Strach w branży. Obawiają się nowych uprawnień PIP. "Parędziesiąt lat do nadrobienia"

Kacper Kolibabski
- Konkurujemy na bardzo trudnym rynku i mamy parędziesiąt lat do nadrobienia względem zachodniej konkurencji - mówi nam przedstawiciel pracodawców IT, pytany o to, czy branży należą się ulgi. Ta obawia się skutków nowych uprawnień Państwowej Inspekcji Pracy do zmiany śmieciówek na etaty.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

Nie od 1 stycznia 2026 roku, ale - według ostatnich doniesień mediów - prawdopodobnie rok później PIP może zyskać nowe uprawnienia. Bez sądu, zwykłą decyzją administracyjną, Inspekcja będzie mogła zamienić umowę cywilnoprawną (która często de facto jest umową śmieciową) na etat, jeśli zachodzi stosunek pracy. Czyli, jeśli to szef wyznacza ci godziny i miejsce pracy oraz zadania i obowiązki, to zgodnie z prawem powinieneś mieć umowę o pracę. Branża IT podniosła alarm, że będące obecnie w fazie międzyresortowych uzgodnień przepisy grożą destabilizacją sektora cyfrowego w Polsce. To nie pierwsze głosy krytyczne wobec planowanych zmian, w październiku przed reformą ostrzegała Konfederacja Lewiatan, organizacja reprezentująca przedsiębiorców.

Software Development Association Poland, reprezentujące z kolei pracodawców z IT, wystosowało konkretne postulaty w sprawie zmian w zapowiadanej od dawna reformie. Kontrowersyjne argumenty organizacji omówiliśmy z dr Iwo Augustyńskim pod TYM adresem. Do SoDA skierowaliśmy też kilka pytań, a odpowiedzi na nie z krótkim komentarzem (po bardziej rozbudowany komentarz zapraszamy do powyższego tekstu) zamieszczamy poniżej. 

Zobacz wideo Chcesz zacząć przygodę z programowaniem? Te aplikacje mogą być pomocne

Kacper Kolibabski, Next.Gazeta.pl: Krytyka reformy ze strony SoDA opiera się m.in. o to, że PIP będzie mógł zmienić umowę cywilnoprawną na etat bez zgody zainteresowanych. Czy są państwo zaznajomieni ze słowami głównego inspektora pracy Marcina Staneckiego? "Nasza propozycja jest taka, żeby reagować tylko na skargi i w odpowiedzi na nie weryfikować, czy w kwestionowanym przez zatrudnionego kontrakcie i sposobie jego wykonywania są elementy charakterystyczne dla stosunku pracy. (...) W praktyce okazało się, że uszczęśliwianie etatami na siłę się nie sprawdza" - mówił cytowany w Money.pl za PAP główny inspektor pracy Marcin Stanecki. Proszę o odniesienie się do tych słów.

Tomasz Szymański, CEO SoftwareMill, ekspert SoDA: SoDA jest pod wielkim wrażeniem dorobku pana Marcina Staneckiego i zgadzamy się z jego rozsądnym i pragmatycznym podejściem. Jego słowa odbieramy jako bardzo potrzebny głos rozsądku i chcielibyśmy, aby takie podejście znalazło się po prostu w proponowanej ustawie. Dziś Głównym Inspektorem Pracy jest pan Stanecki, ale osoby, zwłaszcza na wysokich stanowiskach się zmieniają i jeśli ustawodawca pozostawi tę kwestię w ramach dobrej woli urzędników, to pragmatyczne i rozsądne podejście może się zmienić z dnia na dzień, a to może być bardzo groźne dla prowadzenia biznesu.

Jeśli branży grozi destabilizacja przez wzgląd na dopasowanie umów pracowników do faktycznego stanu zgodnego z prawem, jak zapowiada PIP, to oznacza, że duża część branży byłaby nierentowna, gdyby przestrzegała przepisów dotyczących stosunku pracy?

Nie, ponieważ zarówno zatrudniając pracowników na Umowę o Pracę, jak i w oparciu o B2B, firmy przestrzegały obowiązujących przepisów prawa. Umowy te były częścią krajobrazu biznesowego i my jako przedsiębiorcy, robiliśmy wszystko, aby były one zgodne z aktualnie obowiązującym prawem.

Komentarz redakcji: Warto przypomnieć, że nie każda umowa cywilnoprawna zostanie zamieniona na etat, chodzi jedynie o umowy osób, w przypadku których występuje stosunek pracy, tj. pracodawca wyznacza miejsce i czas pracy oraz przydziela obowiązki. W takim przypadku prawo wymaga, by pracownik był zatrudniony w oparciu o umowę o pracę, jeśli tak nie jest, mamy do czynienia ze śmieciówką. Toteż firma, która nie złamała tych przepisów, nie ma się czego obawiać. A jak wynika ze słów Szymańskiego, branża IT dokładała starań, by tak nie było. Skąd więc ostrzeżenia SoDA wobec nowych uprawnień PIP? O tym mówił nam dr Iwo Augustyński we wspominanym artykule, który powątpiewa, czy reforma w ogóle coś zmieni. 

