Szczyt "największych niszczycieli klimatu". Co powie Andrzej Duda? USA mówią "sprawdzam"

Maria Mazurek
W Dzień Ziemi przywódcy kilkudziesięciu państw spotkają się na szczycie klimatycznym, zaproszeni przez prezydenta Stanów Zjednoczonych. W wydarzeniu weźmie udział także polski prezydent. Według niektórych nowa administracja Białego Domu ma testować Andrzeja Dudę. Inni liderzy będą chcieli pochwalić się ambitnymi deklaracjami. - Szczyt prezydenta Bidena to nie spotkanie najważniejszych mocarstw, ale przede wszystkim największych niszczycieli klimatu - podkreśla Ilona Jędrasik z ClientEarth Prawnicy dla Ziemi, ekspertka Koalicji Klimatycznej.

Rok temu zastanawialiśmy się, jak bardzo pandemia koronawirusa i związane z tym zatrzymanie największych gospodarek świata ograniczą negatywne oddziaływanie człowieka na klimat. Obserwowaliśmy zaniknięcie smogu w przemysłowych miastach Chin i oczyszczenie niezakłócanej turystycznymi łodziami wody w weneckich kanałach.

Po pandemii w atmosferze nie ma śladu. 2021 trafi na podium pod względem emisji CO2

Niestety, doroczny raport o stanie klimatu, przygotowany przez Światową Organizację Meteorologiczną, dowodzi, że w minionym roku wszystkie wskaźniki pokazywały postęp zmian klimatu, a 2020 był jednym z trzech najcieplejszych w historii pomiarów. 

Kryzys klimatyczny pogłębia się coraz bardziejW 2020 roku "wszystkie wskaźniki pokazywały ciągły postęp zmian klimatu"

Z jednej strony emisje CO2 spadły w całym ubiegłym roku aż o 6 proc., najmocniej od II wojny światowej. Ale już w grudniu widać było silne odbicie. Poziom dwutlenku węgla w atmosferze jest najwyższy od przynajmniej kilku milionów lat, od czasu pojawienia się człowieka nigdy nie było tak dużo. Pandemia miała zatem krótkotrwały wpływ na spadek emisji CO2 i w zasadzie niezauważalny na koncentrację tego gazu w atmosferze. 

Elektrownia BełchatówPoziom CO2 w atmosferze najwyższy od milionów lat

W tym roku wcale nie będzie lepiej. Jak szacuje w najnowszym raporcie Międzynarodowa Agencja Energii, emisje CO2 mają wzrosnąć o 1,5 gigaton, w ślad za odbiciem globalnego popytu na węgiel, przede wszystkim z Azji - spodziewamy się w końcu silnego ożywienia gospodarczego po koronakryzysie. Szykuje się nam drugi największy roczny wzrost emisji w historii. Mniejszy tylko od skoku zanotowanego po kryzysie finansowym, dekadę temu. Wprawdzie rośnie też wykorzystanie zielonych źródeł - w tym roku ten wzrost ma wynieść 8 proc. i mają one dawać już 30 proc. energii elektrycznej - ale to wciąż za mało. 

Z taką perspektywą obchodzimy 22 kwietnia Światowy Dzień Ziemi, w tym roku pod hasłem "Przywróć naszą Ziemię". I w tym roku ten dzień to bardzo dobra okazja, żeby ogłosić ważne działania w dziedzinie klimatu.

Joe Biden zwołuje szczyt. "Spotkanie największych niszczycieli klimatu" 

W Dniu Ziemi startuje bowiem szczyt światowych przywódców w sprawie klimatu, zwołany przez prezydenta Stanów Zjednoczonych. W wirtualnym spotkaniu, które potrwa do piątku 23 kwietnia, weźmie udział 40 liderów. 

Trzeba pamiętać o tym, że szczyt prezydenta Bidena to nie spotkanie najważniejszych mocarstw, ale przede wszystkim największych niszczycieli klimatu. Polska nie tylko ma wysokie emisje CO2, jest też wielkim hamulcowym walki z kryzysem klimatycznym

- zauważa Ilona Jędrasik z ClientEarth Prawnicy dla Ziemi, ekspertka Koalicji Klimatycznej. 

Ale w rozmowach obok Andrzeja Dudy, prezydenta Rosji Władimira Putina, chińskiego przywódcy Xi Jinpinga, premiera Wielkiej Brytanii Borisa Johnsona, króla Arabii Saudyjskiej, przedstawicieli Unii Europejskiej, wezmą też udział liderzy kilku państw, które są najbardziej zagrożone. Na szczycie pojawi się między innymi Gaston Browne, premier Antigui i Barbudy, maleńkiego wyspiarskiego kraju z Karaibów, któremu zagraża podnoszący się w wyniku globalnego ocieplenia poziom morza. Będzie tam też (wirtualnie oczywiście) David Kabua, prezydent Wysp Marshalla, z których część, według szacunków, ma znaleźć się pod wodą już w 2035 roku, a inne mogą stracić dostęp do wody pitnej z powodu zanieczyszczenia jej ujęć słoną wodą morską. 

Zobacz wideo Wzrost poziomu Bałtyku. „Skala zagrożenia jest bardzo duża”

Oczekuje się, że na szczycie padną nie okrągłe słówka i ogólnikowe zapewnienia, a przede wszystkim . konkrety. I wiele wskazuje, że tak się właśnie stanie. Stany Zjednoczone mają przedstawić nowy cel klimatyczny na 2030 rok - może chodzić o cięcie emisji o nawet 50 proc. w porównaniu z 2005 rokiem. Swoje cele mogą też pokazać Kanada i Japonia. 

Tuż przed szczytem pojawiło się parę poważnych deklaracji - moment ich złożenia świadczy o swego rodzaju pr-owym zagraniu, ale ostatecznie przecież liczy się efekt. Wielka Brytania we wtorek ogłosiła, że do 2035 roku chce zmniejszyć emisje dwutlenku węgla o 78 proc. w porównaniu z rokiem 1990. To bardzo ambitne plany, Brytyjczycy w ogóle wyrastają na globalnego lidera w walce o klimat (niestety, trudno porównywać deklaracje między sobą, bo państwa, jak widać po USA, przyjmują różne daty odniesienia). I kolejny raz wyprzedzają Unię Europejską zarówno pod względem czasu ogłoszenia decyzji, jak i jej zakresu.

Wielka Brytania z nowym ambitnym celem klimatycznym. Na zdjęciu premier Boris Johnson.Wielka Brytania zaskakuje ambicją. W celu klimatycznym na 2035 r. będzie lotnictwo

W środę 21 kwietnia, wczesnym rankiem (tuż przed 6:00), w Brukseli udało się dojść do porozumienia w sprawie unijnego celu - przynajmniej 55 proc. redukcji emisji do 2030 roku. Poprzedni był na poziomie 40 proc., ale wypracowany kompromis wielu się nie podoba - Parlament Europejski wzywał do znacznie ambitniejszego zmniejszenia emisji, o 60 proc. Do tego porozumienie nie zobowiązuje wszystkich unijnych krajów do deklaracji zerowej emisji do 2050 roku (choć UE jako całość taką przyjęła).

Co powie Andrzej Duda?

Chodzi tutaj oczywiście o Polskę, bo jesteśmy jedynym krajem unijnym, który tego nie zrobił. Co zatem zaprezentuje na szczycie prezydent Duda? Na poniedziałkowym spotkaniu z Młodzieżową Radą Klimatyczną nie było zapowiedzi odważnych deklaracji, a raczej powtarzanie wielokrotnie już składanych wyjaśnień, że Polska jest w specyficznej sytuacji gospodarczej, która uniemożliwia deklarowanie zeroemisyjności. Gdyby to samo powtórzył na szczycie, Polska trafiłaby na peryferia jednej z najważniejszych obecnie globalnych dyskusji.

Według niektórych, zaproszenie dla Andrzeja Dudy to nie tylko realizacja wcześniejszych zapowiedzi Bidena dotyczących współpracy obu krajów przy rozwiązywaniu wspólnych problemów.

Jest to jednocześnie powiedzenie 'sprawdzam' co do gotowości polskich władz w zakresie budowania strategicznego partnerstwa z administracją amerykańską na miarę początku trzeciej dekady XXI wieku, w zakresie jednego z jej najważniejszych priorytetów na arenie międzynarodowej - czyli wspólnym działaniom w zakresie ochrony klimatu

- mówi Marcin Korolec, dyrektor Instytutu Zielonej Gospodarki, były minister środowiska. Jego zdaniem, jeśli Polska nie złoży odważnej i jasnej deklaracji, skaże sama siebie na izolację. - Problem polega na tym, że konsekwencje takiej postawy spadną nie tylko na częstotliwość spotkań z innymi przywódcami światowymi, w tym na spotkania z prezydentem Bidenem, ale odbiją się na międzynarodowej pozycji Polski, postrzeganiu naszego kraju jako miejsca dla inwestycji budujących globalną zieloną transformację gospodarki - zauważa Korolec. 

Andrzej Duda będzie na szczycie jedynym przedstawicielem UE z naszego regionu Europy. Trafił tym samym do dość ekskluzywnego grona. Choć nie wiadomo, co stało za zaproszeniem, być może Bidenowi chodziło właśnie o zmotywowanie Polski do odważniejszych działań w sprawie klimatu. Pytanie, czy tę szansę na dołączenie do grona ambitnych rozgrywających wykorzystamy.  

Obecność polskiego prezydenta w tym gronie cieszy, bo Polska jest w globalnym układzie ważna - przede wszystkim dlatego, że jest członkiem Unii Europejskiej, ale też dużym emitentem i tradycyjnie jednym z państw opornych wobec ambitnych celów. Dobrze by było wykorzystać tę okazję, żeby zgłosić akces do wyraźnie tworzącego się 'klubu klimatycznego'. Aby to zrobić, prezydent Andrzej Duda musi dać jednoznaczny sygnał, że Polska planuje osiągnięcie neutralności klimatycznej i podać datę zgodną z założeniami Porozumienia Paryskiego. Bez tej jednoznacznej deklaracji cokolwiek prezydent Duda powie na szczycie, będzie tylko dyplomatycznym rytuałem

- zauważa dr Kacper Szulecki, adiunkt w Instytucie Politologii Uniwersytetu w Oslo, prezes Instytutu Studiów nad Środowiskiem i Polityką. 

Z opublikowanego przez Departament Stanu harmonogramu szczytu wynika, że Andrzej Duda ma wziąć udział w zaplanowanej na drugi dzień (23 kwietnia) sesji dotyczącej korzyści ekonomicznych, jakie dają działania na rzecz klimatu, w tym tworzenia miejsc pracy

Klimat łączy tych, których polityka dzieli

Optymistycznym może być fakt, że zarówno Rosja jak i Chiny przyjęły zaproszenie amerykańskiego prezydenta - pomimo narastających napięć na linii Waszyngton - Moskwa i Waszyngton - Pekin. Co więcej, Chińczycy wraz z Amerykanami w minioną sobotę podpisali deklarację współpracy w polityce zagranicznej. Zawiera ona jak na razie dość ogólnikowe stwierdzenia, ale jest ważna o tyle, że chodzi o jednocześnie dwóch największych emitentów gazów cieplarnianych i dwie największe globalne gospodarki. Nie wiadomo, z czym na szczycie pojawią się Chiny, rzeczniczka tamtejszego ministerstwa spraw zagranicznych zapowiedziała tylko, że Xi Jinping wygłosi "ważne" przemówienie. 

Na szczycie mogą pojawić się także deklaracje dotyczące finansowania transformacji klimatycznej w krajach rozwijających się. Jeden z nich, który także jest w gronie zaproszonych, Indie, mocno odstaje w walce. Kilka tygodni temu pojawiły się doniesienia, że premier Narendra Modi rozważa ogłoszenie celu zeroemisyjności netto w 2047 roku - bijąc na głowę Chiny, Stany Zjednoczone, UE i Wielką Brytanię. Tyle że to oznacza ogromne wydatki, na które Indii nie stać i chciałyby wsparcia ze strony państw rozwiniętych. 

Z doniesień przed szczytem wynika także, że możliwe jest porozumienie dotyczące finansowej pomocy w ograniczaniu wylesiania Amazonii - między USA, Wielką Brytanią i Brazylią. Wirtualne spotkanie to dobra okazja, by ożywić dyskusję na temat walki o klimat i podbić ambicje poszczególnych państw przed COP26 w listopadzie, czyli dorocznym szczytem klimatycznym, który odbędzie się w Glasgow.