Rozmawiałem z ministrem finansów wczoraj długo w nocy. Wydaje się, że sytuacja z cenami żywności jest zaskakująca optymistyczna. Ma to związek z ogólną sytuacją na rynkach spożywczych. W jakimś sensie to też pokłosie tego, co tak denerwuje polskich rolników. Coś za coś
- stwierdził we wtorek podczas konferencji prasowej premier Donald Tusk. Następnie zapowiedział: "moja rekomendacja jest taka, że moglibyśmy wrócić do stawki VAT 5 proc. na żywność i w każdej chwili wrócić do zerowej, jeśli będą powody".
Proszę nie robić z tego jednak jeszcze ostatecznego komunikatu, minister finansów jeszcze będzie to dokładnie liczył
- zastrzegł. Ostateczna decyzja ma zostać ogłoszona do końca tygodnia.
Obecne rozporządzenie w sprawie zerowego VAT-u na żywność jest ważne tylko do końca marca. Jeśli minister finansów nie podpisze kolejnego, to 1 kwietnia - po ponad dwóch latach - powróci stawka 5 proc.
Zerowy VAT na żywność obowiązuje od 1 lutego 2022 r. Konkretnie obniżona do zera jest stawka na te towary, które "normalnie" powinny być obłożone stawką 5 proc. To większość towarów żywnościowych, w tym te najpopularniejsze: pieczywo, nabiał, makaron, mąka, ryż, mięso, owoce, warzywa. Innymi słowy, ewentualnych podwyżek cen po powrocie stawki VAT z 0 do 5 proc. należy oczekiwać na tych właśnie produktach. Część żywności natomiast cały czas miała, ma i będzie mieć stawkę 8 i 23 proc. To np. woda, słodkie napoje, musztarda, czekolada, cukier i niektóre przyprawy.
Z jednej strony decyzji o przedłużeniu zerowego VAT-u na drugi kwartał można by się spodziewać ze względów politycznych. W drugim kwartale mamy wybory samorządowe (7 i 21 kwietnia) i do Parlamentu Europejskiego (9 czerwca). Podwyżka VAT w tym momencie mogłaby stanowi pewne obciążenie dla koalicji rządzącej.
Z pewnością "grałoby" tym PiS, które już po wyborach 15 października próbowało wykorzystać politycznie też temat. Mimo że w przedwyborczym projekcie budżetu nie założyło przedłużenia zerowego VAT-u na 2024 r. (wtedy obniżona stawka obowiązywała do końca 2023 r.), to po wyborach wyszło z projektem ustawy w tej sprawie, "dopingując" marszałka Hołownię do pilnego zajęcia się nim w trosce o portfele Polaków. PiS robiło to, mimo że do przedłużenia zerowej stawki wystarczało rozporządzenie ministra finansów, który wtedy jeszcze był "pisowski". Pierwotnie PiS przekonywało, że minister finansów nie powinien w okresie zmiany rządu podejmować decyzji mających skutki już dla kolejnej ekipy, ale tuż przed zaprzysiężeniem rządu Tuska zmieniono zdanie i 9 grudnia ówczesny "dwutygodniowy" minister finansów Andrzej Kosztowniak podpisał stosowne rozporządzenie.
Z drugiej strony - w kwestii VAT-u na żywność chodzi o niemałe pieniądze. Sytuacja budżetowa jest napięta, a każdy kwartał obniżonej stawki to wpływy do budżetu niższe o około 2,7 mld zł. Budżet na 2024 r. nie zakłada przedłużenia tego elementu tarczy antyinflacyjnej od kwietnia. Ba, przyjęto w nim bardzo wysokie wpływy z VAT w 2024 r., aż 316 mld zł. Zdaniem części ekonomistów to bardzo optymistyczne założenie. Przykładowo: eksperci z Pekao swoistą "poduszkę optymizmu" - czyli różnicę między planami resortu finansów a ich zdaniem najbardziej prawdopodobnym scenariuszem wpływów z VAT - oszacowali na 29 mld zł. Dla porównania - w 2023 r. wpływy z VAT do budżetu wyniosły ciut ponad 250 mld zł.
Dodatkowo analitycy Santander Banku sugerowali, że mamy teraz relatywnie niezły czas na powrót do wyższej stawki VAT, bo spadkowa tendencja cen żywności i wojna cenowa supermarketów mogą zmniejszać obawy o wpływ podwyżki na konsumentów.
Tu dochodzimy bowiem do kluczowej kwestii, czyli co w zasadzie oznaczałaby podwyżka VAT na żywność z 0 do 5 procent. W najprostszym scenariuszu po prostu podwyżki cen o 5 procent - czyli np. skoro dziś chleb kosztuje 3 zł, to jego cena podskoczyłaby do 3,15 zł. Zakładając, że rodzina na żywność z zerowym VAT-em wydaje np. tysiąc złotych miesięcznie, to teraz musiałaby płacić o 50 zł więcej.
W praktyce ceny nie chodzą jednak zawsze jak na smyczy za stawką VAT. Przekonaliśmy się choćby pod koniec stycznia 2022 r., gdy wiele cen najpierw poszło do góry, żeby potem od 1 lutego spaść o obniżany wtedy VAT. Dlatego spektrum reakcji cen na podwyżkę VAT z 0 do 5 proc. może być w teorii szerokie - od braku reakcji (czyli sklepy VAT "biorą na siebie", a nie przerzucają na klientów), ewentualnie rozsmarowanie efektu na dłuższy okres (podwyżki cen po trochu, a nie od razu o 5 proc.), aż po, teoretycznie, wykorzystanie wzrostu stawki VAT do podwyżek o więcej niż 5 proc. albo nawet podwyżek cen produktów, na które VAT pozostaje bez zmian (np. musztarda, ketchup, słodkie napoje).
Starszy ekonomista Credit Agricole Jakub Olipra prognozował w poniedziałek w rozmowie z PAP Biznes, że detaliści nie odpuszczą i przerzucą podwyżkę VAT na klientów.
Zakładamy, że od 1 lipca VAT na podstawowe produkty żywnościowe wróci do pierwotnego poziomu, co w całości zostanie przerzucone na ceny detaliczne i podbije dynamikę cen żywności o około cztery punkty procentowe
- powiedział. Wyliczał, że wskutek tego roczna dynamika cen żywności i napojów bezalkoholowych zostanie podbita z nieco ponad 1 proc. do ponad 5 proc. Z drugiej stron - to wciąż dużo mniejsza skala wzrostu cen niż w 2023 r., gdy żywność i napoje podrożały przez rok o ponad 15 procent.
Również Arkadiusz Balcerowski, ekonomista mBanku, przewidywał w rozmowie z Gazeta.pl, że VAT powróci z 0 do 5 proc. "dopiero" w lipcu. Zakłada, że efekt ten unaoczni się w cenach w zasadzie od razu.
Sezonowe spadki cen żywności powinny ułatwić implementację takiego kroku w lipcu z politycznego punktu widzenia. Sądzę, że do tego czasu "wojna cenowa" największych sieci dyskontowych zakończy się, co przy sezonowym spadku cen żywności powinno skłonić do relatywnie szybkiego przełożenia wyższej stawki podatkowej na ceny detaliczne. Dodatkowym wsparciem dla takiej decyzji po stronie sprzedawców powinny być silnie rosnące dochody rozporządzalne gospodarstw domowych
- ocenia Balcerowski.
"Natychmiastowe przełożenie na ceny" zakłada też w bazowym scenariuszu Marcin Luziński, ekonomista Santander Bank Polska. Zaznacza jednak, że w niektórych sklepach, zwłaszcza w większych sieciach, efekt podwyżki może zostać rozsmarowany. - Obecnie trudno jednak określić, jak mocne byłoby takie wygładzanie cen - mówi. Zauważa natomiast, że jeśli VAT na żywność miałby wrócić z 0 do 5 proc. od początku kwietnia, to mogłoby to oznaczać jeszcze bardziej wzmożony ruch w sklepach przed Wielkanocą (która akurat wypada na 31 marca).
Ponieważ znormalizowanie stawek VAT powinno oznaczać skokowy wzrost cen z dnia na dzień, a informacja o tym będzie szeroko dostępna dla wszystkich konsumentów, to racjonalny konsument powinien zaopatrzyć się w produkty żywnościowe na zapas, zwłaszcza w te o długim terminie przydatności do spożycia (makaron, mąka, cukier, sól itd.). Ale też w przypadku innych produktów opłacać się będzie przyspieszenie zakupów o kilka dni. Zatem sklepy mogą spodziewać się zwiększonego ruchu w ostatnich dniach marca, co oznaczać będzie większą presję na pracowników, na magazyny, na sieci logistyczne
- przewiduje Luziński. Podejrzewa, że sprzedawcy będą próbowali rozładować ten popyt choćby przez promocje typu "żywność z zerowym VAT do XX kwietnia".
Zgodnie z prognozami ekonomistów z mBanku powrót stawki VAT na żywność z 0 do 5 proc. podbiłby inflację o około 1,1 punktu procentowego. Ciut niższy szacunek ma Santander Bank Polska i NBP - 0,9 proc. Właśnie np. na niepewności związane z decyzjami rządu w zakresie stawki VAT na żywność od kwietnia (oraz cen energii, gazu i ciepła od lipca - do końca czerwca są zamrożone) powoływał się w ostatnich miesiącach prezes NBP Adam Glapiński, wyjaśniając ostrożność Rady Polityki Pieniężnej i niewielkie prawdopodobieństwo obniżek stóp w najbliższych miesiącach. W czwartek odbędzie się kolejna konferencja prasowa prezesa NBP (w środę decyzja RPP ws. stóp). W najbliższych dniach NBP pokaże też swoją najnowszą projekcję inflacyjną.
***
Zapraszamy do wysłuchania rozmów ze "Studia Biznes" Gazeta.pl w dużych serwisach streamingowych, np. tu: