- Ten test nie służy wykryciu aktywnej postaci choroby, temu służą testy PCR lub antygenowe. Jeśli byłyby testy na antygeny, to rozumiem, to byłaby walka z epidemią. Tu to jest element informacyjny: miał pan kontakt z zakażeniem. To nie znaczy też, że miał pan odporność. Będzie to taka ocena, kto miał kontakt z zakażeniem, czemu ma to służyć nie bardzo wiem - mówił w programie "Newsroom" prof. Krzysztof Simon z Rady Medycznej przy premierze. - Szkoda kasy, naturalnie, że szkoda kasy - podsumował lekarz.
Sprzedawany od poniedziałku 15 marca br. do wyczerpania zapasów test Primacovid kosztuje 49,99 zł za sztukę. To tzw. test serologiczny, który pozwoli wykryć, czy badana osoba wytworzyła przeciwciała IgG i IgM przeciwko koronawirusowi wywołującemu COVID-19. Trzeba pamiętać, że testy te nie służą do wykrywania koronawirusa.
"Testy, które będzie miała w swojej ofercie sieć sklepów Biedronka, to szybkie testy serologiczne, czyli wykrywające obecność przeciwciał. Testy te w żadnym wypadku nie służą do wykrywania ostrych infekcji, dlatego że na wytworzenie przeciwciał przeciwko wirusowi SARS-CoV-2 organizm człowieka potrzebuje od ok. 7 dni do 3 tygodni (dane CDC). Upraszczając: jeśli od 3 dni obserwujemy u siebie objawy infekcji, to ten test nie pomoże nam w jej rozpoznaniu, a wynik ujemny może dać nam fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Do wykrywania ostrych ('świeżych') infekcji służą jedynie testy molekularne RT-PCR i testy antygenowe" - wyjaśnia w informacji przesłanej Next.gazeta.pl Matylda Kłudkowska, wiceprezeska KRDL.