Życie na bombie. Bałtyk skrywa ekosystem, jakiego nikt się nie spodziewał

Na dnie Bałtyku zalega mnóstwo amunicji z czasów II wojny światowej. To pozornie niesprzyjające środowisko dla rozwoju życia. Najnowsze badania pokazują jednak, że pośród niewybuchów rozwija się cały ekosystem.
wrak na Bałtyku (zdjęcie ilustracyjne)
Juha Flinkman, SubZone OY, CC BY-SA 4.0 , via Wikimedia Commons

Życie wśród wraków i niewybuchów

Bałtyk jest pełen pozostałości po II wojnie światowej. Mnóstwo tu rdzewiejących statków i okrętów, często pełnych paliwa. We wraku niemieckiego tankowca Franken, który znajduje się na dnie Zatoki Gdańskiej, wciąż jest półtora miliona litrów paliwa. Nie brakuje tu również różnego rodzaju bomb i amunicji, w tym głowic V-1. Tylko na niemieckich wodach jest około 1,6 miliona ton amunicji. Wyniki badań opublikowane na łamach renomowanego "Communications Earth & Environment" mogą więc zaskakiwać - pośród odpadów wojennych powstał zdumiewający ekosystem.

Życie na bombie

Jak wykazała analiza chemiczna próbek wody w pobliżu kilku zatopionych głowic, stężenie TNT (trinitrotoluen) sięga nawet 2,73 mg/l, a RDX (heksogen) 0,5 mg/l. Dla wielu organizmów wodnych są to wartości krytyczne. Jednak epifauna rozwija się na uszkodzonych pociskach równie dobrze, jak w innych obszarach. Wiele organizmów potrzebuje jedynie stałego podłoża, do którego mogą się przyczepić. Co interesujące, w przypadku niektórych gatunków zagęszczenie na metalowych częściach V1 jest znacznie wyższe niż w pobliskich osadach (ok. 43 tys. organizmów na m2 w stosunku do 8,2 tys.). - Chociaż głowice obecnie stanowią ważne siedlisko w zatoce, zastąpienie ich bezpieczną sztuczną powierzchnią przyniosłoby jeszcze większe korzyści lokalnemu ekosystemowi - stwierdzili autorzy publikacji.

Zobacz wideo W Bałtyku zauważono delfina. Płynął równolegle z jachtem, około 9 kilometrów od Gdyni

Zdalnie sterowane urządzenie i zdjęcia z dna

Badania przeprowadzono w południowo-zachodniej części Morza Bałtyckiego w rejonie Zatoki Lubeckiej. Zespół z niemieckiego instytutu badawczego Senckenberg am Meer oraz Uniwersytetu Carla von Ossietzky'ego w Oldenburgu wykorzystał w tym celu zdalnie sterowane urządzenie podwodne ROV (wyposażone w dwa systemy kamer), które mogło sfilmować amunicję oraz pobrać próbki morskie. Wszystko wskazuje na to, że organizmy morskie nauczyły się wykorzystywać twarde podłoże, jakie daje zatopiona amunicja, a równocześnie radzić sobie z toksycznymi i pozornie śmiercionośnymi substancjami - choć w większej ilości występowały na metalowych powłokach niż w miejscach z odsłoniętym materiałem wybuchowym.

Co odkryto na dnie?

Dzięki filmom udało się zidentyfikować 5 gatunków bezkręgowców oraz 3 gatunki ryb. Niektóre, jak parzydełkowce, szkarłupnie i wieloszczety, występowały powszechnie. Epifauna lokowała się na metalowych korpusach, częściach transportowych, pozostałościach głowic bojowych, a nawet kieszeniach zapalników. Wyższe stężenie TNT powodowało zmianę zachowań behawioralnych małż, które częściej utrzymywały zamknięte muszle. Nie stwierdzono jednak gorszej kondycji zdrowotnej organizmów, które zamieszkiwały tereny z zatopioną amunicją. Badania pokazują, że życie doskonale potrafi sobie poradzić nawet w trudnych warunkach środowiskowych. Warto jednak pamiętać, że Bałtykowi grożą znacznie bardziej śmiercionośne substancje. W latach 1945-1948 zgodnie z postanowieniami Konferencji Poczdamskiej siły alianckie zatopiły nawet 65 tys. ton niemieckiej broni chemicznej. W metalowych pojemnikach, które cały czas ulegają korozji, znajdowały się wyjątkowo trujące środki bojowe takie jak tabun, iperyt siarkowy i azotowy, luizyt, fosgen czy cyjanowodór.

Czytaj też: "Alarmujące dane. Ulubiona ryba Polaków może być wkrótce towarem luksusowym".

Źródło: Communications Earth & Environment

Więcej o: