W poniedziałek szereg danych z polskiej gospodarki od GUS, przede wszystkim o sprzedaży detalicznej i produkcji budowlano-montażowej w czerwcu. Te dane uzupełnią obraz gospodarki w czerwcu (i całym drugim kwartale). Czwartkowe dane o produkcji przemysłowej (wzrost o 0,3 proc. rok do roku) okazały się lepsze od oczekiwań. W poniedziałek GUS pokaże też najnowsze dane m.in. o cenach produktów rolnych, budownictwie mieszkaniowym i koniunkturze w przedsiębiorstwach.
We wtorek kolejne dane od GUS, m.in. o bezrobociu rejestrowanym w czerwcu (wstępny szacunek to 4,9 proc., najmniej od 1990 r.!) oraz urodzeniach i zgonach w maju i czerwcu br. Środa przyniesie pierwsze odczyty PMI dla przemysłu i usług w strefie euro. W czwartek 25 lipca poznamy wstępne dane o wzroście gospodarczym w USA w drugim kwartale. Prognozy oscylują wokół wyniku 2 proc. (po annualizacji). W piątek z kolei w USA dane o inflacji PCE w czerwcu. To ważna miara inflacji dla Fedu. Zatem zarówno w czwartek, jak i piątek, nie można wykluczyć podwyższonej zmienności na kursie dolara, jeśli dane będą zaskakiwały. Zresztą emocje zaczną się już w poniedziałek, gdy rynki będą reagować na decyzję Joe Bidena o rezygnacji z walki o reelekcję.
Poza danymi, szykuje się ciekawy tydzień w Sejmie. We wtorek 23 lipca rusza posiedzenie, na którym będzie m.in. o rentach wdowich. Obywatelski (acz wspierany przez Lewicę) projekt zakłada, że wdowie lub wdowcowi należałaby się renta rodzinna (85 proc. świadczenia zmarłej osoby) i połowa własnej emerytury lub własna emerytura i połowa renty rodzinnej. Projekt wywołuje jednak emocje w koalicji rządzącej m.in. ze względu na wysokie koszty. Dziś taki emeryt może wybierać pomiędzy rentą rodzinną a pozostaniem przy własnym świadczeniu.
Sejm zapozna się też ze sprawozdaniem z działalności Narodowego Banku Polskiego w 2023 roku, do Sejmu zawita sam prezes NBP Adam Glapiński. Zresztą w środę 24 lipca odbędzie się posiedzenie sejmowej Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej, ale na razie w planie nie ma żadnych czynności związanych z wnioskiem o Trybunał Stanu dla Glapińskiego.
Z kolei na posiedzeniu 24-26 lipca (środa-piątek) Senat ma zająć się m.in. nowelizacją ustawy o prawie autorskim. Niedawno media apelowały wspólnie o wprowadzenie do projektu zmian, które dawałyby wydawcom i dziennikarzom prawo do uzyskiwania wynagrodzeń od tzw. Big Techów, czyli platform takich jak Google, Microsoft, Meta, za wykorzystane przez nie treści, stworzone przez media.
Ministerstwo Rozwoju i Technologii, po konsultacjach społecznych i międzyresortowych, pokazało nowy projekt ustawy o kredycie mieszkaniowym #naStart (popularnym kredycie "zero procent" - choć formalnie aż tak niskie oprocentowanie dotyczyłoby tylko rodzin z minimum trojgiem dzieci). W dokumencie nie wprowadzono wielu rewolucyjnych zmian, niemniej np. zmieniono nieco dochodowe. W 2025 r. dla singla wyniesie on 7 tys. zł netto (tu akurat bez zmian), dla pary bez dzieci 11 tys. zł (poprzednio 13 tys. zł), przy jednym dziecku 14,5 tys. zł (poprzednio 16 tys. zł), przy dwojgu 18 tys. zł (poprzednio 19,5 tys. zł), przy trojgu i większej liczbie limitu ma nie być (poprzednio 23 tys. zł). Od 2026 r. te limity mają być określane na podstawie średnich cen mieszkań kupionych w ramach programu oraz rynkowych kosztów kredytowych (nadal przy minimum trójce dzieci limity nie będą jednak obowiązywać).
Program miałby ruszyć w styczniu 2025 r. W pierwszym kwartale miałoby zostać przyjętych do 25 tys. wniosków, w drugim do 20 tys., a w kolejnych najwyżej 15 tys. Sejm miałby zająć się projektem po wakacjach. Nadal otwartą kwestią pozostaje los dokumentu, bo kredytu #naStart nie popierają Lewica i Polska 2050.
