Chcą zmienić przepisy dot. wiatraków w ustawie o cenach prądu. "Lata zaległości do nadrobienia"

Nowa koalicja chce szybko wprowadzić zmiany w przepisach dot. budowy turbin wiatrowych, by przyspieszyć rozwój energii odnawialnej. Michał Smoleń, ekspert Fundacji Instrat, uważa, że zmiany są konieczne, jeśli mamy rozbudować nowe źródła energii w nadchodzących latach. Jednak w ramach "politycznej gry" nowe prawo nie jest w osobnej ustawie, lecz ma być wprowadzone w ramach ustawy o mrożeniu cen energii.
Elektrownia wiatrowa (zdjęcie ilustracyjne)
Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Wyborcza.pl

Projekt ustawy dot. mrożenia cen energii elektrycznej, a także ciepła i gazu zgłosiła grupa posłów nowej koalicji. Więcej o tym przeczytasz tutaj. Kwestie cen energii to jednak nie wszystko w ustawie - wprowadza ona także zmiany w przepisach dotyczących budowy turbin wiatrowych. -  Tego rodzaju zmiany są niezbędne, jeżeli chcemy zobaczyć nową falę wiatraków jeszcze w tej dekadzie - mówi nam Michał Smoleń.

Zobacz wideo Grzegorz Onichimowski: Nie możemy postawić ludzi w obliczu drastycznych podwyżek cen energii elektrycznej

PiS w 2016 roku, krótko po dojściu do władzy, wprowadziło tzw. zasadę 10H, która w praktyce niemal zablokowała rozwój farm wiatrowych w Polsce. Wcześniej turbiny można było stawiać co najmniej 500 m od budynków mieszkalnych, a po zmianie prawa przez PiS - 2 km lub więcej (a dokładnie 10-krotność samej turbiny, która może mieć nawet ponad 200 m). To sprawiło, że wiatraków nie można było budować prawie nigdzie. Dopiero w ubiegłym roku Ministerstwo Klimatu było bliskie sfinalizowania powrotu do odległości 500 m (za zgodą samorządu), ale w ostatniej chwili PiS zamienił 500 m na 700. Pozornie niewielka różnica miała duże konsekwencje i wg ekspertów w praktyce nie odblokowało to pełnych możliwości rozwoju energii wiatrowej.

"Niezbędne" zmiany w kontrowersyjnej formie

"Uwolnienie" inwestycji w energetykę wiatrową przez zmianę przepisów o odległości znalazło się i w obietnicach partii przed wyborami, i (zapisane w bardzo ogólny sposób) w umowie koalicyjnej. Teraz przepisy znalazły się w ustawie dot. mrożenia cen prądu. O komentarz do proponowanych zmian poprosiliśmy Michała Smolenia, kierownika programu badawczego Energia i Klimat w Fundacji Instrat.

Ekspert zwraca uwagę, że proponowane ułatwienia dla OZE "obejmują nie tylko dalszą liberalizację wiatrakowych regulacji odległościowych, ale także odejście od kryzysowego mechanizmu ograniczenia przychodów producentów z OZE" oraz "uelastycznienie czy usprawnienie" innych regulacji wpływających na tempo budowy farm wiatrowych. Takie zmiany ocenia on jako "niezbędne", by mieć szanse na rozwój energii odnawialnej w najbliższych latach. 

Dlaczego jednak nowa koalicja nie przygotowała ustawy dotyczącej konkretnie wiatraków? Wśród uzasadnień mowa m.in. o tym, że energia wiatrowa daje tani prąd i przyczyni się do obniżenia cen energii. To jednak perspektywa wielu lat, a nie najbliższych sześciu miesięcy, których dotyczy "mrożenie cen prądu".

- Dołączenie tych propozycji do pilnej nowelizacji ustawy o cenach prądu, gazu i ciepła to już kwestia gry politycznej - mówi Smoleń. Gra idzie o prezydenckie weto. Andrzej Duda mógłby nie zgodzić się podpisać ustawy, która liberalizuje stawianie wiatraków. Sam wypowiadał się o tej technologii niechętnie, do tego zmianom na pewno przeciwny jest jego obóz polityczny.  A w kwestii zmian w energetyce nie ma czasu do stracenia. Czekanie niespełna dwa lata do kolejnych wyborów prezydenckich i liczenie na ewentualne zwycięstwo kandydata nowej koalicji oznaczałoby jeszcze większe zapóźnienia transformacji energetycznej. - W idealnym świecie takie zmiany pewnie należałoby procedować inaczej, ale jako Polska mamy w obszarze transformacji energetycznej wiele lat zaległości do nadrobienia - ocenia Smoleń. 

Kiedy przepisy o wiatrakach będą nie w osobnej ustawie, a w tej dot. mrożenia cen prądu, to prezydentowi Dudzie może o wiele trudniej przyjść zawetowanie ustawy - bo to oznaczałoby też potężne podwyżki rachunków dla wszystkich od 1 stycznia.

Nie tylko metry, ale i decybele

Choć w ubiegłej kadencji opozycja mówiła przede wszystkim o powrocie o minimalnej odległości 500 metrów dla budowy wiatraków, w tej ustawie mamy inne rozwiązanie - zgłaszane wcześniej przez Polskę 2050. Minimalna odległość ma nie być wyznaczona sztywno, lecz zależeć od tego, jak głośny jest dany wiatrak.  

Ekspert Instratu wyjaśnia, że proponowane zmiany wzmacniają rolę samorządów, które będą mogły decydować o zgodzie na lokalizację najcichszych turbin wiatrowych nawet 300 metrów od zabudowy wielorodzinnej (przy uwzględnieniu innych wymogów i konsultacji społecznych). W takiej odległości od zabudowy wielorodzinne będzie można stawiać turbiny o maksymalnym poziomie hałasu poniżej 100 decybeli (w przypadku domów jednorodzinnych to 400 m). Dla porównania np. kosiarka emituje hałas na poziomie ok. 90-95 decybeli. Nowoczesne turbiny wiatrowe firm takich jak Siemens czy Vestas emitują mniej niż 105 decybeli. W myśl nowej ustawy takie wiatraki mogłyby stać co najmniej 352 m od domów wielorodzinnych.

- Dla głośniejszych instalacji, sztywne normy sięgają nawet blisko 600 metrów -mówi ekspert. Zwraca uwagę, że tak skonstruowane przepisy mogą zachęcić inwestorów do wybierania najbardziej nowoczesnych turbin, które są jednocześnie najcichsze i najmniej uciążliwe dla otoczenia.

Smoleń przekonuje, że zmniejszenie wymogów odległościowych to "bez wątpienia dobry pomysł". - Odległość 700 metrów, do której ostatecznie zliberalizowano zasadę 10H w zeszłym roku, to zbyt wyśrubowany wymóg, w stosunku do konsultowanych uprzednio 500 metrów - ocenia. Jednak podkreśla, że szczegółowa ocena skutków proponowanych rozwiązań wymaga bardziej pogłębionej analizy ze strony branży wiatrowej. W przypadku zmiany minimalnej odległości z 500 na 700 metrów policzenie skutków było stosunkowo proste; w wypadku tej ustawy trzeba wziąć pod uwagę bardziej skomplikowane przepisy.

Więcej o: