Obecne plany klimatyczne nawet nie zbliżają nas do celu. Emisje mają rosnąć, zamiast spadać

Patryk Strzałkowski
Obecne plany działań ws. zmian klimatu są nie tyle zbyt wolne, co wręcz idące w przeciwnym kierunku niż powinny. Zgodnie z aktualnymi zobowiązaniami państw świata emisje gazów cieplarnianych wzrosną w najbliższej dekadzie, podczas gdy powinny drastycznie spadać - a nie ma pewności, że nawet te plany zostaną wykonane.
Zobacz wideo Czy przejście na OZE jest dla nas opłacalne?

Szczyt klimatyczny COP26 zbliża się wielkimi krokami. Rozpoczynające się 1 listopada spotkanie delegacji z całego świata jest wyczekiwane, tym bardziej że miało odbyć się już rok temu i zostało przesunięte z powodu pandemii COVID-19. Ponadto negocjacje odbędą się w cieniu bardzo alarmującego raportu naukowców nt. postępu zmian klimatu oraz skutków kryzysu, które obserwujemy na świecie: silniejszych powodzi, fal upałów, pożarów i huraganów

Na 1,5 miesiąca przed jego rozpoczęciem pojawił się kolejny raport z mało optymistycznymi wnioskami - i dotyczy on bezpośrednio globalnych negocjacji klimatycznych. Zgodnie z Porozumieniem paryskim państwa same określają swój wkład w globalny cel, jakim jest zatrzymanie ocieplenia poniżej 2 stopni Celsjusza, z dążeniem do poziomu 1,5 stopnia. Te krajowe plany powinny być aktualizowane co pięć lat i właśnie w tym roku upływa termin ich pierwszej aktualizacji. Jednak duża część krajów jeszcze tego nie zrobiła. Zaktualizowane plany (NDC - Krajowo Określone Wkłady) są niewystarczające, a przy uwzględnieniu tych jeszcze niezaktualizowanych okazuje się, że świat nie jest nawet bliski ścieżki pozwalającej zatrzymać kryzys klimatyczny - wynika z ONZ-owskiego raportu.

Susze, fale upałów i powodzie to już obserwowane skutki zmian klimatu, które będą się nasilać - informuje ONZ-owski panel naukowców. Na zdjęciu: skutki pożaru w Greenville w Kalifornii"Wybiła ostatnia godzina dla paliw kopalnych, zanim zniszczą planetę"

Bardzo daleko od celu

Raport jest syntezą aktualnych planów państw (raz Unii Europejskiej) - stron Porozumienia paryskiego, przygotowaną przed szczytem klimatycznym COP26 w Wielkiej Brytanii. Zawiera zarówno te niedawno zaktualizowane, jak i niezmienione od lat - w sumie od 191 stron Porozumienia.

Abyśmy mieli dobre szanse na zatrzymanie globalnego ocieplenia na poziomie 1,5 stopnia Celsjusza, potrzebne jest obniżenie globalnych emisji gazów cieplarnianych o 45 proc. do 2030 roku. Dla progu 2 stopni Celsjusza konieczne jest obniżenie emisji o 25 proc.

Nowe NDC przedstawiło dotychczas 113 państw, w tym cała Unia Europejska i obejmują one prawie połowę globalnych emisji gazów cieplarnianych. Biorąc pod uwagę tylko tę grupę państw z nowymi celami, emisje spadłyby do końca dekady o 13 proc. do 2030 roku (o ile plany te zostaną wykonane). To wciąż zdecydowanie za mało, by osiągnąć nawet wyższy cel 2 stopni Celsjusza. 

Jeszcze gorzej jest, gdy uwzględnimy pozostałe kraje, które nie zaktualizowały swoich NDC. Z oceny wszystkich planów wynika, że ich zrealizowanie oznaczałoby nie spadek, a wzrost emisji o 16 proc. do końca dekady. Tę przepaść widać na poniższym wykresie ONZ-owskiej agendy ds. zmian klimatu: w odcieniach niebieskiego zaznaczono ścieżki emisji konieczne do zatrzymania ocieplenia na poziomie 2 stopni Celsjusza i 1,5 stopnia Celsjusza, zaś na czerwono - ścieżkę wynikającą z aktualnych planów stron Porozumienia paryskiego. Taka ścieżka zaprowadziłaby nad do ocieplenia o prawie 3 stopnie Celsjusza do końca stulecia. 

embed

Co więcej, nasz "budżet węglowy" - czyli ilość gazów cieplarnianych, które możemy wyemitować do przekroczenia danego progu ocieplenia - topnieje bardzo szybko przy utrzymywaniu obecnego poziomu emisji, a tym bardziej przy jego wzroście. Przy realizacji aktualnych planów, do końca tej dekady zużyjemy 89 proc. budżetu węglowego dającego szanse za zatrzymanie ocieplenia na poziomie 1,5 stopnia Celsjusza

Apel do największych gospodarek 

Eksperci zwracają uwagę na szczególną rolę najbogatszych państw świata w redukcji emisji. Państwa grupy G20 odpowiadają łącznie za aż trzy czwarte światowych emisji. 

- Kraje G20 muszą przejąć inicjatywę w szybkim ograniczaniu emisji, aby złagodzić zmiany klimatu. Są to kraje o największych możliwościach, na których też w największym stopniu spoczywa odpowiedzialność.  Od dawna powinny traktować ten kryzys naprawdę jako  kryzys - powiedział Sonam P. Wangdi, przewodniczący grupy krajów najsłabiej rozwiniętych  w negocjacjach klimatycznych. Ocenił, że obecne zobowiązania grupy G20 są "dalece niewystarczające", aby osiągnąć cele Porozumienia paryskiego i "chronić naszą planetę i wszystkich jej mieszkańców". - Musimy zobaczyć więcej ambicji ze strony tej grupy. Oczekujemy, że jeszcze przed COP26 kraje G20 wzmocnią swoje NDCs - dodał. 

Część państw G20 nie ma bardziej ambitnych planów, a niektóre zakładają wręcz większe emisje, niż wcześniej zakładały. Nowe, bardziej ambitne cele przedstawiła Unia Europejska, Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Kanada i Argentyna.

Kolejna grupa -  Indie, Arabia Saudyjska, Turcja oraz Chiny (obecnie największy emitent gazów cieplarnianych) wciąż nie przedstawił zaktualizowanych celów. Australia i Indonezja mają nowe NDC, ale cele są w nich takie same, jak w poprzednich - wynika z oceny Climate Analytics i WRI. Z kolei Brazylia i Meksyk w nowych planach przewiduj wyższe emisje gazów cieplarnianych, niż we wcześniejszych wersjach. Wreszcie Rosja przesłała plan, który zakłada cel wzrost emisji wyższy nawet od ich obecnej trajektorii - informuje climateactiontracker.org.

Więcej o: