Rekordy temperatury i rekordy topnienia lodu w Arktyce. "Byłem przerażony tym, co zobaczyłem"

Ubiegły miesiąc był najcieplejszym wrześniem od kiedy prowadzone są pomiary. Globalnie, w samej Europie też. Wrzesień to też ostatni miesiąc okresu letnich roztopów na dalekiej północy - i tutaj także statystyki mówią o bliskim rekordu odczycie. W historii badań tylko raz sezon topnienia lodu morskiego w Arktyce był bardziej intensywny - w 2012 roku.

Z danych Copernicus Climate Change Service, czyli unijnego programu obserwacji zmian klimatu, wynika, że globalne temperatury we wrześniu były o 0,05 stopnia Celsjusza wyższe niż we wrześniu 2019 roku. To znaczy, że pobiły rekord i miniony miesiąc był globalnie najcieplejszym wrześniem w historii prowadzenia takich pomiarów. Swój rekord pobiła też Europa, w wielu innych regionach świata temperatury były znacznie powyżej średniej. 

Arktyka się topi

Tego lata rekordy temperatury obserwowaliśmy nawet daleko na północy. W lipcu na archipelagu Svalbard, a dokładnie na wyspie Spitsbergern, zanotowano ponad 21 stopni Celsjusza - zwykle od tej porze roku mogą to być okolice 10 stopni. Na Spitsbergnie niedawno badał lodowce Jakub Małecki, glacjolog, autor bloga Glacjoblogia

-  Szczerze mówiąc, ja byłem przerażony tym, co zobaczyłem, ponieważ takich warunków, jakie miałem teraz na Spitsbergenie spodziewałem się dopiero gdzieś w II połowie XXI wieku. Lato, które mieliśmy w tym roku na Svalbardzie, było ponad 2 stopnie cieplejsze niż wieloletnia średnia. I pomimo że te 2 stopnie nie wydają się jakąś ogromną różnicą, to jeśli pomyślimy o tym, że na Svalbardzie nawet latem temperatura jest niewiele powyżej zera, to de 2 stopnie różnicy dają kolosalną intensyfikację topnienia lodu na lądach, w tym właśnie lodowców. W związku z tym prawdopodobnie na całym Svalbardzie mieliśmy rekordowy sezon topnienia - mówi.

Zobacz wideo Topniejące lodowce Spitsbergenu. "Byłem przerażony tym, co zobaczyłem"

Lodowce, podobnie jak lód morski, zwykle topniały latem, ale zimą, dzięki opadom śniegu, znów zwiększały masę. Tyle że w ostatnich latach sytuacja się zmieniła. 

- Aby lodowce Svalbardu, w tym Spitsbergenu, mogły nadrobić jakieś straty związane z letnimi roztopami, musiałoby spaść bardzo dużo śniegu, a do tego następne lato musiałoby być bardzo chłodne. Ostatni raz taka sytuacja w naszym obszarze badań miała miejsce w 2008 roku, a więc 12 lat temu. Od tego czasu każdy kolejny rok stanowił kontynuację topnienia, czyli utraty masy lodu były dużo wyższe niż zyski z zimowych opadów śniegu. Wraz z ocieplającym się klimatem takie sytuacje jak ta z 2008 roku, kiedy lodowce odrobinkę przytyły, będą coraz mniej prawdopodobne. Nie mówię jednoznacznie, że przestaną się zdarzać kiedykolwiek, ale szanse na to są z każdą dekadą mniejsze i szczerze mówiąc nie spodziewam się, by coś takiego miało nastąpić w przyszłym roku. Mam nadzieję, że jestem w błędzie - podkreśla glacjolog. 

Jego zdaniem, wiele małych lodowców, położonych nisko nad poziomem morza, straciło już szansę na to, by przetrwać - nawet gdyby ocieplenie klimatu się zatrzymało. Szansę, by istnieć jeszcze przez kilkaset lat, mają największe i najgrubsze lodowce. 

Woda z lodowców podtopi nam wybrzeża

Topnienie lodu oznacza wzrost poziomu mórz. Według naukowców, może to być nawet jeden metr do końca tego stulecia. To by oznaczało, że wiele obszarów położonych na wybrzeżach - a to przeważnie tereny gęsto zaludnione, w tym wielkie metropolie - zostanie zalanych lub podtopionych. To oznacza ogromne koszty, a w najgorszym scenariuszy katastrofę dla tych społeczności. Tylko w ciągu 23 lat na Ziemi stopniało tyle lodu, ile wystarczyłoby do pokrycia całej Wielkiej Brytanii 100-metrową warstwą.

Topnieje też Grenlandia, w tym stuleciu tempo tego topnienia ma być najszybsze od 12 tysięcy lat. Lądolód Grenlandii, jest ogromny, największy na półkuli północnej. Jego grubość dochodzi do 3 kilometrów, a  powierzchnia jest większa niż Hiszpanii, Francji, Niemiec i Polski razem wziętych.