Ostatnia bryła węgla została spalona w elektrowni Ratcliffe-on-Soar w poniedziałek 30 września. A od 1 października Wielka Brytania, po 140 latach, jest wolna od produkcji energii elektrycznej z węgla. Wśród krajów rozwiniętych udział węgla w produkcji elektryczności szybko spada. W żadnym z nich nie jest on tak duży jak w Polsce. Ale nasza droga odchodzenia od węgla może być szybsza od tej na Wyspach.
Zamknięcie ostatniej elektrowni na węgiel w Wielkiej Brytanii przyciąga uwagę z kilku powodów. Ma wymiar symboliczny - to na Wyspach Brytyjskich rodziła się rewolucja przemysłowa, która doprowadziła do masowego wykorzystania węgla, a później innych paliw kopalnych (ropy i gazu). Węgiel przez dziesięciolecia napędzał gospodarkę kraju, ale powodował też zanieczyszczenie na wielką skalę. Od pół wieku wiemy też, że spalanie paliw kopalnych powoduje ocieplenie klimatu, które może być katastrofalne w skutkach.
Koniec węgla w Wielkiej Brytanii ma też wymiar praktyczny - to kolejna duża, rozwinięta gospodarka, która zakończyła produkcję prądu z tego wysokoemisyjnego paliwa. Już w sumie 11 państw rozwiniętych - w tym Austria, Portugalia, Belgia - wycofały elektrownie na węgiel. Droga od węgla była długa, ale w ostatnich latach przyspieszyła. Zdaniem ekspertów to przykład dla innych państw - w tym dla Polski - jak z korzyścią dla gospodarki, zdrowia i środowiska zakończyć erę węgla.
Marta Anczewska z organizacji Instytut Reform zwraca uwagę, że transformacja brytyjskiej energetyki trwała długo, ale w ostatniej dekadzie nabrał dużego przyspieszenia. - W ciągu ostatnich 12 lat udział węgla w produkcji energii elektrycznej spadł z 39 procent do zaledwie 1 procenta, głównie dzięki odnawialnym źródłom energii - powiedziała.
Jak wyjaśniła, to przyspieszenie było możliwe dzięki skutecznej kombinacji zmian prawa oraz zachęt finansowych do rozwoju energii odnawialnej. Sporą rolę odegrał unijny system handlu uprawnieniami do emisji (po wyjściu z UE Wielka Brytania wdrożyła własny system ETS), uchwalenie prawa klimatycznego z zapisaną w nim datą odejścia od węgla oraz limity emisyjności dla nowych elektrowni.
W Polsce w 2023 roku wyprodukowaliśmy nieco ponad 60 procent energii z węgla - tyle wynosił udział węgla w brytyjskiej energetyce na początku lat 90. To najwyższy procentowy poziom udziału węgla w energetyce wśród krajów rozwiniętych. Z drugiej strony - w ostatnich latach obserwujemy przyspieszający spadek produkcji energii z węgla - jeszcze kilka lat temu węgiel odpowiadał za aż 80 procent produkcji energii. - Podobnie jak w Wielkiej Brytanii, droga, szkodliwa dla klimatu energia z węgla wypierana jest przede wszystkim przez elektrownie słoneczne i wiatrowe - ocenił Michał Smoleń, specjalista ds. energii i klimatu w Fundacji Instrat.
Zdaniem ekspertów proces odchodzenia od węgla może u nas wydarzyć się szybciej, jeśli skorzystamy z doświadczeń innych krajów oraz nowoczesnych technologii: energia słoneczna jest obecnie o 90 procent tańsza, lądowa energia wiatrowa o 70 procent, a baterie o ponad 90 procent tańsze niż w momencie, gdy zaczynała się brytyjska transformacja. Chociaż plany rządowe były dotychczas o wiele bardziej zachowawcze, to według niezależnych analiz z obecnych około 60 procent węgla możemy zejść do zera ciągu kilkunastu lat.
- Energetyka brytyjska pokazuje, że era węgla się kończy na dobre. Przychodzi taki moment, w którym ten proces zaczyna być bardzo dynamiczny. W Polsce też to widzimy - powiedziała Aleksandra Gawlikowska-Fyk, dyrektorka programu Elektroenergetyka w Forum Energii.
Zwraca uwagę, że w tym roku zapewne pobijemy ubiegłoroczny rekord udziału węgla w produkcji energii i spadnie on poniżej 60 procent. Ten trend będzie kontynuowany w kolejnych latach, co widać między innymi w rządowych planach klimatycznych. Przygotowywany przez rząd projekt Krajowego planu w dziedzinie energii i klimatu do 2030 r. (KPEiK) zakłada, że udział węgla w ciągu około 6 lat spadnie do 22 procent. Zastąpią go przede wszystkim odnawialne źródła energii oraz gaz, które w 2030 roku mają odpowiadać za odpowiednio 56 oraz 16 procent produkcji prądu w Polsce. W następnej dekadzie dalsza rozbudowa OZE, magazynów energii oraz elektrowni jądrowych pozwoli na całkowite odejście od węgla.
Jednak Polska - jako jeden z nielicznych krajów Europy, obok Turcji, Kosowa oraz Bośni i Hercegowiny - nie ma oficjalnie wyznaczonej daty odejścia od węgla. - Aby przygotować się na rzeczywistość po węglu w Polsce, trzeba skupić wysiłek na budowaniu nowego systemu, który będzie pracował w oparciu o miks różnych technologii. Projektowanie go na pewno ułatwiłoby ustalenie końcowej daty wykorzystania węgla w polskiej energetyce - a powinien to być rok 2035 - uważa Gawlikowska-Fyk.
- Niestety, do tej pory kolejne rządy starały się ukryć przed społeczeństwem skalę nadchodzących zmian. Świadomość sytuacji w regionach górniczych wzrosła m.in. dzięki wdrażaniu unijnego Funduszu Sprawiedliwej Transformacji, który wspiera przygotowanie nowych miejsc pracy i zapewnienie powęglowej przyszłości dla tych miejsc - zwrócił uwagę Michał Smoleń z Fundacji Instrat. Jego zdaniem przyjęcie finalnej wersji planu transformacji powinno jednocześnie oznaczać otwarcie rozmów ze stroną społeczną, "tym razem na podstawie rzetelnych prognoz" spadku zapotrzebowania na węgiel.
Marta Anczewska podsumowuje:
- Lekcja, jaką należy wyciągnąć z brytyjskiego doświadczenia, dotyczy planowania strategicznego. Dobrze sformułowane w politykach publicznych cele, które prowadzą do redukcji emisji i wspierają rozwój czystych technologii, pozwalają na szybkie odejście od węgla bez zagrożenia dla bezpieczeństwa dostaw. Polska znajduje się przełomowym momencie, aby przygotować odpowiedni zestaw narzędzi – czekamy na nowelizację ustawy OZE, wdrożenie nowych zapisów Dyrektywy OZE i rewizję KPEiK – głównej strategii klimatycznej. Potrzeba odwagi politycznej i konsekwencji. Przykład brytyjski dowodzi, że takie podejście popłaca.