Zwolnienia grupowe pobiją rekord dekady? Dziesiątki tysięcy osób mogą stracić pracę

W tym roku, do lipca włącznie, do zwolnień grupowych zgłoszono w Polsce 45,8 tys. pracowników. To o ponad 40 proc. więcej niż w całym 2019 r. - informuje "Rzeczpospolita". I obawia się, że jesienna fala zwolnień może sprawić, że pobity zostanie rekord sprzed dekady, gdy zwolnienia grupowe obejmowały w skali roku po ok. 80 tys. pracowników.

Jak informuje "Rzeczpospolita", powołując się na badania Randstad, zatrudnienie w najbliższych miesiącach ma rosnąć przede wszystkim w centrach usług, przemyśle i transporcie i logistyce - deklaruje to 19-29 proc. firm. Z drugiej strony, także w tych branżach - jak również m.in. w handlu i usługach - po kilkanaście procent przedsiębiorstw deklaruje zwolnienia. Największe plany zmniejszenia zatrudnienia ma jednak branża finansowa - chce to robić 26 proc. firm (zatrudniać chce 12 proc.). 

Sytuacja jest więc mocno niepewna, nawet w obrębie jednej branży. Wygląda na to, że firmy, które nie dostosowały się do nowych uwarunkowań rynkowych (ewentualnie już przed pandemią miały kłopoty), a nie dadzą sobie rady bez rządowych programów pomocowych, mogą nie mieć innego wyjścia jak redukcja zatrudnienia. 

Wiele firm dopracowuje właśnie swoje plany restrukturyzacji, obejmujące często także redukcję zatrudnienia. W ostatnich tygodniach plany zwolnień grupowych przedstawiły m.in. Carrefour Polska (ok. 400 osób), PG Silesia (250 osób), Tesco (230 osób), Hebe (290 osób), Rafako (do 400 osób), Pratt & Whitney (ponad 200 osób) czy fabryka Opla w Gliwicach (nawet do 500 osób).

Jak wynika z niedawnego badania Polskiego Funduszu Rozwoju i Polskiego Instytutu Ekonomicznego, ogólnie w całej gospodarce zwalniać planuje 6 proc. firm, a zatrudniać 13 proc. Najbardziej "aktywne" będą duże firmy - co prawda 22 proc. z nich deklaruje chęć zatrudniania, ale aż 16 proc. planuje zwolnienia. Warto także pamiętać, że brak (dużych) zwolnień to warunek wsparcia m.in. z Tarczy Finansowej PFR.

Bezrobocie do końca roku w górę

Przez siedem pierwszych miesięcy 2020 r. do zwolnień grupowych zgłoszono 45,8 tys. pracowników, Dla porównania, w całym 2019 r. było to nieco ponad 30 tys. "Rzeczpospolita" nie wyklucza, że w całym roku zostanie pobity rekord sprzed dekady, czyli ok. 80 tys. osób objętych zwolnieniami grupowymi.

Na koniec lipca stopa bezrobocia w Polsce wyniosła 6,1 proc. Oznacza to, że od marca w urzędach pracy jako bezrobotni zarejestrowało się ok. 120 tys. nowych osób. Z kolei z Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności (przeprowadzonego przez GUS) wynika, że z rynku pracy w drugim kwartale ubyło ok. 150 tys. osób pracujących. Większość z tej grupy wpadła w bierność zawodową. Blisko 900 tys. osób więcej niż w pierwszym kwartale br., pomimo bycia zatrudnionymi, nie wykonywało swojej pracy - czego powodem były m.in. przestoje w zakładach pracy.

Czytaj więcej: Cała prawda o rynku pracy w dobie koronawirusa. Wszyscy zacisnęliśmy zęby [WYKRES DNIA]

Prognozy rządu i ekonomistów rynkowych wskazują na wzrost stopy bezrobocia do ok. 7-8 proc. na koniec roku. To oznaczałoby, że w urzędach pracy zarejestruje się jeszcze ok. 150-300 tys. osób. To nie tylko efekt zwolnień grupowych, ale także zakończenia okresu prac sezonowych (np. w rolnictwie, budownictwie czy gastronomii). 

Czytaj też: Jesienią bezrobocie mocno wzrośnie? "Sytuacja jest dynamiczna". Ekspert rysuje trzy scenariusze

Zobacz wideo Borys: W trzecim kwartale powinno nastąpić odbicie PKB