Tomasz Szymański, SoDA: Polski rynek pracy jest dziś niejednorodny - są firmy działające lokalnie, stacjonarnie; są firmy zmuszające nisko wykwalifikowaną kadrę do pracy na tzw. śmieciówkach, pozbawiających ich prawnych zabezpieczeń od różnych życiowych sytuacji, na kwotach niepozwalających na zbudowanie poduszki finansowej. Branża IT odznacza się inną specyfiką, działa globalnie, konkuruje z całym światem, a produkty, które powstają w jej ramach, budują rzeczywistość, w jakiej wszyscy dzisiaj mieszkamy. Ten "cyfrowy świat" tworzą ludzie świadomi swojej wartości na rynku pracy, ale żeby ich zatrudniać, nasze polskie firmy muszą być konkurencyjne i oferować warunki, które pozwolą tym osobom nie odstawać znacząco od specjalistów z innych krajów Europy czy świata. Są to również ludzie oczekujący elastyczności co do miejsca i czasu pracy, a co za tym idzie - możliwości pogodzenia pracy ze swoim życiem prywatnym. Dotychczasowe obciążenia kosztów pracy pozwały nam na oferowanie atrakcyjnych stawek na globalnym rynku IT, a także płacenie bardzo wysokich wynagrodzeń specjalistom, którzy są rozchwytywani przez międzynarodowe korporacje, za którymi stoją olbrzymie pieniądze, do których polskie przedsiębiorstwa nie mają dostępu. Koniec końców firmy pracują na marżach rzędu 10 proc. co pozwala wyłącznie na zrównoważony rozwój. Należy pamiętać, że regulacje dotkną polskich zleceniodawców, ale już nie tych np. z USA. Osoby, które współpracują na zasadach B2B to przeważnie wysoce wykwalifikowani specjaliści, zwykle pracujący zdalnie, dla których współpraca bezpośrednio z podmiotem z USA nie będzie problemem - czy PIP zamierza również kontrolować amerykańskie firmy importujące usługi z Polski? 

SoDA zwraca uwagę, że nowe przepisy są niezgodne z dotychczasową polityką państwa, które przyznawało sektorowi IT różnego rodzaju ulgi. Jak długo zdaniem SoDA powinny obowiązywać te ulgi? Samo ich istnienie w przeszłości nie oznacza przecież, że nie mogą zostać już nigdy zniesione, by państwo pozostało wierne wcześniejszej polityce, jak tłumaczył nam dr Iwo Augustyński. Czy nie uważają państwo, że ulgi powinny być dostosowane do danej sytuacji i nie powinno się wnioskować konieczności ich wprowadzenia na podstawie przeszłości?

Trudno jest nam odpowiedzieć jakie były dokładnie powody wprowadzania pewnych preferencyjnych warunków dla firm z sektora ICT przez kolejne rządy, ale powody dla których warto je utrzymać to:

  • Polskie przedsiębiorstwa wysokich technologii rozpoczęły udział w globalnym rynku dopiero po transformacji ustrojowej i bez wsparcia państwa trudno jest im nadganiać światowych gigantów.
  • Sprzedaż usług wysokich technologii to zasoby wyspecjalizowane i odnawialne - budując duże spółki sektora ICT tworzymy miejsca, które będą w stanie wyszkolić specjalistów ale przede wszystkim będą w dłuższej perspektywie częścią nowoczesnej polskiej gospodarki. W przeciwieństwie do, na przykład, sektora węglowego, który się kiedyś skończy.
  • Konkurencja bliska geograficznie, jak Rumunia czy Bułgaria, wprowadza różnego rodzaju ulgi, z którymi my musimy się mierzyć, bo zwykle stając do globalnych przetargów jesteśmy przez klientów z USA czy Zachodniej Europy traktowani podobnie, o tanich usługach z Indii tylko wspomnimy.

Podsumowując - konkurujemy na bardzo trudnym rynku i mamy parędziesiąt lat do nadrobienia względem zachodniej konkurencji. Należy też rozgraniczyć pojęcie ulg i prawa do pracy w różnych formach - mniejsze obciążenie osób pracujących na własny rachunek wynika ze znacznie zwiększonego ryzyka jakie one świadomie ponoszą. Nie wymagamy przecież od państwa wpisania do konstytucji IP-BOX czy estońskiego CITu, tylko podstawowej zasady prawa do wyboru formy współpracy - artykuł 353 Kodeksu Cywilnego gwarantujący nam zasadę swobody umów towarzyszy nam od początku III Rzeczpospolitej.

Czy ulgi powinny przysługiwać tylko firmom, które kogoś zatrudniają, czy również programistom? Jeśli tak, to dlaczego?

W Polsce istnieje pojęcie Jednoosobowej Działalności Gospodarczej i SoDA stoi na stanowisku, że z zasady każda duża firma musiała być kiedyś firmą małą. Dlatego, o ile nie ma to jakiegoś szczególnego uzasadnienia, państwo powinno traktować wszystkie firmy jednakowo.

Reforma PIP jest zapowiadana od dawna, ale jednak branża IT i tak domaga się pilotażu i okresu przejściowego. Skąd takie postulaty? Dlaczego zdaniem państwa PIP miałaby prowadzić pilotaż programu, który ma dostosować umowy do stanu prawnego? Nie mówimy w końcu o programie dopłat, czy stymulacji rynku, którego skutki mogą być nieznane. Pomysł na okres przejściowy, gdy firma po kontroli PIP miałaby kilka miesięcy na zmianę umowy na etat, też wydaje się kontrowersyjny, bo to okres, w którym firma dalej może łamać prawo. Skąd więc ten pomysł?

Teza, jakoby o reformie wiadomo było od dawna, jest interesująca. Myśmy się o propozycjach ustawodawczych dowiedzieli razem ze wszystkimi we wrześniu tego roku. Reforma PIP zapowiadana jest od dawna, jednak pomysły zmian zgłoszone zostały niedawno - trudno jest się przygotowywać do czegoś, kiedy nie wie się, co to ma być. Zresztą pomysły ministerstwa w przeciągu ostatnich parunastu tygodni zmieniły się diametralnie - od pierwszych pomysłów pełnego ozusowania umów B2B, do reformy Państwowej Inspekcji Pracy, która zresztą też już dosyć znacznie zmieniła swoją formę, a że nie trafiła jeszcze do prac sejmowych, zakładamy, że zmieniać się będzie dalej.

Komentarz redakcji: Ozusowanie umów cywilnoprawnych było jednym z kamieni milowych KPO (A71G). Polska jednak podczas rewizji zawnioskowała o zmianę tego punktu na reformę z uprawnieniem do wydawania decyzji administracyjnych o przekształceniu umów cywilnoprawnych w umowy o pracę. Rząd przyjął uchwałę w tej sprawie w styczniu, a więc nie kilkanaście tygodni, a 10 miesięcy temu. 

Tomasz Szymański, SoDA: SoDA nie chce omijać prawa, nie boimy się wprowadzania etatów, jeśli będzie taka wola polityczna - chodzi nam o to, aby zasady te były jasne i klarowne i żebyśmy jako przedsiębiorcy wiedzieli, gdzie według ustawodawcy kończy się B2B a zaczyna się etat - i żeby to była wiedza powszechna i jasna, a nie arbitralna decyzja konkretnego urzędnika. W takich warunkach będziemy mogli prowadzić biznesy, płacić wynagrodzenia i odprowadzać podatki do kasy państwa. Pomysł na pilotaż wziął się z tego, że jeśli mamy zmienić aktualne, zaakceptowane od lat, zasady gry na rynku, to zróbmy to etapami, tak by przedsiębiorstwa miały szansę przystosować się do nowej rzeczywistości nakreślonej przez rząd, a nie, aby decyzjami urzędników nakładać haracze na firmy w postaci wieloletnich składek na umowach, które przez lata były w świetle prawa prawidłowe, a nagle zmienił się klimat.

Komentarz redakcji: Ustawodawca nie pozostawia wątpliwości, że etat zaczyna się wtedy, gdy występuje stosunek pracy, o czym przeczytamy na trzeciej stronie uzasadnienia, dostępnego w Rządowym Centrum Legislacji. 

Czy powyższe postulaty wynikają z nieprzygotowania branży do reformy? Wiadomo od niej od dawna, czy zatem sektor IT w jakiś sposób przygotował się do tych zmian?

Ministerstwo wprowadziło zmiany (do projektu - red.), które budziły coraz większe wątpliwości. Zmienność pomysłów i środowiska biznesowego jest dla nas, przedsiębiorców, najgorsza. Naprawdę wystarczy nam zmienność rynku, kursu dolara, wojna za miedzą. Chcielibyśmy mieć poczucie, że rząd jest po naszej stronie i traktuje nas jak partnerów, a nie wrogów. Nasze postulaty to wynik zaniepokojenia, ale też próba zapanowania nad tymi zmianami i właśnie przygotowania się do nich.

Kacper Kolibabski
Więcej o: