Serwis Zaufana Trzecia Strona informuje, że właściciele warszawskich restauracji stali się obiektem ataku przestępców. Osoba, posługująca się nazwiskiem "Erik Wei", rozsyła wiadomości e-mail, w których grozi paraliżem działalności lokali.
Szantażyści żądają haraczu w wysokości 25 bitcoinów, co stanowi równowartość ok. 100 tys. złotych. Grożą, że jeśli nie otrzymają pieniędzy, będą wywoływać alarmy bombowe w trakcie trwania imprez. Policja ma być informowana o zagrożeniu. A to może wiązać się z kosztami, bo służby będą zmuszone zareagować. Czyli zamknąć lokal.
Czytaj też: Cena bitcoina ostro w górę. Ponad tysiąc dolarów.
Polscy przedsiębiorcy mogą czuć się postawieni pod ścianą, bo w e-mailu jest jeszcze jedna groźba: środki muszą zostać przelane w ciągu 72 godzin, albo wysokość okupu wzrośnie do 250 bitcoinów, czyli blisko miliona złotych.
Przestępcy chcą wpłaty w kryptowalucie nie bez powodu. Bitcoiny, przelewane pomiędzy różnymi wirtualnymi portfelami, mogą być bardzo trudne do wyśledzenia. Służbom utrudnia to ustalenie kto znajduje się na końcu łańcuszka.
Wiele wskazuje na to, że przestępcy nie żartują. Restauratorzy m.in. z Łotwy i Estonii w grudniu zeszłego roku byli szantażowani w podobny sposób.
Sprawdziliśmy informacje o alarmach bombowych w sąsiednich krajach i istotnie miały one miejsce. [...] Na konferencji łotewskiej policji poświęconej atakom poinformowano, że właściciele ewakuowanych obiektów otrzymywali groźby drogą elektroniczną a sprawa dotyczy aż pięciu różnych krajów.
- wyjaśnia Zaufana Trzecia Strona.
Stanowisko policji w podobnych przypadkach jest jednoznaczne: szantażystom nie wolno płacić, a przestępstwo, bez względu na to jaką drogą padła groźba, należy zgłosić. Przestępcy, którzy raz dostaną pieniądze, mogą wrócić po więcej.
Zobacz także WIDEO: Hala Koszyki gotowa i robi ogromne wrażenie! Dyrektor Hali pokazał nam wnętrza