeby Polska nie miała jednego z najniższych w Europie - powiedział w RMF FM. Nie zgodził się z nim Adrian Zandberg, który uważa, że system powinien uwzględniać realia.

We Francji rząd planuje podnieść wiek emerytalny z 62 do 64 lat. Podobna dyskusja toczy się od kilku tygodni w Polsce. PiS nie zamierza podnosić wieku emerytalnego, ale w KPO znalazł się punkt, mówiący o przedłużaniu czasu zatrudnienia i stopniowego przekonania Polaków do akceptacji wydłużenia wieku emerytalnego. Z koeli Donald Tusk zapowiedział już, że jeśli PO wygra wybory, to nie podniesie wieku emerytalnego. 

Wiek emerytalny 67 lat? Tego chce Balcerowicz

Oporów przed powiedzeniem, że trzeba podnieść wiek emerytalny, nie miał jednak prof. Leszek Balcerowicz w rozmowie z RMF FM. W kontekście 500 plus ekonomista powiedział, że "lepiej ograniczać wydatki, które nie są prorozwojowe". Takim wydatkiem według prof. Balcerowicza miały być koszty poniesione w związku z obniżeniem wieku emerytalnego z 67 do 60 i 65 lat.

Wiek emerytalny w Polsce jest jednym z najniższych w Europie i trzeba ludziom pokazać: macie do wyboru - utrzymujemy to, co PiS wprowadził, ale w związku z tym będziecie musieli płacić wyższe podatki, albo będziemy mieli nadal bardzo ograniczone inwestycje czy wydatki np. na edukację

- tłumaczył były minister finansów.

W związku z powyższym prof. Balcerowicz chciałby, by przywrócić wiek emerytalny wprowadzony przez koalicję PO-PSL, czyli 67 lat. Prowadzący wywiad Krzysztof Berenda zwrócił uwagę, że z sondaży wynika, iż Polacy są niechętni takiej zmianie. - Ja też czytam sondaże i nie znam sondażu, który by pokazywał ludziom: coś za coś. Jeżeli ludzi pytamy tylko o coś, co im się wydaje dobre, ale nie mówimy, jak za to zapłacą, to jakich odpowiedzi pan oczekuje? Ludzie będą w większości wybierać to, co uważają za dobre, nie mając zbyt wiele czasu, żeby pomyśleć, że to jest bezpłatne. Politycy dają fałszywe dary - ocenił ekonomista. 

Adrian Zandberg nie zgadza się na podniesienie wieku emerytalnego 

"OK. Zróbcie nam wydolną służbę zdrowia, więcej urlopu na poratowanie zdrowia i oczywiście krótszy tydzień pracy jak w UE to porozmawiamy" - skomentował propozycję prof. Leszka Balcerowicza jeden z użytkowników Twittera. 

Podobne zdanie zdaje się mieć Adrian Zandberg. Lider partii Razem nie zgodził się z byłym ministrem finansów, twierdzą, że trzeba uwzględnić realia, w których 67-latkowie nie dadzą rady pracować fizycznie. 

Nie. System musi uwzględniać realia. 67-latek nie będzie pracować fizycznie. Nie mówiąc o klasowym zróżnicowaniu długości życia. Nie każdy, jak pan profesor, pobiera pensję za dzielenie się swoimi poglądami

- napisał Zandberg na Twitterze. 

Zachęty do dłuższej pracy? Tak, gdzie tylko możliwe. Twardy przymus? Nie

- zaproponował polityk Razem, a w kolejnym wpisie dodał:

Praca do 67 lat jest dla milionów Polaków zwyczajnie nierealna. Nie da się pracować fizycznie w tym wieku. Tyle.

Dalej tłumaczył, że nie da się uniknąć wzrostu kosztów budżetu, ale alternatywą jest "skazanie potężnej grupy ludzi na nędzę".

Będziemy mieć większe koszty budżetu. Tego nie da się uniknąć, alternatywa to skazanie potężnej grupy ludzi na nędzę. Trzeba przygotować gospodarkę, usługi publiczne, pol. migracyjną na te zmiany. Zamiast tego trwa dosyć bezpłodna medialna zabawa w emerytalny 'szczęśliwy numerek'

- podsumował Adrian Zandberg. 

Więcej o: