Krzemowa kurtyna Bidena legła w gruzach. Ten ruch Chińczyków daje niesamowitą przewagę. Co zrobi Polska?

Kacper Kolibabski
- Nie da się na dłuższą metę obronić miliardowych rund inwestycyjnych i projektów typu Stargate, jeśli można mieć za darmo działający model na poziomie najbardziej rozwiniętych usług amerykańskich - tak ekspert od technologii, Artur Kurasiński, komentuje dla Next.Gazeta.pl wypuszczenie przez Chiny za darmo potężnych modeli sztucznej inteligencji.
DeepSeek, zdjęcie ilustracyjne
Fot. REUTERS/Dado Ruvic

W ostatnich tygodniach branża AI przeżywa krytyczny dla niej okres. Najpierw Joe Biden spuścił na świat krzemową kurtynę i wprowadził ostre restrykcję na import procesorów graficznych, na których stawia się modele sztucznej inteligencji. Amerykańska Nvidia zgarnęła dla siebie 90 proc. rynku, więc limity dotyczące sprzedaży chipów AI są dla całego świata naprawdę dotkliwe, nawet dla samej Nvidii. Następnie, gdy tylko Trump zastąpił Bidena, ogłosił wielki pakiet inwestycji prywatnych o wartości 500 mld dolarów w technologię AI w ramach projektu Stargate. Wydawało się, że Amerykanie zaszachowali cały świat i na długie lata zapewnili sobie strategiczną przewagę w obszarze sztucznej inteligencji. Nie dość, że ich algorytmy wydawały się wyprzedzać konkurencję o kilka długości, to na dodatek zdominowali rynek hardware'u i zaplanowali olbrzymie inwestycje, które pozwoliłyby im jeszcze bardziej uciec od reszty stawki. Przerażenie całego świata i ekscytacja Amerykanów nie potrwały jednak długo, bo niecały tydzień po zaprzysiężeniu Trumpa, Chiny postanowiły zerwać krzemową kurtynę.

Zobacz wideo Byliśmy na targach CES 2025. Rządzi tu AI, ale jest też trochę ściemy

Wielki Model Chiński. Wykradli ogień bogów z Doliny Krzemowej 

Najpierw firma DeepSeek wypuściła na licencji open source model DeepSek-R1, który w kilku testach przewyższył ChataGPT. Jego autorzy twierdzili, że wytrenowanie go kosztowało ledwie 6 mln dolarów. Te liczby można wsadzić między bajki i mowa raczej o 100-150 mln dolarów. To jednak i tak o rząd wielkości mniej niż wydają amerykańskie big techy - Meta inwestuje w AI około 65 mld dolarów rocznie, a OpenAI (twórcy ChataGPT) - co najmniej 50 miliardów. 

Chiny na podstawie danych ukradzionych z OpenAI stworzyły lepszy model językowy, którego koszt stworzenia jest wiele rzędów wielkości tańszy

- mówi w rozmowie z Next.Gazeta.pl Artur Kurasiński, ekspert od technologii, autor podcastu Technofobia.

Inwestorzy na te informacje zareagowali popłochem. Kapitalizacja Nvidii zmniejszyła się aż o 500 miliardów (sic!) dolarów, spadki jeszcze przed otwarciem rynków oscylowały w granicach kilkunastu procent. Chiny być może wyświadczyły światu przysługę i przebiły bańkę spekulacyjną jaka narosła wokół sztucznej inteligencji. Czas pokaże.

Po kilku dniach DeepSeek wbił amerykanom kolejną szpilkę i wydał jeszcze jeden model AI, tym razem multimodalny (czyli potrafiący robić więcej rzeczy, niż tylko generować tekst), który jest w stanie tworzyć obrazy na podstawie promptów i w niektórych testach wypada lepiej niż Stable Diffusion oraz DALL-E

Oto wykradliśmy dla Was ogień bogów z Doliny Krzemowej, jesteśmy waszym Prometeuszem

- napisał na X Leszek Bukowski, filozof, ekspert od AI. 

Chińczycy pokazali więc światu, że można stworzyć wydajną AI za mniejsze pieniądze, niż robi to Dolina Krzemowa. Jaki mogli mieć w tym interes? Artur Kurasiński podejrzewa, że być może w ten sposób chcieli pokazać, że uniemożliwienie Chinom zakupu kart Nvidii nie powstrzyma ich przed rozwijaniem swojej technologii, że pomimo blokowania im zakupu hardware'u są w stanie pokonać USA w ich grze.  

DeepSeek pokazał, że stworzone przez amerykański rząd zapory technologiczne nie działają - nie jest ważne, za ile High-Flyer (czyli fundusz hedgingowy, który jest twórcą tego modelu) kupił karty przed banem, nie jest też ważne, czy po cichu kupował je, kiedy w teorii Chińczycy byli odcięci od kart Nvidii, nie liczy się, za ile wytrenował swój model. Ważne jest tylko to, że był w stanie to zrobić mały gracz, firma zatrudniająca 160 naukowców z budżetem mniejszym wielokrotnie od takich potęg jak OpenAI, Meta czy Google

- komentuje Kurasińki. 

Chińska lekcja na temat demokracji

DeepSeek oba swoje modele AI udostępnił na licencji open source, co oznacza, że każdy może pobrać i korzystać z kodu stworzonego w Chinach bez ograniczeń. To kolejny cios w hiperkapitalistyczne big techy, które stają na rzęsach, aby zmonetyzować swoje modele AI. ChatGPT pełnię swoich możliwości pokazuje bowiem dopiero, gdy zapłacimy za dostęp do wersji Pro.

Chiny zdemokratyzowały AI, wypuszczając pierwszy tak potężny model językowy, który jest w 100 proc. open source

- mówi Kurasiński. 

Dzięki Chińczykom każdy może pobrać i postawić na własnym serwerze potężny model AI, nikomu nic nie płacąc i odcinając się od serwerów zewnętrznych dostawców, co uniemożliwia im śledzenie naszych interakcji z modelem. Oczywiście, jeśli sami odpowiednio go zabezpieczymy, bo na własnym serwerze to już nasze zmartwienie - tłumaczy Kurasiński. Zapewnia jednak, że jeśli model zostanie postawiony lokalnie, to nikt nie ma możliwości szpiegowania nas na szeroką skalę. Kurasiński twierdzi, że to prawdziwa rewolucja, ponieważ postawienie takiego modelu na własnym serwerze zapewnia nam w 100 proc. bezpieczną i stabilną, a co najważniejszą bezkosztową infrastrukturę. 

Serwer postawią jednak nieliczni, najczęściej pewnie skorzystają z tej możliwości różnej maści podmioty, jak korporacje, ośrodki badawcze czy fundacje, rzadziej prywatne osoby. Zwykły Kowalski, Smith czy Li najpewniej będzie korzystał z agenta online, postawionego na serwerach DeepSeek, tak jak dzisiaj korzystamy z aplikacji ChatGPT lub agenta online w przeglądarce na serwerach OpenAI. Zapewne jest różnica między zbieraniem naszych danych przez chiński start-up, niemal na pewno powiązany z reżimowym rządem, a gromadzeniem ich przez amerykańskie big techy. Ale jak wielka jest ta różnica, to każdy musi rozstrzygnąć sam.

Amerykańskie big techy również nas szpiegują i kontrolują - tyle że robią to w inny sposób, w ramach obowiązującego prawa w USA

- mówi Kurasiński. 

- Udostępnienie modelu jako open source (ale taki prawdziwy, a nie udawany jak to zrobiła Meta), daje niesamowitą przewagę konkurentom największych amerykańskich koncernów. Nie da się bowiem na dłuższą metę obronić miliardowych rund inwestycyjnych i projektów typu Stargate, jeśli można mieć za darmo działający model na poziomie najbardziej rozwiniętych usług amerykańskich, a postawienie lokalnie, na własnym serwerze i posiadanie kontroli nad nim kosztuje 6 tys. dolarów. Krzemowa kurtyna (podział na kraje lepsze i gorsze pod kątem dostaw kart Nvidii), którą chciał podzielić świat amerykański rząd Bidena legła w gruzach po niecałym tygodniu - podsumował ekspert. 

Jak Amerykanie odpowiedzą Chinom? Co może zrobić Polska? 

Artur Kurasiński podejrzewa, że każda firma już próbuje eksperymentować lokalnie z algorytmem DeepSeek, uczy się jego możliwości, by za moment wprowadzić jakieś ulepszenie do swoich usług. 

To jest klasyczny wyścig zbrojeń. Liderem można być miesiąc albo rok - potem nas ktoś przegoni

- mówi Kurasiński, pytany o to, co teraz zrobią Amerykanie.

A co może zrobić Polska? - Patrzeć, jak nam odjeżdża świat - niestety tylko tyle. Gdybyśmy mieli świadomą problemów - naprawdę ważnych - klasę rządzącą, to od kilku byśmy łożyli dziesiątki milionów na rozwój badań, a przede wszystkim na wsparcie sektora komercyjnego pod kątem AI. Obecnie mamy nawet model językowy Bielik, który powstał jako efekt pracy kilkuset osób, ale nadal nie widać większej woli, aby z niego korzystać, na przykład w administracji - mówi Kurasiński. Pytany o to, czy możemy i powinniśmy budować własny model w oparciu o chińską technologię, stwierdził, że owszem, "polski rząd powinien zasponsorować stworzenie naszego modelu językowego, żebyśmy nie byli od nikogo zależni". Nie widzi bowiem do tego żadnych przeszkód, oprócz tego, że DeepSeek pewnego dnia może zmienić model dystrybucji i zabronić korzystania z niego. 

Oczywiście jest to fundamentalne zagrożenie i warto mieć swój, narodowy model, który nie zależy ani od Chin, ani od USA

- podsumował Artur Kurasiński. 

Kacper Kolibabski
Więcej o: