O co chodzi PiS-owi z wyprzedażą polskich przedsiębiorstw? "Próbuje zbratać PO z niemal dziką prywatyzacją" [OPINIA]

PiS zapyta Polaków w dniu wyborów, czy popierają "wyprzedaż państwowych przedsiębiorstw". Partia rządząca próbuje zbratać w ten sposób PO z niemalże dziką prywatyzacją "wszystkiego, co się rusza" - na zlecenie Brukseli i/lub Niemiec. Podobny zabieg przeprowadza m.in. w przypadku wejścia Polski do strefy euro - pisze w swojej opinii Mikołaj Fidziński, dziennikarz Gazeta.pl
LKonferencja prasowa premiera Morawieckiego na stacji paliw Orlen w Warszawie
Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl /
Czy popierasz wyprzedaż państwowych przedsiębiorstw?

- tak będzie brzmiało pierwsze pytanie referendum zaplanowanego na 15 października, czyli dzień wyborów parlamentarnych. 

To pytanie tylko pośrednio gospodarcze

Nie ma wątpliwości, że pytanie bardziej niż o wizji państwa traktuje o Donaldzie Tusku, i w tym sensie ma wymiar zdecydowanie bardziej polityczny niż gospodarczy. Sam spot - sugerujący odpowiedź "nie" i przekonujący, że "Niemcy chcą osadzić Tuska w Polsce, aby wyprzedawać wspólny majątek" - raczej nie pozostawia wątpliwości, co jest głównym celem tego pytania. 

Zresztą - według PiS i jego popleczników - to nie pierwszy powód, w jakim Tusk miał zostać zainstalowany w Polsce. Innym - kolportowanym m.in. przez prezesa Kaczyńskiego i prezesa NBP Adama Glapińskiego - jest rychłe przyjęcie przez Polskę euro.

Obalić rząd, wprowadzić Polskę do strefy euro, podpisać się pod pomysłem państwa europejskiego. Taki jest ich plan [Brukseli - red.]. Z tym planem został wysłany do Polski Donald Tusk. (...) Tu chodzi o zrealizowanie niemieckiego planu. (...) Po wejściu do strefy euro przestaniemy gonić bogate kraje Unii, zostaniemy już na zawsze ubogim krewnym

- mówił Glapiński rok temu w wywiadzie dla "Sieci". Z kolei kilka dni temu prezes Kaczyński straszył, że gdyby wybory wygrała Platforma Obywatelska, to "Polska stanie się zależna od Brukseli, dojdzie do prywatyzacji lasów, a Polacy nie będą mogli chodzić na grzyby".

Zobacz wideo Jarosław Kaczyński o chodzeniu na grzyby: Nie damy sobie zabrać tej wolności!

Grabowski: Nie dla upolitycznionych monopoli

W spocie PiS zapowiadającym pytanie referendalne o wyprzedaży polskich przedsiębiorstw wykorzystana została wypowiedź ekonomisty Bogusława Grabowskiego. Oficjalnie nie jest on związany z Platformą Obywatelską, natomiast publicznie deklarował (m.in. w kwietniu br. w rozmowie w Radiu ZET) poparcie dla tej formacji. 

W styczniowej rozmowie w tej rozgłośni przekonywał, że należy rozbić Orlen, bo ten jest w zasadzie monopolistą na polskim rynku hurtowym paliw. Konkurencja de facto musi "grać" tak jak państwowy czempion zagra.

Opozycja powinna przywrócić zręby konkurencyjności na rynku paliw - jeżeli będzie to skutkowało rozbiciem albo wpuszczeniem zagranicznej konkurencji. Gospodarka musi być oparta na prywatnych podmiotach, działających na konkurencyjnym rynku, a nie państwowych, upolitycznionych, działających w warunkach monopolu

- mówił Grabowski. Dodawał, że w rękach państwa pozostawiłby tylko najbardziej strategiczne spółki. - A szczerze mówiąc to nie widzę powodu, żeby w długim okresie jakiekolwiek firmy w Polsce były państwowe. Nawet firmy zbrojeniowe w USA są prywatne. Lotniska, wiadukty, autostrady - komentował ekonomista.

  • Więcej o gospodarce przeczytaj na stronie głównej Gazeta.pl

Chodzi też o wizję państwa

Jak przekonują politycy PiS, na poziomie gospodarczym mimo wszystko chodzi o wizję państwa: oczekiwaną przez największych liberałów powszechną prywatyzację - albo wspieraną (przynajmniej na poziomie słów) ochronę polskiego majątku. W praktyce chodzi o kontrolę i głęboki wpływ na przynajmniej część segmentów gospodarki. Piszę o wspieraniu "przynajmniej na poziomie słów", bo PiS poza nacjonalizacją firm - np. banku Pekao, Polskich Kolei Linowych albo PKP Energetyka (oraz zakusów m.in. na sieć sklepów Żabka), na też na swoim koncie sprzedaż części Lotosu Węgrom z MOL (stacje paliw) oraz Arabom z Saudi Aramco (biznes rafineryjny). Oczywiście PiS w tym przypadku będzie mógł przekonywać, że to wszystko wina Brukseli, bo to jej warunkiem dla fuzji Orlenu i Lotosu była częściowa sprzedaż biznesów Lotosu zewnętrznych podmiotom. 

Takim najbardziej znanym "czebolem" rządów PiS jest oczywiście Orlen. Z koncernu paliwowego stał się on w kilka lat spółką po części m.in. medialną (przejęcie Polska Press - oczywiście od Niemców) i energetyczną (PGNiG, Energa). Przejął też sieć saloników prasowych Ruch oraz spółkę paliwową Lotos. W planach ma też przejęcie Azotów Puławy, a ostatnio mówi się także o przejęciu biznesu "paczkowego" od Poczty Polskiej. Zresztą właśnie Orlenu dotyczy pierwszy komentarz Donalda Tuska ws. referendalnego pytania.

Wokół Orlenu i wielu innych spółek budowane są dwie narracje, które wpisują się w spór. Z jednej strony słyszymy po prostu o majątku państwowym (naszym, wspólnym), który z zasady powinien pozostać nasz, a także np. o większej elastyczności działań państwa, szczególnie w momentach kryzysu (rzecz jasna dla dobra Polaków). Z drugiej zaś o tym, że państwowe molochy są nieefektywne, zagrażają konkurencyjności - co nigdy nie jest dobre dla konsumenta - a w dodatku jest w nich mnóstwo stanowisk do obsadzenia przez partyjnych nominatów i ich pociotków.

Otwarte oczywiście pozostaje pytanie, czy PiS-owi uda się zmieszać Tuska i PO z dziką prywatyzacją "wszystkiego co się rusza", jak próbuje przekonywać np. minister cyfryzacji Janusz Cieszyński. W gronie sympatyków tej formacji nie brakuje osób o jasno sprecyzowanych poglądach co do koniecznej prywatyzacji przynajmniej mniej strategicznych dla państwa spółek, ale jednak w przedwyborczych obietnicach ten głos raczej nie wybija się na pierwszy plan. Choćby w przypadku Orlenu Tusk mówi o różnych rozwiązaniach - jednego dnia "rzuca" prywatyzacją, a kolejnego sugestią, że gdyby sam miał wpływ na tę spółkę, to sprzedawałaby ona paliwo po 5,19 zł. Za czasów Tuska nigdy nie doszło też do "wyprzedaży" kluczowych z punktu widzenia ówczesnego rządu spółek (PiS oczywiście uważa inaczej), choć dochodziło do prywatyzacji części tych "niestrategicznych" firm.

Więcej o: