Ropa jest gęstsza niż krew? Rozwodnione embargo na rosyjskie paliwo pod znakiem zapytania

Według angielskiego przysłowia "krew jest gęstsza od wody". Ma to znaczyć, że więzi rodzinne zawsze są ważniejsze od innych relacji. Od miesięcy Ukraina słyszy zapewnienia, że jej miejsce jest w Europie i należy ona do europejskiej rodziny. Jednak gdy przychodzi co do czego, od krwi gęstsza okazuje się ropa, którą kupujemy od Rosji. [KOMENTARZ]
Zobacz wideo Bożek: Zdecydowanie łatwiej jest nam walczyć o Puszczę Amazońską niż o drzewo, które niszczy sąsiad

Jest zgoda na embargo! Nie ma zgody na embargo! Serial, jakim stała się unijna debata na temat odejścia od kupowania rosyjskiej ropy, wciąż się przeciąga. Jeszcze w poniedziałek rano pojawiła się informacja o tym, że przedstawiciele krajów Unii Europejskiej porozumieli się w sprawie embarga. Ale według ostatnich informacji Węgry dalej blokują nawet rozwodnione porozumienie.

Ale ich sprzeciw jest wygodną wymówką dla innych państw. Tymczasem Ukraina od prawie 100 dni wykrwawia się pod naporem rosyjskiego wojska, a nasze pieniądze uzupełniają wojenną kasę Kremla. 

Rosja okupuje w tej chwili ponad 20 proc. terytorium Ukrainy. Ostrzeliwuje miasta, zabija cywilów i żołnierzy. Na terenach okupowanych dochodzi do zbrodni wojennych, a wielu w Ukrainie mówi nawet o ludobójstwie. Wkrótce Rosja może zająć cały obwód ługański. W tym samym czasie ropa i gaz cały czas są przesyłane z Rosji na zachód, a w drugą stronę płynie rzeka gotówki. Od 24 lutego zapłaciliśmy Rosji 54 miliardy euro za paliwa kopalne, w tym 27 miliardów za ropę. 

4 maja Komisja Europejska zaproponowała, by zakręcić ten kurek. W nowym - szóstym - pakiecie sankcji miało znaleźć się embargo na rosyjską ropę. Ale od prawie miesiąca kraje wspólnoty nie są w stanie się na to zgodzić. UE i poszczególne kraje rzeczywiście wspierają Ukrainę na różne sposoby - ale ewidentnie nie są w stanie zrobić tego kosztem poświęceń po swojej stronie. Ukraińcy nie mają komfortu wyboru. Dla nich nieporównywalnie większe poświęcenia są jedynym, co stoi na drodze rosyjskiej okupacji i ludobójstwa. 

Nie karm PutinaCeną za rosyjskie paliwa jest życie Ukraińców. Przestańmy karmić Putina!

Rozwodniona propozycja 

Wiemy już, że w niedzielę i poniedziałek ambasadorom unijnych krajów nie udało się porozumieć w sprawie szóstego pakietu sankcji wobec Rosji i warunków wprowadzenia embarga na import ropy. 

Tym, co miało przynieść zgodę wszystkich 27 krajów na nowy pakiet sankcji, był "kompromis" - czyli rozwodnienie embarga na ropę. Zakładało ono, że spod embarga  - które miałoby wejść w życie na koniec tego roku - na jakiś czas wyłączone będą dostawy rurociągami. Zatem zakaz obiąłby ropę z tankowców, która stanowi 2/3 rosyjskiego importu do Europy. Węgrzy nie zgodzili się i na to, gdyż chcieli gwarancji, że w przypadku odcięcia dostaw ropociągami zapewnione będą dostawy drogą morską, a także rekompensaty za konieczną przebudowę rafinerii. 

Jednak jak opisuje "Politico", niektóre kraje oburzyły się, że taki wyjątek będzie niesprawiedliwy. Dlaczego? Powód widać na mapie, na której zaznaczono przebieg rurociągu naftowego "Przyjaźń" w Europie (cienka zielona linia):

embed

Dostarczana rurociągami ropa trafia tylko do niektórych krajów: przez Białoruś do Polski i Niemiec, a przez Ukrainę na dalej na południe, w tym do Węgier. Zdaniem krytyków takiego wyjątku, embargo tylko na ropę z tankowców uderzy w niesprawiedliwy sposób w te pozostałe kraje UE, a Węgry, Polska czy Niemcy będą korzystać z tańszej rosyjskiej ropy.

Arina Bilai, 16-letnia aktywistka klimatyczna z Kijowa (z prawej) na konferencji z udziałem szefowej KE Ursuli von der LeyenAktywistka z Kijowa: To błąd UE, że uzależniła się od rosyjskich paliw

Czas pokazać, kto na serio chce embarga

Jak opisuje "Politico", choć to Węgry są przedstawiane jako kraj blokujący sankcje na ropę, ich opór jest wygodny dla wielu innych państw. Wiele rządów obawia się, jak ich wyborcy zareagują na jeszcze kolejne podwyżki cen paliw, które wiązałyby się z embargiem. Dlatego węgierski opór jest dla nich w rzeczywistości wygodny. 

Dla części państw wygodne ma być to, że przedłużająca się dyskusja o końcu importu ropy odkłada na później kwestie embarga na gaz. To zapewne okaże się jeszcze bardziej problematyczne, szczególnie dla krajów takich jak Niemcy. 

To, że wśród innych państw UE nie ma wcale takiego przekonania dla ostrych sankcji, pokazują nie słowa, a realnie działania. Bo choć formalne embargo wymaga jednomyślności i może blokować je węgierskie weto, to de facto można uderzyć w Rosję z pominięciem Viktora Orbana. 

Po pierwsze, jak pisze "Politico", już dawno można było przyjąć pozostałą część szóstego pakietu sankcji, w tym na rosyjski Sberbank, bez czekania na kompromis ws. ropy. Greenpeace Polska i fundacja Frank Bold pisały ostatnio, że nałożenie przez Polskę sankcji na rosyjską spółkę naftową Rosnieft, która dostarcza do Polski ropę, byłoby w zgodzie z prawem krajowym i europejskim. W ten sposób Polska wprowadziłaby własne embargo.

Po drugie, kraje UE - gdyby chciały - mogłoby zdecydować o embargu bez formalniej decyzji. Każde z państw UE mogłoby samodzielnie ogłosić, że do końca roku przestanie kupować rosyjską ropę, co de facto równałoby się embargu. 

Po trzecie, zamiast embarga, UE mogłaby wprowadzić cło na rosyjską ropę. Do takiego pomysłu przekonuje hiszpański europoseł Luis Garicano. Jak argumentuje, zamiast rozwodnionego embarga, które wymaga jednomyślności, kraje UE mogą większością głosów przegłosować specjalne cło na rosyjskie paliwa. Garicano pisze, że Rosjanie sprzedają teraz swoją ropę z ponad 30-procentową zniżką. "Zatem cło poniżej tej wartości byłoby w dużej mierze opłacane przez Rosję. Koszt dla europejskiej gospodarki były niewielki, a Rosja ucierpiałaby poważnie" - przekonuje polityk. Poza tym cło oznaczałoby zyski dla budżetu państw, które można by np. przeznaczyć na rekompensaty dla obywateli, których dotykają rosnące koszty energii. 

Jak widać, jeśli kraje UE - w tym Polska - rzeczywiście są zdeterminowane do uderzenia w Rosję, to mają narzędzia, by to zrobić. Zyski z paliw to ogromna część rosyjskiej gospodarki i choć embargo nie zatrzyma wojny z dnia na dzień, to powinno przybliżyć jej koniec. Tak, będzie się to wiązało kosztami. Ale czy myśląc o roku 2022 za 10, czy 20 lat, będziemy chcieli wspominać, że nie zatrzymaliśmy zbrodni wojennych i ludobójstwa, bo było to za drogie? 

Więcej o: