Czy Duda zgodzi się uwolnić wiatraki? Doradca prezydenta: Ustawa wzbudzi ogromne emocje

W przyszłym tygodniu Sejm może zająć się ustawą wiatrakową. Chodzi o zmienienie przepisów wprowadzonych przez PiS ponad sześć lat temu, które niemal zablokowały możliwość stawiania farm wiatrowych. W samej Zjednoczonej Prawicy nie wszyscy popierają liberalizację przepisów. Nie wiadomo także, czy ustawę podpisze Andrzej Duda. Jego doradca zwracał uwagę na protesty wobec wiatraków.
Zobacz wideo Czopek: W słoneczne i wietrzne dni, widzimy spadki cen energii o kilkaset złotych

W piątek ustawa wiatrakowa została wyciągnięta z sejmowej "zamrażarki". Do pierwszego czytania w Sejmie skierowano gotowy od miesięcy rządowy projekt zmiany ustawy dot. energii wiatrowej. Ma ona zmienić zasadę 10H, która - wprowadzona przez PiS w 2016 roku - praktycznie zablokowała możliwość budowy farm wiatrowych na lądzie (więcej o tym w dalszej części tekstu). Zmiana przepisów jest jednym z kamieni milowych KPO.

Choć nie ma jeszcze harmonogramu prac Sejmu na najbliższe posiedzenie, to rząd zapowiadał, że właśnie wtedy posłowie i posłanki mieliby zająć się projektem ustawy. Czy zostanie przyjęty? W samej Zjednoczonej Prawicy może zabraknąć głosów, bo liberalizacji zasad budowy wiatraków sprzeciwia się Solidarna Polska i niektórzy posłowie PiS. Popieraj to za to opozycja, która przygotowała zresztą swoje ustawy. 

Ale to może nie być jedyną przeszkodą na drodze do zmiany prawa. Konieczny będzie także podpis prezydenta Andrzeja Dudy - i wcale nie jest pewne, że ten zgodzi się na ustawę. Wątpliwości wobec proponowanych przepisów wyrażał Paweł Sałek, prezydencki minister zajmujący się sprawami ochrony środowiska, polityki klimatycznej. - Jeśli ta ustawa zostanie zmieniona, to wzbudzi ogromne emocje na terenach wiejskich - mówił w "Faktach" TVN. Stwierdził, że obecne prawo przyjęto, bo "były bardzo poważne protesty w środowisku wiejskim, które dotyczył budowy wiatraków w pobliżu domów".

Duda z PiS zablokowali wiatraki

PiS przyjął obecnie obowiązujące przepisy dot. wiatraków w 2016 roku. Wcześniej turbiny wiatrowe mogły być stawiane w odległości minimum 500 metrów od zabudowań. Zamiast tego wprowadzono zasadę 10H, czyli minimalna odległość to 10-krotność wysokości wiatraka, a więc nawet 1,5-2,2 km. To, wraz z innymi ograniczeniami (parki narodowe, ukształtowanie terenu itd.) sprawiło, że budowa wiatraków stała się zabroniona na ponad 99 proc. powierzchni Polski.

Była to jedna z obietnic wyborczych PiS w kampanii w 2015 roku. Szczególnie aktywna w sprawie zablokowania wiatraków była posłanka Anna Zalewska. Odwoływała się do osób, które sprzeciwiały się budowie farm wiatrowich w ich okolicy.

Farma wiatrowaMity i manipulacje, czyli jak poseł PiS straszy wiatrakami

Jak pisał serwis wysokienapiecie.pl, podczas kampanijnej wizyty w Ząbkowice Śląskie Andrzej Duda odwoływał się także do wyborców przeciwnych wiatrakom i zapewniał, że będzie chciał doprowadzić do przyjęcia prawa uniemożliwiającego stawianie turbin w pobliżu domów. Tak też się stało - w 2016 roku Duda podpisał ustawę, która niemal zablokowała rozwój energetyki wiatrowej. Osiem lat temu kandydat Duda mówił też, że "dekarbonizacja jest niszcząca dla Polski i Śląska".

Od tego czasu prezydent zmienił poglądy, które prezentuje na ten temat i na ogół pozytywnie wypowiada się o energii odnawialnej, chwali nawet Polskę jako rzekomego "prymusa" zielonej transformacji. Jeśli chodzi o wiatraki, to chwalił plany budowy morskich farm wiatrowych na Bałtyku. Co do lądowych - wątpił w ich walory estetyczne. - Nie jestem zainteresowany tym, aby wszędzie w Polsce stały wiatraki. Nie uważam ich za najbardziej szczęśliwy i uroczy element krajobrazu" - stwierdził prezydent w 2021 roku. 

Denialista od klimatu

Prezydencki doradca ds. klimatu i środowiska zasłynął tym, że w ogóle wątpi w spowodowane przez człowieka globalne ocieplenie. 

W 2021 roku Koalicja Klimatyczna wraz z Młodzieżowym Strajkiem Klimatycznym wspólnie wezwały prezydenta Andrzeja Dudę do odwołania ministra Sałka. Apel wystosowano po tym jak goscił audycji w Polskim Radiu 24. Jak pisała Koalicja Klimatyczna:

"W trakcie swojego wystąpienia wygłosił tezy na temat kryzysu klimatycznego, wykazując się całkowitą ignorancją i brakiem rzetelności wobec aktualnych ustaleń nauki. Stwierdził, że: "koncepcja która (…) twierdzi, że człowiek ma wpływ na zmiany klimatu, w tym momencie jest głośniejsza medialnie". Dodał również, że "ścierają się dwie koncepcje - jedna, że człowiek ma znaczący wpływ na zmianę klimatu, ale mamy też grono naukowców, którzy twierdzą, że człowiek, nawet poprzez emisje gazów cieplarnianych (…) nie ma wpływu na te zmiany (…), bo klimat zawsze się zmienia". Powyższe słowa stoją w sprzeczności z ustaleniami nauki, istnieje bowiem niepodważalny konsensus naukowy co do tego, że Ziemia coraz bardziej się ogrzewa pod wpływem działalności człowieka".
Więcej o: