Chiny mają umowę w Sierra Leone. Zamiast 100 hektarów lasu deszczowego i plaży będzie port

Władze jednego z najbiedniejszych państw świata podpisały niedawno umowę z chińską firmą, która ma wybudować port na potrzeby eksportu ryb. Umowa nie wszystkim się podoba, bo według jej przeciwników może oznaczać zniszczenie cennych przyrodniczo terenów. "Chcemy się rozwijać" - argumentuje przedstawicielka rządu, z którą rozmawiał "The Guardian".

Najpierw w sierraleońskich mediach społecznościowych pojawiły się niepokojące doniesienia: na plaży Black Johnson, graniczącej z chronionym lasem deszczowym, powstanie fabryka mączki rybnej, którą mają wybudować Chińczycy.

Sierra Leone sprzeda las pod inwestycję Chin

To wywołało spore emocje. Po pierwsze, część obszaru pod inwestycję jest własnością państwa, ale część to prywatne działki, które zostaną przymusowo wykupione. Poza tym, mowa o niezwykle cennych przyrodniczo terenach. Z plażą graniczy park narodowy, w którym żyją zagrożone gatunki zwierząt, w tym ptaków i antylop Dujkerów. Wody zatoki zaś są bogate w ryby, których połowy stanowią źródło utrzymania lokalnych rybaków - wyjaśnia "The Guardian", który opisał sprawę. 

Wysypisko śmieci / zdjęcie ilustracyjnePolska jest wielkim odbiorcą brytyjskich śmieci. Przed nami tylko dwa kraje

Brytyjski dziennik podaje, że po pogłoskach pojawiło się oświadczenie, które "wydawało się pochodzić z ministerstwa rybołówstwa Sierra Leone". Komunikat ten zaprzecza, by chodziło o fabrykę mączki rybnej (to budziło duże obawy, bo w teorii stanowiłoby ryzyko powstawania zanieczyszczeń), ale umowę z Chinami potwierdza. Na 100 hektarach plaży i lasu w Sierra Leone powstać ma przemysłowy port rybacki, przeznaczony dla dużych statków, poławiających ryby na eksport. 

Protestują mieszkańcy i działacze 

Wartość umowy to 55 milionów dolarów. Emma Kowa Jalloh, minister ds. rybołówstwa, powiedziała dziennikarzom, że port wybudują Chińczycy, a umowa zakłada "grant" z ich strony (czyli element finansowy) i grunty, które ma zapewnić rząd Sierra Leone. Właściciele ziemscy mają dostać łącznie równowartość ponad 1,3 mln dolarów za utraconą własność. Jeden z nich, z którym rozmawiał "The Guardian", twierdzi, że rządowa rekompensata zakłada stawki znacznie - jego zdaniem aż 30 razy - niższe od rynkowych.

"Nawet jeśli chodzi tylko o głęboki port, nie leży to w interesie publicznym, ponieważ nie jest to odpowiednie miejsce. W lagunie znajdują się miejsca rozrodu ryb. To zniszczy populację ryb, dzięki którym utrzymują się lokalni mieszkańcy" - mówi James Tonner. Podkreśla, że budowa portu zanieczyściłaby przybrzeżne wody, w których pojawiają się także walenie i delfiny. Niektórzy mieszkańcy - w tym ojczym Tonnera - zarabiają także na ekoturystyce.

Krajowe organizacje pozarządowe także mają wątpliwości, dwie z nich zażądały od władz udostępnienia dokumentów oceniających skutki inwestycji oraz umowy w sprawie grantu. 

Jeden z najbiedniejszych krajów świata szuka inwestorów

Minister Emma Kowa Jalloh mówi brytyjskiemu dziennikowi tak: "Zwróciłabym się do ludzi z apelem: bądźcie cierpliwi, chcemy się rozwijać, chcemy rosnąć, chcemy być klasyfikowani jako kraj wschodzący. Musi być rozwój i ktoś musi się poświęcić". 

Ta wypowiedź pokazuje dramat i często zapewne także dylematy państwa, które jest jednym z najbiedniejszych na świecie. Według najnowszego rankingu Human Development Index (wskaźnik rozwoju społecznego), przygotowywanego przez ONZ, Sierra Leone zajmuje 182. miejsce na 189 klasyfikowanych państw (Polska 35.). Na wskaźnik HDI składa się oczekiwana długość życia, czas edukacji i średni dochód narodowy na głowę mieszkańca.

Około połowa gospodarki to rolnictwo, w tym rybołówstwo i w tym sektorze pracuje większość mieszkańców. Duże pieniądze Sierra Leone zarabia jednak na minerałach i surowcach, eksportując przede wszystkim rudę żelaza i diamenty - sprzedaż tych drugich odbywa się nie zawsze legalnie. Szlachetne kamienie uwikłane były w wojnę domową na przełomie XX i XXI wieku, z której kraj wciąż się podnosi i określone zostały mianem "krwawych" surowców.

Zobacz wideo "Krwawy" węgiel z Donbasu. Karolina Baca-Pogorzelska: Trzeba powiedzieć wprost: Rosja kradnie Ukrainie węgiel

Odbudowę gospodarki zakłócają inne, nieprzewidywane wydarzenia, jak na przykład epidemia wirusa ebola z 2014 i 2015 roku. W ostatnich kilkunastu miesiącach i tam uderzyła epidemia koronawirusa. Pomoc medyczną Sierra Leone, w tym dostawy szczepionek, zaproponowały Chiny. Pekin od wielu lat wspiera kraje afrykańskie i jednocześnie w nich inwestuje. Tym chętniej, że często chodzi o pożądane przez Chińczyków surowce i minerały. Na przykład marcu ruszył na pełną skalę finansowany przez jedną z największych prywatnych chińskich firm energetycznych (Kingho Energy Group) projekt wydobywania rudy żelaza. Pierwsza dostawa rudy popłynęła do Chin jeszcze w styczniu tego roku. 

A zupełnie niedawno, 7 maja, Xi Jinping i prezydent Sierra Leone Julius Maada Bio rozmawiali telefonicznie. Prezydent Chin nazwał afrykański kraj "bratem i przyjacielem" i zapewnił, że Chiny nadal będą wspierać rozwój gospodarczy Sierra Leone. 

Widok na kopalnię odkrywkową węgla brunatnego i Elektrownię Turów należącą do PGE.PGE uruchomiła nowy blok na węgiel brunatny. Ten ma być już ostatni

Ochrona środowiska to wyzwanie

Tak jak wyzwaniem jest nielegalne wydobywanie i handel diamentami, tak samo bywa nim pozyskiwanie innych surowców i ochrona środowiska. Dotyczy to na przykład drzewa różanego, którego eksportu zakazał obecny prezydent, a według doniesień mediów, jak niedawno Agencji Reutera, proceder nadal ma miejsce, choć ostatnio ukróciła go pandemia. 

Park narodowy Western Area Peninsula, na granicy którego ma powstać kontrowersyjny port, także jest wycinany, mimo teoretycznej ochrony prawnej. Jego część położona jest niedaleko stolicy kraju Freetown. Rozwój miasta sprawia, że w las coraz głębiej wchodzą ludzie. Usuwanie drzew pod budownictwo czy na opał ze stromych zboczy parku zwiększa ryzyko erozji, co stanowi także zagrożenie dla osiedlających się tam osób. 

Więcej o: