Chiny zmagają się aktualnie z zahamowaniem tempa wzrostu gospodarczego kraju. Jak omawialiśmy już w artykule: "Wszyscy wiedzą, co zrobić, ale nikt nie chce. Chiny nie mogą się odbić gospodarczo. O co chodzi?", podczas wtorkowej konferencji prasowej przewodniczący chińskiej Narodowej Komisji Rozwoju i Reform Zheng Shanjie w mało konkretny sposób odwołał się do owej trudnej sytuacji. Inwestorzy prędko zareagowali na jego słowa.
Jak poinformował "The Guardian", rozczarowanie chińskich inwestorów komunikatem Narodowej Komisji Rozwoju i Reform stało się widoczne za sprawą nagłych spadków na giełdzie. W środę 9 października indeks giełdowy Shenzhen Composite obniżył się o 8,2 proc. - notując największy spadek od maja 1997 r. Dodatkowo giełda w Szanghaju straciła 6,6 proc., indeks CSI 300 spadł o 7,1 proc., a indeks Hang Seng w Hongkongu o 1,4 proc.
Gwałtowne zmiany giełdowe doprowadziły do reakcji ze strony władz. Biuro Informacyjne Rady Państwa podało, że w sobotę zorganizuje konferencję ws. "zintensyfikowania antycyklicznych dostosowań polityki fiskalnej w celu promowania wysokiej jakości rozwoju gospodarczego", w której weźmie udział chiński minister finansów Lan Fo'an.
Przypomnijmy, że według Zheng Shanjie Chiny mają być "w pełni przekonane", że uda im się osiągnąć roczny cel rozwoju gospodarczego - czyli wzrost PKB sięgający 5 proc. Wokół tej kwestii krąży jednak wiele obaw, a inwestorzy zwracają uwagę także na inne problemy, z którymi mierzą się aktualnie Chiny.
Jeden z nich ma stanowić walka o cła z Unią Europejską. Wszystko zaczęło się, gdy zaledwie kilka dni temu Komisja Europejska poinformowała, że kraje członkowskie zagłosowały za nałożeniem cła na import chińskich pojazdów elektrycznych. Chiny postanowiły więc odpowiedzieć poprzez wprowadzanie "tymczasowych środków antydumpingowych" na produkty brandy importowane z UE. Już od piątku europejscy producenci alkoholu będą musieli wpłacać przez to tzw. kaucje zabezpieczające na rzecz chińskich organów celnych. KE chce zakwestionować tę decyzję.