Z opublikowanych przez resort technologii i rozwoju opinii do (poprzedniego) projektu ustawy wynika, że sam zamysł programu budzi np. w NBP i Ministerstwie Finansów obawy o duży wzrost cen nieruchomości. Bank centralny obawia się też osłabiania efektów swojej polityki pieniężnej (wysokich stóp procentowych), zaś resort finansów zauważa, że w sumie to aktualne założenia budżetowe na lata 2025-2026 nie uwzględniają wzrostu wydatków z budżetu państwa na dopłaty do kredytów. Wskazuje, że zapotrzebowanie na środki z budżetu wymaga analizy, a cały projekt rozważenia czy będzie priorytetem do realizacji.
Deficyt budżetowy po czerwcu wyniósł 69,9 mld zł - podało Ministerstwo Finansów. To oczywiście rekordowo dużo jak na ten moment roku, ale o planie bardzo wysokiego deficytu (do 184 mld zł w całym 2024) wiadomo nie od dziś. Wydatki budżetowe w pierwszej połowie roku wyniosły blisko 374 mld zł, wpływy niecałe 304 mld zł.
Wyższe niż przed rokiem były dochody z PIT (40,5 mld zł, wzrost o 10,8 mld zł) i akcyzy (42 mld zł, wzrost o 2,3 mld). Wpływy z CIT są niższe o 4,2 mld zł (37 mld zł), ale resort tłumaczy, że to efekt wcześniejszych niż rok temu (zrealizowanych w czerwcu, a nie we wrześniu jak w 2023 r.) zwrotów nadpłaconego podatku.
Oczywiście najwięcej emocji wzbudzają wpływy z VAT, bo one są najważniejszą pozycją po stronie dochodów podatkowych. W pierwszej połowie roku przekroczyły 143 mld zł, co jest bardzo dobrym wynikiem (o 24,4 mld zł wyższym niż rok temu), ale nadal zagrożone są plany Ministerstwa Finansów na cały rok (316 mld zł). Suma wpływów za ostatni rok to 269 mld zł, ale powinna ona rosnąć z racji podwyżki VAT-u na żywność od kwietnia oraz rosnącej sprzedaży detalicznej.
Ministra finansów (cytowanego przez money.pl) cieszy, że w samym czerwcu wpływy z VAT były wyższe o 30 proc. niż rok temu. - To bardzo pozytywny sygnał - ocenił. Jednocześnie oczywiście brak realizacji ambitnych celów co do wpływów podatkowych nie musi oznaczać konieczności nowelizacji budżetu, bo niższe mogą okazać się też wydatki. Po pierwszej połowie roku wprawdzie plan dochodowy budżetu jest zrealizowany w 44,5 proc., ale wydatkowy - w około 43 proc.
Jeśli chodzi o dochody, których nie ma, to pewnym smaczkiem jest zdanie w komunikacie Ministerstwa Finansów o tym, że "w czerwcu planowana była realizacja wypłaty z zysku NBP w wysokości 6 mld zł, która to nie miała ostatecznie miejsca". Resort finansów założył w budżecie ten wpływ (na podstawie prognozy z NBP z sierpnia 2023 r.), choć później prezes Glapiński sygnalizował, że na skutek zmian kursowych żadnego zysku nie będzie.
Ministerstwo Finansów zaprezentowało projekt nowej ustawy o dochodach jednostek samorządu terytorialnego. Zakłada on zwiększenie dochodów własnych samorządów, co powinno w teorii wpłynąć pozytywnie na przewidywalność wpływów, a tym samym pozwolić lepiej planować długoterminowe wydatki (w tym m.in. inwestycyjne). Resort zapewnia, że na reformie zyska każdy samorząd w Polsce, łącznie w 2025 r. do JST (jednostek samorządu terytorialnego) ma trafić o 16 mld zł więcej niż zakładałby obecny system.
Po pierwsze, projekt zakłada, że dochody samorządów z tytułu PIT i CIT będą liczone od lokalnej bazy podatkowej, czyli od dochodów podatników. W ten sposób wpływy JST mają zostać uniezależnione od ewentualnych reform podatkowych - dziś samorządy są finansowane "dolą" z wpływów podatkowych. Po drugie, samorządy mają też partycypować w dochodach z podatku zryczałtowanego od przychodów ewidencjonowanych - dotychczas wpływy akurat z tego podatku trafiały w całości do budżetu państwa.
Ambicje Ministerstwa Finansów są dwie. Po pierwsze - wspomniana większa przewidywalność finansowa dla samorządów. Po drugie - jak mówi sam minister finansów Andrzej Domański w rozmowie z money.pl - "częściowe zasypywanie strat, które przyniósł Polski Ład".
Straty, które przyniósł Polski Ład, są efektem tego, że zwykła, prosta zmiana w preferencji dla ryczałtu czy manipulacja stawkami może totalnie zdemontować finanse samorządów
- powiedział szef resortu. Reforma podatkowa z 2022 r. obniżyła dochody podatkowe samorządów. Sprawiła też, że korzystniejszy dla wielu podatników stał się ryczałt, w dochodach z którego JST nie partycypują. Z tych powodów zmiany były uznawane przez część samorządowców (niezwiązanych z PiS) jako zmierzające do zaduszania finansowego niepokornych JST i centralnego rozdzielania środków.
