Globalne ocieplenie najszybciej postępuje w rejonach polarnych, a uwagę zwraca tutaj przede wszystkim północ globu. Zagrożenie jest mniej widoczne na południu, ale to tam drzemie największe ryzyko. Antarktyda pokryta jest potężnym lądolodem, trzymającym gigantyczne rezerwy lodu i jakiekolwiek oznaki jego niestabilności błyskawicznie budzą zainteresowanie naukowców. I obawy. "Coś niesamowitego dzieje się we wschodniej Antarktydzie" - tak zapowiadają swój tekst dziennikarze "Washington Post" na profilu zajmującym się pogodą w serwisie X.
Północna półkula Ziemi doświadcza tego lata ogromnych upałów. Rekordy bite są w Azji (głównie w Chinach), na Bliskim Wschodzie i w Ameryce Północnej. Gorąco uderza też w różnych miejscach w Europie, przede wszystkim w basenie Morza Śródziemnego, ale i we Francji, w Polsce mieliśmy całe tygodnie z temperaturami utrzymującymi się w okolicach 30 stopni Celsjusza.
Ale wyjątkowo ciepło bywało też w Antarktydzie Wschodniej. To o tyle znamienne, że jest tam teraz środek zimy, a kontynent zanurzony jest w ciemności. Mimo tego temperatura przy powierzchni gruntu przekraczała nawet o 28 stopni Celsjusza (50 stopni Fahrenheita) normę dla tego okresu roku - wyliczyli eksperci, a opisali to dziennikarze amerykańskiego "The Washington Post" i brytyjskiego "The Guardian". To druga tak duża fala upałów na Antarktydzie w ostatnich dwóch latach. O poprzedniej pisaliśmy w tym tekście: W Arktyce 20, na Antarktydzie 40 stopni ponad normę. W tym samym czasie. "Księgi rekordów pisane są na nowo">>>
Oczywiście, mówimy o antarktycznej zimie, zatem ten upał wciąż oznacza temperatury poniżej zera w skali Celsjusza (okolice -20). To jednak i tak największa taka anomalia temperatury na Ziemi w ostatnim czasie. Średnia dla stacji na biegunie południowym wyniosła wstępnie -54 stopnie Celsjusza, 6,2 stopnia powyżej normy z lat 1991-2020. To oznacza najcieplejszy lipiec od 2002 roku - zauważył Stefano Di Battista, meteorolog, zajmujący się klimatem Antarktydy. Podkreślił, że średnia dla dni 20-30 lipca wyniosła tam -47,5 stopnia Celsjusza - "to jak koniec lutego/początek marca" - stwierdził - czyli koniec antarktycznego lata.
Średnia dla lipca na dużych obszarach Antarktydy Wschodniej była o 10 stopni powyżej wieloletniej normy, co jest według ekspertów nawet bardziej znamienne. Jeden z nich, Michael Dukes z brytyjskiego centrum prognostycznego MetDesk, powiedział "Guardianowi", że to właśnie dobry przykład wpływu antropogenicznej zmiany klimatu na rejony polarne. "Zwykle nie można patrzeć tylko na jeden miesiąc, aby określić trend klimatyczny, ale ten jest zgodny z tym, co przewidują modele" - dodał.
Same liczby i statystyki robią wrażenie, ale kluczowe są oczywiście wnioski i potencjalne skutki. A te mogą być niepokojące. "Na Antarktydzie generalnie tego rodzaju ocieplenie zimą i trwające do miesięcy letnich może prowadzić do załamania pokrywy lodowej" - zauważył Michael Dukes. "Ta fala upałów jest wydarzeniem bliskim rekordu (lub rekordem) dla regionu Antarktydy, na który ma największy wpływ" - przekazał z kolei dziennikarzom "The Washington Post" Edward Blanchard, naukowiec zajmujący się atmosferą na Uniwersytecie Waszyngtońskim. Podkreślił, że niezwykły jest także duży zasięg fali upałów.
Antarktyda Wschodnia długo postrzegana była jako bardziej stabilna część kontynentu, której globalne ocieplenie raczej nie dotyka. Jeśli słyszymy czy czytamy o rozpadających się wielkich lodowcach szelfowych, to ma to miejsce na zachodzie kontynentu To tam znajduje się Thwaites, nazywany "lodowcem zagłady". W ostatnich latach coraz częściej jednak naukowcy zmieniają swoją ocenę w tej sprawie i z coraz większym niepokojem patrzą na wschód. A to Antarktyda Wschodnia zajmuje większą część lodowego kontynentu.
Skąd te lipcowe upały? Poza wpływem postępującego globalnego ocieplenia, naukowcy widzą też tutaj potencjalny efekt zjawiska El Nino. To naturalny, powtarzający się cyklicznie fenomen, mający miejsce w równikowej części Pacyfiku, ale wpływający podgrzewająco na pogodę na całym świecie. Ostatnie El Nino było wyjątkowo silne. Bezpośrednio temperatury podnieść miało osłabienie wiru polarnego.