Rada Polityki Pieniężnej zostawiła w środę stopy procentowe bez zmian - główna wynosi zatem wciąż 5,75 proc. i jest na tym poziomie od października ubiegłego roku. Teraz przewodniczący RPP i jednocześnie prezes Narodowego Banku Polskiego wyjaśniał przyczyny tej decyzji na konferencji prasowej. Kluczowe jest oczywiście to, jak widzi sytuację w kolejnych miesiącach i czy w Radzie zmieniło się nastawienie dotyczące momentu rozpoczęcia obniżek stóp.
Ekonomiści i analitycy czekali między innymi na komentarza Adama Glapińskiego dotyczące wpływu na przykład wzrostu cen energii na inflację oraz projektu przyszłorocznego budżetu państwa. I przede wszystkim oczywiście na wyznaczenie możliwego momentu rozpoczęcia dyskusji o obniżce stóp - o czym prezes powiedział pod koniec swojego wystąpienia. Zaczął od powrotu do (niezbyt odległej) przeszłości.
- Przypomnę, że w pierwszej połowie bieżącego roku osiągnęliśmy jako bank centralny, jako wszyscy Polacy, olbrzymi sukces. Myślę, że to nie wybrzmiało należycie mocno. Po bardzo silnym wzroście inflacji spowodowanym pandemią i wybuchem wojny, powtórzę: spowodowanym pandemią i wybuchem wojny, inflacja spadła do celu inflacyjnego NBP, czyli w okolice 2,5 proc. w ujęciu rok do roku. W pierwszej połowie roku inflacja wyniosła średnio 2,7 proc. - tak swoje wystąpienie zaczął prezes Glapiński. Następnie wrócił do nieco już historycznych odczytów inflacji z zimy i wiosny tego roku, kiedy inflacja rzeczywiście spadała, sięgając minimum - 2 proc. rok do roku - w marcu.
Z walki z inflacją wróciliśmy więc jako NBP i wszyscy Polacy z tarczą. Udało się nam tę hydrę inflacji pokonać i wrócić na bezpieczne wody
- kontynuował prezes, dodając, że działania NBP "były, są i będą podejmowane we właściwym momencie", odpierając podnoszące się jego zdaniem "różne głosy" krytykujące przeszłe decyzje RPP. Glapiński podkreślił, że proces dezinflacji nie wywołał też nadmiernych kosztów dla polskiej gospodarki, w tym rynku pracy.
Szef NBP przypomniał ostatni odczyt dynamiki PKB - w drugim kwartale polska gospodarka urosła o 3,2 proc. rok do roku, opierając się przede wszystkim na silniku konsumpcji (pisaliśmy więcej na ten temat w tym tekście: GUS podał szczegóły ws. PKB. Jeden silnik nagle ruszył. Ale zaskoczenie!). Glapiński zwrócił uwagę, że Polska wypada nieźle na tle strefy euro, a szczególnie Niemiec, które tkwią w stagnacji.
- Wskutek podwyżek cen nośników energii inflacja obecnie jest powyżej celu NBP. Dostępne prognozy wskazują, że na koniec bieżącego roku inflacja może nawet przekroczyć 5 proc. [...] Co więcej, dynamika cen może się jeszcze zwiększyć na początku 2025 rok u wraz z wygaśnięciem całkowitym działań osłonowych wobec cen nośników energii, ogrzewania, itd. Pojawiają się jednak zapewnienia ze strony rządu, z samego szczytu rządu, także ministra finansów, ze środki na utrzymanie tej resztki działań osłonowych będą zabezpieczone w budżecie na 2025 rok, co mogłoby obniżyć ścieżkę inflacji w przyszłym roku - mówił dalej prezes NBP. Zapowiedział, że jak będzie oficjalny projekt ustawy budżetu, NBP się do niego odniesie - na razie mamy tylko projekt tej ustawy
- Dopiero w 2026 roku, kiedy efekty podnoszenia cen energii zostaną wchłonięte przez gospodarstwa domowe, inflacja ma szansę powrócić do poziomu zgodnego z celem inflacyjnym. Zakładamy, że powróci - tak wynika z lipcowej inflacji - powtórzył.
Oczywiście, decyzję podejmuje nie prezes [NBP], a Rada Polityki Pieniężnej, 10-osobowa i przypominam, że decyzję na przykład o obniżeniu, na to jest jakaś presja i oczekiwanie, może nastąpić wcześniej. W przeszłości tak bywało. W sytuacji na przykład, kiedy inflacja jest podwyższona w stosunku do celu, ale ustabilizowana, nie ma tendencji już do wzrostu
- stwierdził. Według Adama Glapińskiego, w takiej sytuacji, przy projekcji zakładającej spadanie inflacji, w RPP może pojawić się dyskusja o obniżkach.
Prezes NBP wymienił główne obszary niepewności prognoz banku. Pierwszym z nich jest nadmierne ożywienie gospodarcze - inflacja może okazać się wyższa od zakładanej, jeśli polska gospodarka będzie rosnąć szybciej.
Co ciekawe, prezes opowiedział o swoich rozmowach w Jackson Hole w USA na niedawnym spotkaniu bankierów centralnych. - Wszyscy, z którymi się o Polsce będzie mówić, mówią o polskim cudzie gospodarczym. Bo to jest polski cud gospodarczy, do Polaków to nie dociera. Od wielu, wielu lat, niesłychanie szybki wzrost gospodarczy, na tle Europy, na tle świata - stwierdził.
Glapiński nie jest najwyraźniej zwolennikiem szybkiego wdrożenia w naszym czterodniowego tygodnia pracy. - Jak słyszę, że jest podejmowana dyskusja, żeby wprowadzić czterodniowy tydzień pracy w Polsce, no to sorry, trochę za wcześnie. My jesteśmy cały czas doganiającymi. Jak to ma być tylko dla urzędników, to jest to jaskrawo niesprawiedliwe.
Natomiast w ciągu 8-10 lat, jeśli nie zepsujemy czegoś, będziemy na dzisiejszym poziomie Wielkiej Brytanii, Francji, mając za sobą już dosyć daleko Włochy
- powtórzył to, co już w przeszłości mówił.
Jeśli chodzi o to, co nam ciąży, wymienił prawo. - System prawny, jakość wymiaru sprawiedliwości, przeciągające się procesy - mówię o gospodarczych sprawach - to jest słabość Polski - powiedział prezes NBP. Przypomniał, że niezależność banku centralnego "musi być święta". Później wrócił do wymieniania czynników ryzyka dla prognozy inflacji i omawiania sytuacji gospodarczej.
- Skłonność do konsumpcji w najbliższych kwartałach będzie bardzo ważna, my to uważnie obserwujemy. No i w którym momencie wreszcie, bo muszą się włączyć, dwa kolejne motory rozwoju, czyli inwestycje i eksport.
Kolejnym potencjalnym problemem dla obniżania inflacji jest wzrost płac. W przyszłym roku ma nie być już tak dynamiczny, co obniży presję inflacyjną. Podkreślił jednak, że ten scenariusz nie musi się spełnić, a szczególnie niepokojący pod tym względem jest sektor usług, gdzie pensje mogą nadal dynamicznie rosnąć. Trzecim czynnikiem ryzyka są rosnące ceny energii, które mogą wpłynąć na oczekiwania inflacyjne. - To sprawia, że konsumenci są skłonni płacić wyższe ceny, a sprzedawców i przedsiębiorców zachęca do kształtowania wyższych cen - wyjaśniał Glapiński.
- Po czwarte, czynnikiem ryzyka jest kształt polityki fiskalnej, której do końca nie znamy - prezes Glapiński (zgodnie z oczekiwaniami) odwołał się do projektu ustawy budżetowej i wysokiego deficytu. - Nie ma spadku deficytu. Nie jest to budżet zacieśnienia, jest to cały czas budżet bardzo hojny, otwarty, luźny - powiedział, przywołując konieczność sfinansowania wysokich potrzeb pożyczkowych rządu. Hojny budżet to też zagrożenie podwyższenia inflacji. Ostatnim czynnikiem ryzyka dla inflacji w Polsce jest koniunktura i inflacja za granicą. Prezes Glapiński zauważył, że stagnacja w Niemczech i niemrawy rozwój gospodarczy w strefie euro działa pozytywnie na stabilizację cen w Polsce.
Adam Glapiński przywołał też oczywiście sytuację polityczną, w tym konflikt w Ukrainie i inne rozwijające się na świecie. - Przygotowaliśmy do tego bank, na zły scenariusz. Mamy ogromne zasoby złota, które powiększamy cały czas, także w czasie wakacji nie spaliśmy i jeszcze je będziemy powiększać. To jest także bardzo ważny element bezpieczeństwa. Ale nie tylko bezpieczeństwa takiego, jakie się kojarzy z II wojną światową, [...] to jest bezpieczeństwo handlowe [...] nigdy się nie załamiemy, nigdy nie odmówimy płatności w terminie - zapewniał, podkreślając, że Polska jest w "specyficznym miejscu".
Dlatego potrzebujemy ogromnych rezerw, większych niż inne kraje z porównywalną wielkością, a jeszcze tego nie mamy
- powiedział, dodając, że nie jest to "idee fixe". Według jego słów, mniej więcej jedna trzecia tego złota trzymana jest w Nowym Jorku, jedna trzecia w Londynie i jedna trzecia w "bezpiecznym miejscu w Polsce".
Na koniec swojej wypowiedzi prezes przywołał najnowsze dane inflacyjne, z lipca i sierpnia, które wskazywały na wyższy już poziom wskaźnika, głównie z powodu wyższych cen energii. Przypomnijmy, w lipcu było to 4,2 proc. rok do roku, a w sierpniu 4,3 proc. Zauważył, że zgodnie z tym, co obecnie wiemy na pewno, co mamy prawnie, na początku przyszłego roku inflacja jeszcze może lekko wzrosnąć, wraz z wygasaniem tarcz osłonowych.
Ale z zapowiedzi rządowych wynika, że będzie tam działanie osłonowe i inflacja na początku przyszłego roku nie wzrośnie. Czyli szybciej nastąpi stabilizacja inflacji, a w perspektywie tego, że później ta inflacja ma spadać, szybciej nastąpi dyskusja w Radzie Polityki Pieniężnej o obniżce
- powiedział, podkreślając, że kluczowe jest ustabilizowanie inflacji i prognozy NBP przewidujące spadek w następnych kwartałach. Wtedy będzie można zacząć dyskusję o cięciach stóp.
Nastroje [w RPP] są bardzo dalekie od jastrzębich. Wszyscy są znużeni walką z inflacją, wysokimi stopami. Chętnie byśmy zakomunikowali społeczeństwu, kredytobiorcom: obniżamy stopy, jest już dobrze. Ale nie jest jeszcze dobrze, jeszcze jest gorączka, jeszcze trzeba ten antybiotyk podawać. Według tego co mamy w tej chwili na stole, ten moment może nastąpić po II kwartale przyszłego roku
- powiedział prezes, dodając, ze "około połowy przyszłego roku Rada będzie intensywnie dyskutować". W odpowiedzi na zadane pytanie dziennikarki doprecyzował, że "ma nadzieję, że to [dyskusja] będzie po marcu czy w marcu", dodając, że większość "bezpiecznie" mówi o połowie roku jako momencie rozpoczęcia rozmów o obniżkach stóp.