Oczywiście projekt ma wiele szczegółów - między innymi na znaczeniu stracą subwencje z budżetu państwa, choć pozostanie mechanizm wyrównujący różnice między biedniejszymi i bogatszymi JST.
Narodowy Bank Polski opublikował najnowszy "Szybki Monitoring NBP", czyli analizę sytuacji w przedsiębiorstwach w Polsce. Z publikacji wynika, że ta pogarsza się. Spada sprzedaż: zarówno w kraju, jak i za granicę. W dół idzie też rentowność przedsiębiorstw, nie tylko za sprawą niższej sprzedaży, ale też wzrostu wynagrodzeń.
Pogorszyły się także przewidywania firm na trzeci kwartał co do popytu krajowego, szczególnie w usługach konsumenckich i budowlance.
W gorące dni najnowszy 'Szybki Monitoring NBP' nieco chłodzi nastroje. Firmy oczekują pogorszenia sytuacji w trzecim kwartale 2024 r., przy słabszym popycie, zwłaszcza krajowym. W dół optymizm inwestycyjny oraz prognozy zatrudnienia. Słabnie presja cenowa i płacowa, a eksport bardziej opłacalny
- opisują w pigułce całe badanie ekonomiści ING Banku Śląskiego.
Inne informacje:
* Inflacja w czerwcu w Polsce wyniosła 2,6 proc. - poinformował w minionym tygodniu GUS, potwierdzając tym samym swój szybki szacunek sprzed nieco ponad dwóch tygodni. Z kolei NBP policzył, że inflacja bazowa (czyli bez cen energii i żywności; jest uznawana za lepszą miarę presji cenowej w gospodarce) wyniosła w czerwcu 3,6 proc. W ostatnich miesiącach najbardziej o poziomie inflacji decydowały właśnie czynniki bazowe (szczególnie ceny usług, wiedzione wzrostem płac), ale od lipca będziemy widzieć duży efekt podwyżek cen energii. Z celem inflacyjnym NBP (2,5 proc. +/- 1 punkt procentowy) żegnamy się pewnie na co najmniej rok. Inflacja bazowa ma pozostać uporczywa, według projekcji NBP w okolicach 3,6-4 proc. przez najbliższe dwa lata.
* Psują się nastroje konsumenckie Polaków. Zmiany nie są wielkie, a nasze nastroje mimo wszystko są wyraźnie lepsze niż np. w 2022 r. Jednak jak by nie patrzeć, wyliczany przez GUS Bieżący Wskaźnik Ufności Konsumenckiej był w lipcu najniżej od grudnia 2023 r., a Wyprzedzający od czerwca 2023 r. Aktualny ogląd sytuacji jest w miarę w porządku, ale pogarszają się nasze prognozy. Przewidywania Polaków co do zmiany ich sytuacji finansowej są najgorsze od czerwca 2023 r. Od sierpnia 2023 r. nie myśleliśmy z tak dużym niepokojem o sytuacji ekonomicznej Polski. Od stycznia 2023 r. nie mieliśmy tak kiepskich przeczuć jeśli chodzi o tempo wzrostu cen przez najbliższy rok, a od marca 2023 r. - w kwestii wzrostu bezrobocia.
* W czerwcu przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w Polsce wyniosło w czerwcu 8 144,83 zł brutto, co oznacza wzrost o 11 proc. rok do roku. Na tle danych sprzed 2022 r. wygląda to bardzo okazale, ale na tle liczb z ostatnich kwartałów (gdy dynamika przebijała nawet 13-14 proc.) widać jednak symptomy hamowania dynamiki wynagrodzeń. "Wzrost płac hamuje, ale baaaardzo powoli" - oceniają ekonomiści Pekao. Prognozy wskazują, że ten proces będzie postępował, ale nadal w umiarkowanym tempie. Dwucyfrowe tempo wzrostu płac trwać będzie pewnie do końca roku, w 2025 r. należy oczekiwać prędzej dynamik w okolic 7-9 proc.
Jednocześnie GUS podał, że zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw spadło rok do roku o 0,4 proc. (ponad 28 tys. etatów), co jest spójne z obrazem obniżonego popytu na pracę ze strony firm.
* Wreszcie mile zaskoczyły czwartkowe dane o produkcji przemysłowej w Polsce w czerwcu. Urosła ona o 0,3 proc. rok do roku, choć konsensus prognoz ekonomistów zakładał spadek o 1,3 proc. Ekonomiści są umiarkowanie optymistyczni. Z jednej strony widzą perspektywy na kontynuację bardzo mozolnego, ale jednak trendu wzrostowego. Z drugiej, zwracają uwagę na wahliwość danych w ostatnich miesiącach.
Oczekujemy, że dobry wynik z czerwca nie jest jednorazowym wzrostem, lecz początkiem korzystniejszego trendu w rozwoju krajowego przemysłu. Zagrożeniem pozostaje jednak słaby popyt zewnętrzny, który w połączeniu z silnym złotym obniża rentowność produkcji na rynki zagraniczne. Niemniej, ożywienie krajowego popytu powinno wspierać wzrost produkcji przemysłowej
- komentują ekonomiści PKO BP.
* "Pierwszy globalny blackout" - tak mówi się o piątkowej fatalnej ogólnoświatowej awarii systemów Microsoft korzystających z antywirusa Falcon Sensor firmy CrowdStrike. To feralna aktualizacja tegoż antywirusa (która spowodowała tzw. pętle śmierci na systemach Windows) sprawiła, że wiele firm nie mogło normalnie funkcjonować. Linie lotnicze na całym świecie odwoływały loty, nadawać nie mogła m.in. stacja Sky News. Dotknięta została infrastruktura krytyczna m.in. w Niemczech.
* Europejski Bank Centralny, zgodnie z przewidywaniami, pozostawił stopy procentowe na niezmienionym poziomie (stopa refinansowa 4,25 proc.). Rynki spodziewają się obniżki we wrześniu, choć szefowa EBC Christine Lagarde była podczas konferencji po posiedzeniu powściągliwa jeśli chodzi o zapowiedzi przyszłych ruchów. Powiedziała, że będzie to zależeć od napływających danych. Ekonomiści PKO BP spodziewają się obniżki stóp w strefie euro we wrześniu i później jeszcze w grudniu.
* Po Komisji Europejskiej, teraz Rada UE ds. Gospodarczych i Finansowych zaakceptowała rewizję Krajowego Planu Odbudowy. Nie zmienia się kwota środków dla Polski (34,5 mld euro pożyczek i 25,3 mld euro dotacji), zmodyfikowano natomiast część reform i inwestycji. Bodaj najbardziej "medialną" jest zamiana obowiązku podwyżki opłat rejestracyjnych dla pojazdów spalinowych na dotacje dla nabywców pojazdów zeroemisyjnych. Inne zmiany dotyczą m.in. opieki zdrowotnej i sektora rolnego. Teraz Polska może złożyć dwa kolejne wnioski o płatności z KPO. Ministerka Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz planuje zrobić to na przełomie sierpnia i września.
* Ursula von der Leyen została wybrana na drugą kadencję na stanowisko przewodniczącej Komisji Europejskiej. Zapowiedziała już między innymi, że w pierwszych stu dniach nowej kadencji Komisji zaproponuje "Czysty Przemysłowy Ład". - Utrwalimy nasz cel 90 procent redukcji emisji CO2 do 2040 roku w europejskim prawie klimatycznym - zadeklarowała von der Leyen.
* "Na chwilę obecną nie ma planów zmiany w podatku akcyzowym od alkoholu. Chodzi tylko o tytoń" - powiedział minister finansów Andrzej Domański. Chodzi o planowaną podwyżkę akcyzy na papierosy, e-papierosy i inne wyroby, konsultowaną z przedsiębiorcami. Zgodnie z pierwszymi informacjami, w latach 2025-2027 wzrosty co roku sięgałyby 15-75 proc. Ministerka Zdrowia Izabela Leszczyna postuluje jeszcze wyższą ścieżkę podwyżek akcyzy za alkohol. Ta, zgodnie z ustawą z 2021 r., i tak rośnie o 5 proc. co roku do 2027 r.
* Jak podał portal Prawo.pl, do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej trafiły już pierwsze pytania prejudycjalne dotyczące kredytów złotowych. Na razie nie wiadomo, kiedy TSUE na nie odpowie. Pytania dotyczą tego, czy unijna dyrektywa konsumencka (93/13) w ogóle pozwala na badanie spraw dotyczących WIBOR-u, a jeśli tak, to czy można zakwestionować zapisy w umowach dotyczące tej stawki z uwagi na niewłaściwe poinformowanie konsumenta o ryzyku zmiennej stopy procentowej oraz wątpliwościach co do tego "nietransparentności". Prawnik zajmujący się sprawami frankowymi (oraz pierwszymi złotowymi) mec. Radosław Górski jest przekonany, że "wyroki stwierdzające nieważność wielu umów kredytów PLN+WIBOR są tylko kwestią czasu". Jednak o tym, że WIBOR był i jest wyznaczany prawidłowo, przekonane są nie tylko banki, nadzorcy rynkowi czy administrator tej stawki (GPW Benchmark), ale też np. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów".