Ekologiczne dylematy kryptowalut i NFT. Bitcoin na 26. miejscu na liście zużycia energii przez państwa

Bitcoin zajmuje 26. miejsce pod względem zużycia energii elektrycznej w rankingu wszystkich krajów globu. Niewątpliwie jego wpływ na środowisko jest bardzo duży. To samo jednak dotyczy wszystkich nowych technologii. Kryptowaluty mogą zrewolucjonizować nasz świat, o ile wcześniej go nie pogrążą. Czy ta gra jest warta świeczki?

Dane dotyczące zużycia energii i śladu węglowego kryptowalut są bezlitosne. Przoduje tutaj oczywiście bitcoin, najpopularniejsza z nich. Według Cambridge Centre for Alternative Finance bitcoin odpowiada za 0,55 proc. światowej produkcji energii. To też jednocześnie aż 0,64 proc. światowej konsumpcji energii. Jeszcze w lutym było to 0,40 proc. globalnej konsumpcji i 0,34 proc. produkcji energii elektrycznej. Bitcoin rozrasta się w niekontrolowanym tempie. Rocznie ta kryptowaluta notuje zużycie na poziomie 137,66 TWh, to więcej niż Ukraina, Szwecja, Norwegia czy Pakistan. To tyle, by wszystkie czajniki w Wielkiej Brytanii używane były do podgrzewania wody przez 31 lat, a w Unii Europejskiej przez 4,6 roku.  

Zobacz wideo Słaby złoty ma sprzyjać biznesowi? „To krótkowzroczne” Wybierz serwis

Digiconomist.net, podaje, że ślad węglowy bitcoina jest porównywalny do "osiągów" Hongkongu. Pojedyncza transakcja walutą ma ślad węglowy równy 919 tys. transakcji kartą Visa lub 69 tys. godzin oglądania wideo na YouTube. Do jednej transakcji bitcoinem potrzeba energii równej średniemu zużyciu w amerykańskim gospodarstwie domowym przez 29,92 dni.  

Dlaczego Bitcoin pochłania tyle energii?

Kryptowaluty, poza tym, że są środkiem płatniczym, mają zasadniczo dwie cechy. Po pierwsze można je wykopać, czyli obliczyć matematycznie na komputerze. Po drugie, mając już odpowiednie klucze, można potwierdzać prawdziwość wszystkich transakcji innych użytkowników danej sieci kryptowalutowej. W skrócie obie te funkcje wymagają wykonywania skomplikowanych obliczeń matematycznych. Do tego potrzebna jest duża moc obliczeniowa, a więc i duża ilość energii elektrycznej.

Ponadto każdego kolejnego bitcoina trudniej wykopać, wymaga to bowiem wykonania większej liczby obliczeń. Algorytmy bitcoina ograniczają jego liczbę do 21 mln tokenów. Te są podzielne jednak do ośmiu miejsc po przecinku, dzięki czemu bitcoinem można płacić również za drobne rzeczy, a nie tylko te warte setki tysięcy złotych (kurs BTC to 220 tys. zł, stan na 09.04.2021). Rosnąca popularność płatności kryptowalutami wymaga też częstszego weryfikowania większej liczby transakcji. Wszystko to przekłada się więc na stale rosnące zużycie energii w branży kryptowalut. 

Game Boy przerobiony na koparkę BitcoinówGame Boy przerobiony na koparkę Bitcoinów. Kopanie zajmie dosłownie wieczność

Badanie opublikowane w 2018 roku w magazynie "Nature" szacuje, że jeśli utrzymamy wzrosty zużycia energii, którą pochłania sieć bitcoina na tym samym poziomie, to krytyczny wzrost temperatury na świecie o 2 stopnie Celsjusza przekroczymy w ciągu 11 do 22 lat.

Czy jest to jednak tylko wina bitcoina? Sprawa jest dość skomplikowana, bo każda nowa technologia potrzebuje coraz większej energii. Tak było choćby ze smartfonami i komputerami. Nie znaczy to jednak, że nie trzeba podnosić larum - widmo katastrofy klimatycznej sprawia, że każdy głos w walce o środowisko jest ważny. Technologia blockchain, na której opierają się kryptowaluty ma wiele zalet, ale jest też wykorzystywana tylko do zaspokojenia naszej pychy, jak w przypadku cryptoart. To cyfrowa sztuka, której certyfikaty autentyczności bazują na technologii blockchain. Co jednak ważne, technologię samą w sobie trudno uznać za złą lub dobrą, w praktyce i tak wszystko sprowadza się do ogólnego problemu ze źródłami energii, który być może jest najważniejszym wyzwaniem XXI wieku. 

Bitcoin jest niewydajny, ale ma wiele zalet 

Wielu ekspertów zauważa, że bitcoin jest niewydajny. David Gerard, autor książki “Attack of the 50 Foot Blockchain”, posuwa się nawet do stwierdzenia, że bitcoin jest antywydajny. Co jednak oferują nam kryptowaluty, że mimo tej poważnej wady wciąż je rozwijamy? Przede wszystkim to zdecentralizowany system płatności, cyfrowa mekka wolnościowców, którzy nie chcą, by ich wydatki kontrolowało państwo. Kryptowaluty mają być też odporne na inflację, bardziej niż waluty fiducjarne. Gwarantują też szybsze transakcje, wykonywane w zasadzie w czasie rzeczywistym.  

Jak wycenić wartość zdecentralizowanego systemu finansowego, który akumuluje majątek bez potrzeby zbiurokratyzowanego zwierzchnictwa zarządzającego systemem bankowym, nie pytając nikogo o zgodę? 

- pyta na łamach Forbesa Roger Huang, publicysta zajmujący się społecznym oddziaływaniem kryptowalut.  

Odpowiedź na to pytanie jest oczywiście zależna od wartości, które sobie cenimy, od realiów politycznych danego kraju, czy poziomu zaufania do władzy. Nie ma na to prostej odpowiedzi. Można jednak na kryptowaluty patrzeć jak na alternatywę dla systemu bankowego, również w sensie wydatków energetycznych. Bitcoin wciąż rośnie i w ciągu kilku lat jego wpływ na środowisko zwiększył się trzy-czterokrotnie. I bez cienia wątpliwości, możemy powiedzieć, że ten trend się nie zatrzyma. Póki co, wciąż zużywa jednak mniej energii niż banki, które już w 2018 roku potrzebowały 140 TWh energii rocznie. Od tego czasu wskaźniki te na pewno urosły, jako że znaczenie bankowości elektronicznej stale się powiększa, co przyspieszyła jeszcze pandemia. Bitcoin z pewnością prędzej czy później będzie potrzebował więcej energii niż sektor bankowy, ale jego większa wydajność może usprawnić system fiskalny na całym świecie.  

Zużycie energii, którą pochłania bitcoin można umieścić także w kolejnym kontekście: kryptowaluty to tylko element problemu. Wszystkie technologie zwiększają bowiem nasze zużycie energii, a zatrzymanie tego procesu może być trudne - bardziej prawdopodobne jest, że wymusi to na nas dopiero katastrofa klimatyczna. Słynna Skala Kardaszewa, oceniająca poziom zaawansowania cywilizacji, za kryterium przyjmuje właśnie ilość zużywanej energii. Sam bitcoin potrzebuje sporo prądu, ale jak już zauważyliśmy, to immanentna cecha technologii. Świadczy o tym najlepiej statystyka Cambridge Centre for Alternative Finance: energia z włączonych, ale nieaktywnych sprzętów domowych (pralki, telewizory, ładowarki itp.) z samego tylko USA, starczyłaby na 1,6 roku zasilania całej sieci bitcoina.  

Szacunki CoinShares wskazują, że aż 74,1 proc. energii poświęcanej na bitcoina pochodzi z odnawialnych źródeł energii. Autorzy raportu doszukują się powodów tej sytuacji w cenie energii, najważniejszego surowca potrzebnego do wytwarzania kryptowaluty. Dzięki jego internetowemu charakterowi nieważne jest miejsce jego tworzenia, liczy się jedynie tania energia. Farmy bitcoinów (do których potrzeba specjalnych, superwydajnych modułów ASIC, a nie zwykłego laptopa) umieszczane są często na terenach opuszczonych, gdzie dostępna jest tania zielona energia, najczęściej z hydroelektrowni. Dlatego tak wiele serwerowni stoi w Chinach czy na Islandii, gdzie można wykorzystać dobre uwarunkowania naturalne, tworzące tanie źródła energii.

Wydawać by się więc mogło, że etyczny dylemat zużycia energii przez kryptowaluty został sztucznie rozdmuchany, ale Vox skonfrontował raport CoinShare z ekspertami i powyższe dane wydają się być naciągnięte. Univeristy of Cambridge w 2018 roku wyliczało, że średni udział energii odnawialnej w kopaniu bitcoina, to tylko 28 proc. Alex de Vries, specjalista od blockchain i założyciel Digiconomist, też sceptycznie podchodzi do danych ShareCoins. Zauważa, że inne wyliczenia, nie zgadzają się z danymi mówiącymi o zużyciu do kopania bitcoina w niemal 75 proc. energii z odnawialnych źródeł. 

Bitcoin to pół biedy, NFT i cryptoart to burżuazyjna fanaberia

Bitcoin ma kolejną zaletę, jaką jest przejrzystość transakcji. Można prześledzić nawet te wykonane przez mitycznego Satoshiego Nakamoto, twórcę bitcoina, którego prawdziwej tożsamości nikt nie zna. Meltem Demirors, szef strategii cyfrowych zasobów w CoinShare, zauważa w CNBC, że zużycie energii samo w sobie nie jest złe. Prąd zużywa przechowywanie i wysyłanie e-maili, a jednak nikt z nich nie rezygnuje i nie demonizuje tej formy komunikacji.

Są ludzie, którzy próbują zdecydować, jakie wykorzystanie energii jest dobre. Bitcoin jest w tej kwestii niesamowicie przejrzysty, podczas gdy źródła energii w innych branżach są mętne 

- zwraca uwagę Demirors.  

Uwaga wydaje się celna, choć trzeba podkreślić, że zużycie energii to ściśle polityczna sprawa, która w obliczu katastrofy klimatycznej, nabiera też moralnego charakteru. Próba określenia złych i dobrych sposobów użycia energii nie jest wcale abstrakcyjna, szczególnie na tak nieuregulowanym rynku, jak kryptowaluty. Rządy państw wciąż w zasadzie nie mają na nie żadnego wpływu, a niekontrolowany rozrost sektora, może przyspieszyć zmiany klimatu, o czym już wspominałem.  

Podczas gdy kryptowaluty mają wiele zalet, dużo większe kontrowersje budzi kwestia NFT, tj. non fungible tokens. Więcej na ten temat przeczytacie w poniższym artykule. W skrócie - to wykorzystanie technologii blockchain do oznaczenia oryginalnych treści, jak na przykład grafiki. Krytycy kryptosztuki uważają, że to jedynie fanaberia mająca na celu zaspokojenie ludzkiej pychy. Kopię obrazka, która nie różni się od oryginału, można zdobyć samemu poprzez zrzut ekranu, albo ściągnięcie go z internetu. Wartość takiej sztuce nadaje klucz blockchainowy, który jest poświadczeniem autentyczności.  

Spalenie obrazu 'Morons'1,5 mln zł za spalone dzieło Banksy'ego, 9,5 mln za tweeta. Absurd? Wyjaśniamy, czym jest NFT

Zużyciu energii NFT przyjrzał się Memo Akten, artysta działający na polu technologii. Jak wynika z podanych przez niego danych, pojedynczy klucz NFT ma ślad węglowy porównywalny do miesięcznej konsumpcji energii przeciętnego unijnego gospodarstwa. To tyle co przejechanie 1 tys. km samochodem i tyle samo co dwugodzinny lot samolotem. 67 proc. z 633 artystów na SuperRare, giełdzie kryptosztuki, ma ślad węglowy na poziomie 1 tony dwutlenku węgla. Połowa z nich dołączyła do platformy w ciągu pół roku (dane na grudzień 2020). Aż 18 proc. z nich, ma ślad węglowy większy niż 10 ton CO2. Dla porównania: godzina Netflixa to ledwie 36 g dwutlenku węgla wydalanego do atmosfery. Nawet jeśli korporacje zaniżają te wartości, to zupełnie inna skala niż 1 tona, a co dopiero 10 ton CO2. To równowartość 12 lotów transatlantyckich czy ślad węglowy przeciętnego europejskiego gospodarstwa przez pięć lat.  

Memo Akten zauważa, że to oczywiście nie jest wina artystów, którzy najpewniej nie zdają sobie nawet sprawy z tych przerażających statystyk. Co więcej, uważa, że NFT są pożyteczne dla sztuki, pozwalają bowiem twórcom zabezpieczyć swój zysk i prawo własności do dzieła. Zmartwiło go jednak, gdy NFT zaczęto tokenizować, tj. nadawać szyfrowane oświadczenia autentyczności, tweetom i zrzutom ekranu, tylko dla śmiechu. Pytanie, czy własność prywatna takich materiałów jest dopuszczalna, gdy wiemy, jak zgubny wpływ na środowisko ma ta forma rozrywki? W gruncie rzeczy NFT dla wielu osób jest tylko oznaką statusu, który legitymuje posiadanie unikalnego dzieła. W obliczu katastrofy klimatycznej wydaje się, że koszty społeczne i środowiskowe nie są warte takiej zabawy. Żeby podjąć jednak jakieś decyzje w tej materii, potrzebne byłyby konkretne wyliczenia, które pozwoliłyby ustawodawcy uregulować rynek kryptowalut.

Co dalej z blockchainem? 

Zablokowanie jego rozwoju jest raczej niemożliwe, szczególnie że swoje cyfrowe euro przygotowuje już, chociażby Europejski Bank Centralny. Bitcoin może wyeliminować znaną nam bankowość, co uwolniłoby nas od dużej konsumpcji energii tego sektora. To jednak proces na wiele lat, jeśli nie dekad.

Kolejna sprawa to wykorzystanie innych technologii blockchainu do weryfikacji i dołączania nowych bloków, czyli tworzenia nowych środków danej kryptowaluty. Obecnie najbardziej popularny jest standard proof of work, który opiera się w największej mierze na górnictwie kryptowalut. Jest on bardzo energochłonny. Popularność jednak zyskuje metoda proof of stake, znacznie bardziej wydajna energetycznie. Pozwala ona na przeprowadzanie weryfikacji transakcji przez osoby, które kupiły kryptowalutę i trzymają ją w cyfrowym portfelu. Z elementów takiej transakcji składany jest potem kolejny klucz. W skrócie - pieniądz robi pieniądz. Metoda ta potrafi być o kilka rzędów mniej energochłonna. XRP Ledger operujący na proof of stake, jest 57 tys. razy bardziej wydajny niż bitcoin. Różnica jest kolosalna. 

Niedługo przekonamy się, czy w praktyce problem ten jest realny. Ethereum, druga najpopularniejsza sieć kryptowalutowa, rozpoczęło już bowiem przejście na protokół proof of stake

Niewątpliwie popularyzacja protokołu proof of stake ma potencjał do znaczącego zmniejszenia wpływu kryptowalut na środowisko. Pytanie jednak, czy ten technologiczny skok do przodu zostanie wykorzystany, by powstrzymać katastrofę klimatyczną, czy tylko do zwiększenia wydajności technologii, jak to zwykle bywa? Sieć Ethereum już w 2017 r., gdy wspierała CryptoKitties, które rozpoczęły szał na NFT, miała zapchaną sieć. Firma sama chwali się, że nowa metoda proof of stake zwiększy prędkość i bezpieczeństwo transakcji. O wpływie na środowisko już nie wspomniano. Jeśli więc ilość pobieranej energii się zmniejszy, ale liczba transakcji zwiększy, to przejście na protokół proof of stake pozwoli jedynie utrzymać status quo, a taki scenariusz jest niekorzystny dla środowiska.

Kolejna kwestia to charakter kryptowalut, który może pomóc usprawnić wiele kwestii, także w dziedzinie ekologii. Bernhard Reinsberg na łamach The Conversation zauważa, że kryptowaluty można wykorzystać na rynku ekologicznym, gdzie dałoby się stworzyć greencoin. Inicjatywa zapewniałby większą przejrzystość w realizacji celów ekologicznych oraz wymuszałaby realizację obietnic wyborczych i zobowiązań międzynarodowych. Celine Herweijer  i Jahda Swanborough z kolei argumentują na weforum.com, że blockchain może zrewolucjonizować rynek surowców poprzez jego decentralizację. Ich zdaniem daje to też szansę na otwarcie się rynku na nowe formy inwestowania, także w zielone projekty. Podobna transformacja może zajść również na rynkach uprawnień do emisji dwutlenku węgla czy nawet uprawnień na połów ryb. Technologię kryptowalut można wykorzystać również do lepszej organizacji pomocy humanitarnej, szybszych transferów gotówki w tym celu czy też do skonstruowania bardziej przejrzystego systemu kontroli finansów.  

Możliwości jest więc wiele, nawet takich niebezpośrednio związanych z charakterem sieci blockchain. W Szwecji na przykład planuje się już szklarnie ogrzewane serwerowniami Bitcioina. Ekologiczny dylemat kryptowalut jest dość poważny. W tym wszystkim najważniejsze pytanie zdaje się brzmi, czy jeśli rozwój tego rynku przyspieszy katastrofę klimatyczną, to nie unicestwi nas, a także i samego samego siebie? Czy bitcoin w swojej naturze, tak jak ludzie, którzy go stworzyli, nie jest autodestrukcyjny? Istotne jest też poprawne zaadresowanie problemów kryptowalut. Nie rozwiąże go przecież przerzucanie odpowiedzialności na całą technologię czy sektor energetyczny. Blockchain ostatecznie jest elementem problemu, którym należy się zająć, zarówno przyglądając się jego składowym, jak i przez reformę całego systemu energetycznego. Politycy powinni dokładnie przyjrzeć się tej sprawie i uregulować rynek, nim będzie na to za późno. Kryptowaluty przeprowadzają ewolucyjne w tempie i rewolucyjne w charakterze, niezwykle ważne zmiany w naszym systemie fiskalnym. Ich wartość należy poddać dogłębnej analizie, by po raz kolejny niepohamowany rozwój technologii nie pogorszył stanu środowiska. To bowiem odbije się na nas wszystkich.