Katastrofa Teleskopu Arecibo została nagrana z drona. Widać moment pęknięcia lin

Bartłomiej Pawlak
Zawalenie się słynnego radioteleskopu w Obserwatorium Arecibo w Portoryko zostało nagrane. Agencja National Science Foundation opublikowała dwa filmy pokazujące moment katastrofy. Wideo robi wrażenie, choć ogląda się je z ogromną przykrością.

Radioteleskop w Obserwatorium Arecibo był jednym z najbardziej zasłużonych instrumentów astronomicznych wszech czasów, a do niedawna również największym teleskopem na świecie. We wtorek (1 grudnia) zawalił się. Liny podtrzymujące ważący 900 ton odbiornik zerwały się, a aparatura spadła ponad 150 metrów niżej, niszcząc zupełnie ogromną czaszę teleskopu.

Teleskop w Obserwatorium Arecibo po zawaleniu się odbiornika na czaszę w grudniu 2020 rokuTeleskop w Obserwatorium Arecibo po zawaleniu się odbiornika na czaszę w grudniu 2020 roku fot. Yamil Rodriguez / Aeromed via AP

Moment zawalenia się teleskopu Arecibo na nagraniach

W sieci szybko pojawiły się zdjęcia przedstawiające zniszczony teleskop. Teraz jednak amerykańska agencja National Science Foundation opublikowała pierwsze nagrania przedstawiające moment katastrofy. 

Jedno z nich pochodzi z kamery zainstalowanej na pobliskim budynku kontrolnym, z którego rozciągał się doskonały widok na wiszący wysoko odbiornik radioteleskopu. Drugie wideo zostało nagrane przez drona latającego nad czaszą teleskopu. Film robi ogromne wrażenie, choć oglądanie momentu zawalenia się jednego z najbardziej zasłużonych dla nauki urządzeń jest dość przykrym doświadczeniem.

Zobacz wideo Moment zawalenia się radioteleskopu w Obserwatorium Arecibo w Portoryko

Nigdy wcześniej nie mieliśmy okazji obserwować zawalenia się instrumentu naukowego takich rozmiarów. Oba filmy są niezłej jakości i zawierają też ścieżkę dźwiękową, a wideo z drona zostało nagrane zupełnie przypadkowo - naukowcy z pomocą tych urządzeń sprawdzali stan kabli podtrzymujących odbiornik.

Ze względu na ryzyko zawalenia się, do teleskopu nikt nie mógł się zbliżyć, dlatego obserwacje trzeba było prowadzić "zdalnie". W normalnych warunkach do odbiornika można było dostać się przy pomocy kładki rozciągniętej między tą instalacją a jednym ze wzgórz.

Nagranie z drona świetnie pokazuje bezpośrednią przyczynę zapadnięcia się odbiornika i jego upadku na czaszę teleskopu. Najpierw zerwała się tylko jedna z lin podtrzymujących konstrukcję, w ślad za nią pękła kolejna. Ostatnia lina nie miała szans wytrzymać ciężaru odbiornika i zerwała się kilka chwil później.

Teleskop Arecibo od dawna alarmował naukowców

Zawalenie się radioteleskopu Arecibo tak naprawdę nie powinno być zaskoczeniem. W sierpniu tego roku z mocowania wypadła (dodana w latach 90. dla podtrzymania konstrukcji) lina pomocnicza rozciągnięta między odbiornikiem i jedną z wież. Stalowy kabel o grubości ponad 7,5 centymetra uderzył wtedy z ogromnym impetem w czaszę, rozcinając ją na odcinku ok. 30 metrów.

Wówczas obserwatorium chciało jeszcze uratować teleskop, naprawiając uszkodzenia. Miał on zostać tylko czasowo wyłączony. W drugiej połowie listopada pojawił się jednak bardzo poważny problem - tym razem pękła jedna ze starszych lin głównych, które były trzonem konstrukcji. Pomimo, że łącznie odbiornik podtrzymywało ponad 20 lin, dla teleskopu nie było już ratunku.

Obie zerwane liny łączyły odbiornik z tą samą (jedną z trzech) wieżyczek, dlatego konstrukcja po jednej stronie została poważnie osłabiona. Obserwatorium podjęło decyzję o wyłączeniu teleskopu na stałe. Celem naukowców stało się wtedy uratowanie cennej aparatury wiszącej nad czaszą teleskopu i - choć zadanie nie było łatwe - rozpoczęły się prace nad wymyśleniem bezpiecznego sposobu na zdjęcie odbiornika bez doprowadzania do katastrofy.

Kolejne trzy liny pękły 1 grudnia doprowadzając już do całkowitego zniszczenia teleskopu. Odbiornik zupełnie zdewastował czaszę teleskopu, a liny podtrzymujące konstrukcję zniszczyły częściowo jedną z wież oraz uszkodziły znajdujące się w bezpośrednim sąsiedztwie budynki.

Obserwatorium AreciboObserwatorium Arecibo Fot: H. Schweiker/WIYN and NOAO/AURA/NSF / Quazgaa / Wikimedia Commons

Dzięki Arecibo Wolszczan odkrył pierwsze planety

Obserwatorium wybudowano w 1963 roku w dżungli w pobliżu miasta Arecibo w Portoryko, autonomicznym terytorium stowarzyszonym ze Stanami Zjednoczonymi. Dzięki czaszy o średnicy aż 305 metrów przez wiele dekad (od momentu budowy do 2016 roku) był to największy radioteleskop (i teleskop w ogóle) na świecie. Zdetronizował go dopiero chiński, 500-metrowy radioteleskop FAST, który jednak nie zastąpi naukowcom Arecibo.

Portorykańskie obserwatorium pozwoliło na wiele przełomowych odkryć. Już pół roku po uruchomieniu, za pomocą tego instrumentu wyliczono, że dzień na Merkurym (czyli jeden obrót wokół własnej osi) trwa 59 dni ziemskich, a więc zdecydowanie mniej niż sądzono wcześniej.

Kilka lat później teleskop dał nam pierwszy dowód na istnienie gwiazd neutronowych, obserwując impulsy radiowe pochodzące z Mgławicy Kraba. W 1974 roku dzięki niemu udało się też odkryć pierwszy układ dwóch gwiazd, w którym oba składniki to pulsary. W 1990 roku Obserwatorium Arecibo posłużyło Polakowi Aleksandrowi Wolszczanowi do badań pulsara milisekundowego Lich, dzięki czemu odkrył on trzy pierwsze planety pozasłoneczne. I choć rola w badaniach kosmosu była już nieco mniejsza niż w XX wieku, a teleskop miał na karku ponad 50 lat, obserwatorium Arecibo wciąż służyło naukowcom w badaniach. Szkoda że los rozprawił się z ikonicznym teleskopem w tak brutalny sposób.