Słyszeliście o "Nowym Federalnym Państwie Chin"? To inicjatywa, która miała na celu budowę ruchu politycznego, który będzie konkurentem dla Komunistycznej Partii Chin (KPCh). Stojący za nią Guo Wengui dawał sobie trzy lata na zmianę reżimu i demokratyzację Państwa Środka. Jeśli takie tempo zmian wydaje wam się szalone, to wasze przeczucia są dobre. Bo choć cel wydaje się szczytny, to jak zawsze, kluczowe jest to, kto za nim stoi. Nie jest to bowiem oddolna inicjatywa obywateli, którzy mają dość chińskiego rządu. Guo Wengui to miliarder, który przy projekcie Nowego Federalnego Państwa Chin współpracował ze Stevenem Bannonem, skrajnie prawicowym i wieloletnim współpracownikiem oraz doradcą Donalda Trumpa. Bannon poznał Guo podczas wyborów w 2016 r., gdy był szefem kampanii Trumpa. Zaczął go wówczas nazywać "Donaldem Trumpem Pekinu".
W Chinach łapówki są uznawane za część systemu, a w 2014 roku Guo uciekł z Chin do USA, gdy dowiedział się, że ma zostać aresztowany m.in. za korupcję, choć zarzuty długo były niejawne. Miliarder utrzymuje, że była to zemsta KPCh i uruchomił medialną ofensywę, udzielając wywiadów i publikując wpisy na Twitterze, zarzucające Chinom nieskuteczną walkę z korupcją.
Po ucieczce z Chin zamieszkał na Manhattanie, w luksusowym apartamencie za 68 milionów dolarów na 18. piętrze, z widokiem na Central Park. Jego wniosek o zakup penthouse’a w ekskluzywnym budynku przy Piątej Alei zawierał osobistą rekomendację Tony’ego Blaira, byłego premiera Wielkiej Brytanii, który miał napisać, że miliarder jest "uczciwy, bezpośredni i ma nienaganny gust". W Stanach Zjednoczonych Guo zyskał sojuszników w postaci Stevena Bannona oraz Rudiego Giulianiego, prawnika Donalda Trumpa. Guo miał przelać obu mężczyznom, zaangażowanym w próby unieważnienia wyborów w USA w 2020 roku, setki tysięcy dolarów.
Jego powiązania z politykami w Chinach ujawniła chińska dziennikarka Hu Shuli, wykazując, że Guo wykorzystywał znajomości z Ma Jianem, byłym wiceministrem chińskiej agencji wywiadowczej, do realizacji swoich interesów biznesowych, rzekomo przekupując go równowartością 8,7 mln dolarów. W odpowiedzi Guo oskarżył Shuli o korupcję i udział w spisku sięgającym szczytów władzy. Wengui miał spory posłuch, sięgający kilkuset milionów ludzi, dlatego też jego wypowiedzi były szczególnie drażliwe dla Xi Jinpinga, przewodniczącego KPCh.
Wengui walcząc z KPCh ujawnił nagranie, w którym szczegółowo opisano groźby jego partnerów biznesowych, którzy mieli mówić, że "pobiją go na śmierć", sugerując, że Guo był tylko jedną z ofiar systemu. Twierdził również, że po jego pierwszym wystąpieniu publicznym po ucieczce z Chin, z apartamentu w hotelu Four Seasons w Hongkongu porwano innego prominentnego miliardera, Xiao Jianhua’ego, który miał być jego znajomym i łączyły ich wspólne interesy z liderami KPCh.
Miliarder potwierdził w rozmowie z AFP, że w jego nowojorskim apartamencie odwiedzili go agenci chińskiego wywiadu. Jak mówił, chcieli go uciszyć, by nie mówił o korupcji w chińskim rządzie, na co miał rzekomo 100 godzin nagranych rozmów. W owym czasie ubiegał się o azyl polityczny, którego jednak nie otrzymał. Twierdził, że ma paszporty 11 krajów, ale nie jest jasne, dlaczego udał się do USA, gdzie początkowo przebywał na wizie turystycznej.
- Chcę spróbować i mieć rządy prawa, demokrację, wolność. To mój ostateczny cel… zmiana reżimu - mówił AFP trzy lata po przybyciu do USA. Twierdził, że ten pomysł dojrzewał w nim przez 28 lat, co było związane z osobistą tragedią - jego brat miał zginąć po protestach na placu Tiananmen. Po spacyfikowaniu demonstracji studentów, których Wengui rzekomo wspierał finansowo (przekazał im ponoć równowartość tysiąca dolarów, wówczas jeszcze sprzedawał elektronikę i nie był tak zamożny), policja miała przybyć do jego biura i strzelać w stronę jego żony, którą brat zasłonił własnym ciałem.
Sam Guo miał być wówczas aresztowany i skazany na 22 miesiące więzienia i to wtedy miał podjąć decyzję, że chce walczyć o zmiany. Chińskie władze jednak twierdzą, wbrew jego słowom, że nie zamknięto go za działalność rewolucyjną, a pod zarzutem oszustwa związanego z handlem ropą naftową. "The New Yorker" pisał ponadto, że Wengui trafił do aresztu tydzień przed wydarzeniami na Tiananmen, a to w więzieniu miał podjąć decyzję o zmianie systemu.
Guo Wengui wzbogacił się na nieruchomościach, otrzymując rządowe kontrakty infrastrukturalne przed Igrzyskami Olimpijskimi w Pekinie w 2008 roku. W 2006 roku udało mu się zbudować Pangu Plaza dzięki dostarczeniu policji sekstaśmy zastępcy burmistrza, który blokował inwestycję. W szczytowym okresie był 73. najbogatszą osobą w Chinach, a w 2017 roku szacował swój majątek w ojczyźnie na 17 miliardów dolarów. Już wtedy bywał w Mar-a-Lago, rezydencji i centrum dowodzenia Donalda Trumpa.
Jego ekstrawagancki styl życia był szeroko komentowany. "New York Times" pisał w 2017 roku: "Chiny mają więcej miliarderów niż jakikolwiek inny kraj, może poza USA, ale żaden nie jest tak otwarty i ekstrawagancki jak pan Guo. Ma skłonność do publikowania zdjęć w legginsach i kamuflażu, wykonując planki i inne ćwiczenia. Popija stare francuskie wino przed zdjęciem szympansa w okularach lotniczych, palącego papierosy w jego londyńskim biurze i lubi chwalić się prywatnymi odrzutowcami, którymi często lata przez Atlantyk". Ten sam artykuł cytował Amerykanina, który opisał go jako "sympatycznego człowieka". Na myśl przychodzi od razu wówczas podobnie postrzegana postać Elona Muska. Jednak od tego czasu nastroje na świecie się zmieniły, a miliarderzy coraz rzadziej są bohaterami, a częściej są krytykowani.
Guo Wengui dał się poznać sąsiadom z Manhattanu jako prawicowy prowokator, szerzący teorie spiskowe m.in. na temat szczepień i wątpliwych sposobów leczenia COVID-19. Był również oskarżany o bycie podwójnym agentem współpracującym albo z FBI, albo z chińskim rządem. Ale sąd, który rozpatrywał sprawę sporu biznesowego Wengui’ego z inną firmą pozostawił tę kwestię nierozstrzygniętą, po tym, jak takie zarzuty wysunęła w jego stronę prywatna agencja wywiadowcza, która działała na zlecenie jego oponentów. Mogła na to jednak wskazywać jego współpraca ze wspominanym już Ma Jianem, który był szefem chińskiego kontrwywiadu.
Guo jako biznesmen miał idealną przykrywkę, by działać jako agent. Jak twierdzi, odbył podróże, w których był łącznikiem z Dalajlamą, uważanym przez KPCh za niebezpiecznego separatystę. CIA twierdzi, że w hotelu Guo czasem organizowano spotkania tajnych służb. Zresztą Wengui, gdy zaczął spotykać się z chińskimi urzędnikami, robił to pod pseudonimem Mile Kwok. I choć początkowo wydawało się, że miliarder specjalnie wyolbrzymia informacje o chińskim rządzie, to osoby, które się z nim spotykały, były pod wrażeniem jego dostępu do informacji o KPCh. Wengui kontaktował się wówczas z wieloma postaciami, m.in. z Henrym Kissingerem i politykami z Makau i Hongkongu. Gdy uciekł do USA, zaczął współpracę z FBI. Mimo to, CIA było pod mniejszym wrażeniem Guo, uznając, że nie można mu ufać w kwestii dochowywania tajemnic.
Gdy Wengui zaczął swoją ofensywę i zdobył wielu obserwujących oraz popleczników, twierdził, że zaczyna się "ruch sygnalistów". Były to wówczas prawdziwe rewelacje, ujawnione w kluczowym momencie, tuż przed XIX Zjazdem Partii w Chinach, gdy miano wyłonić następcę Xi Jinpinga (a który ostatecznie zacementował swoją władzę w bezprecedensowy sposób). Powszechnie uważano, że to sabotaż, a może nawet celowe działanie Amerykanów, którzy chcieli zakłócić "koronację" Xi. To po tym wydarzeniu wydano na niego czerwoną notę Interpolu.
Jeśli Guo Wengui miał jakąś protekcję ze strony USA, to stracił ją w 2023 roku. Wówczas amerykańskie władze aresztowały go za defraudację 1 miliarda dolarów. Łącznie postawiono mu 12 zarzutów. Podobnie jak w Chinach oskarżono go o pranie pieniędzy oraz oszustwa elektroniczne, bankowe i giełdowe. Guo wraz ze wspólnikiem Kin Ming Je pieniądze wyłudzał od swoich obserwatorów i zwolenników.
Do umożliwienia powyższych oszustw założył dwie organizacje, które miały rzekomo działać w charakterze non-profit: Rule of Law Foundation i Rule of Law Society. Wengui wykorzystał je do gromadzenia zwolenników, którzy podzielali jego rzekome cele polityczne w Chinach i którzy byli również skłonni uwierzyć w jego oświadczenia dotyczące inwestycji i możliwości zarabiania pieniędzy. Wszystkim miał zarządzać był Kin Ming Je, który korzystał z wielu spółek i instrumentów inwestycyjnych i był głównym specjalistą od prania pieniędzy - podawał Departament Sprawiedliwości USA.
W sądzie Guo bronił się, że nie zrobiłby tego, ponieważ nie brakuje mu pieniędzy, a takie działanie podważyłoby jego wysiłki walki z KPCh. - To po prostu nielogiczne i wbrew zdrowemu rozsądkowi - mówiła jego obrończyni Sabrina Schroff w sądzie. Oskarżyciel twierdzi jednak, że miliarder obiecywał inwestorom udziały w jego firmach medialnych, kryptowaluty i członkostwo w ekskluzywnych klubach, ale zamiast tego korzystał ze zgromadzonych środków do finansowania swojego luksusowego życia. Kupił m.in. jacht za 37 mln dolarów, samochód Bugatti za 4 mln i rezydencję w New Jersey za 26 mln dolarów. 100 mln dolarów miało trafić na fundusze hedgingowe wysokiego ryzyka. Miał też nabyć perskie dywany o wartości 1 mln dolarów. Rząd od września 2022 roku zdołał zabezpieczyć 634 mln dolarów z 21 różnych kont powiązanych z Guo.
Warto też wspomnieć, że w 2022 roku grupa medialna GTV Media Group, należąca do Guo, zgodziła się zapłacić 539 mln dolarów amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC), w ramach ugody w sprawie pozwu. Firmie zarzucano wprowadzanie inwestorów w błąd w ramach programu inwestycyjnego opartego na kryptowalutach. Nie przyznała się do winy w tej sprawie.
W lipcu 2024 Guo został uznany za winnego 9 z 12 zarzutów. Wyrok miał być ogłoszony 19 listopada 2024 roku, ale w związku ze wnioskami obrony kilkukrotnie go już przekładano i obecnie zaplanowano ogłoszenie kary dla miliardera na 20 stycznia 2026 roku. Za współudział w tej samej sprawie 6 stycznia 2025 roku skazano na 10 lat więzienia szefową sztabu Guo, Yvette Wang, która przyznała się do winy i zgodziła się zwrócić 1,4 mld dolarów.