Morawiecki i Orban osamotnieni. "Blinken oszukać się nie da. Orban być może uznał, że trzeba stąd wiać"

Łukasz Kijek
Premierzy Polski i Węgier przed grudniowym szczytem w Brukseli grożą wetem do unijnego budżetu i funduszu odbudowy. Mateusz Morawiecki i Viktor Orban za wszelką cenę chcą zablokować powiązanie funduszy unijnych z praworządnością. Pozostałe 25 krajów UE nie widzi nic przeciwko w powiązaniu pieniędzy unijnych z przestrzeganiem zasad państwa prawa. O tym dlaczego Orbanowi nie można ufać i jak duże znaczenie w tych negocjacjach może mieć nowa amerykańska administracja, mówi prof. Bogdan Góralczyk, były dyrektor Centrum Europejskiego Uniwersytetu Warszawskiego i były zastępca ambasadora Polski na Węgrzech.

Łukasz Kijek: O co chodzi Orbanowi?

Prof. Bogdan Góralczyk: Ma osobiste motywy, żeby się postawić. Chodzi m.in. o poważne zarzuty korupcyjne, które dotyczą też bezpośrednio najbliższej rodziny premiera Węgier, a dokładnie jego zięcia. Unijna agencja OLAF (Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych) już wzięła się za prześwietlanie jego spraw. Korupcja to jest osobisty i realny problem dla Orbana.

A Morawieckiemu?

Problem jest głównie niemiecki, czyli to, że Niemcy mają za dużą dominację w Unii Europejskiej. Plus oczywiście problem wewnętrzny, czyli napięcia wewnątrz rządzącej koalicji w Polsce, gdzie ostatnio odnosi się wrażenie pierwsze skrzypce gra Ziobro. Motywacje obydwu stron są zupełnie inne.

I kto w tym duecie ma lepszą pozycję?

Niewątpliwie Orban. Cała sytuacja jest dla niego jest bardzo wygodna. Polska jest krajem, który ma większe znaczenie w UE, a to oznacza, że dzięki naszemu wsparciu w takim duecie Orban ma większą dźwignię przetargową w Brukseli, niż wtedy, kiedy występowałby sam.

Negocjować będzie cała UE, ale kto ma klucz do wyjścia z tego kryzysu?

Berlin. Na terenie Węgier są montownie wszystkich największych niemieckich fabryk samochodowych. Gdyby Niemcy chciały ekonomicznie przycisnąć Orbana, to mogą to przecież zrobić. Odpowiedzi zatem trzeba będzie szukać u Angeli Merkel. Nie tylko dlatego, że jest prezydencja niemiecka, ale nie oszukujmy się, to Berlin ma decydujący głos i dźwignię nacisku. Przypomnę też, że aż 30 proc. naszego handlu zagranicznego jest właśnie z Niemcami. To, co teraz mówię, może nie spodobać się polskiemu rządowi, ale proszę mi pokazać alternatywę, jeśli nie z nimi, to z kim?

Polexit?

Nie leży w interesie Niemiec, aby Polska i Węgry wyszły z Unii Europejskiej. Pamiętajmy, że równolegle z batalią o budżet mamy też finałowy etap brexitu, który jeszcze nie jest do końca wynegocjowany.

To wszystko, co obserwujemy, to jest poważny kryzys, poważny zakręt w UE i Victor Orban, który zna mechanizmy rządzące w Brukseli właśnie na to gra. A Warszawa liczy na prowizorium budżetowe i przeciąganie liny, bo przecież nie będzie z dnia na dzień żadnego exitu, najpierw będzie zwłoka, a później się okaże.

Zobacz wideo Prof. Hausner: Najcięższym grzechem rządzących jest osłabianie rządów prawa

A plan B? Na wsparcie Trumpa za oceanem ani Orban, ani Morawiecki już nie mają co liczyć.

Nowa administracja Joego Bidena będzie mówiła podobnie jak Unia Europejska, czy Parlament Europejski o praworządności, o prawach człowieka, o przestrzeganiu reguł państwa prawa. A na dodatek, nowy szef amerykańskiej dyplomacji Antony Blinken ma matkę Węgierkę, ojciec był ambasadorem na Węgrzech, a w Polsce się przebiło, że jego ojczym był z Białegostoku. Blinken ma bardzo silne więzi, bardzo dobre rozeznanie i przynajmniej rudymentarną znajomość języka węgierskiego. Jego prosto oszukać się nie da i być może, że to jest argument dla Orbana, że w kontekście zarzutów korupcyjnych trzeba stąd wiać, bo ani w UE, ani w Stanach pomocy nie ma co teraz szukać.

Wrócę do tego, że Orban i Morawiecki podpisali w Budapeszcie słynną deklarację, w której grożą tzw. "opcją atomową". Jak historia zapamięta ten dokument?

To będzie zależało od finału. Jeżeli ta rozgrywka skończy się tym, że kiedyś Polska lub Węgry wyjdą z UE, to ten dokument będzie prawdziwym początkiem tego procesu. Historia to osądzi.

Jakie będą zatem koszty tego pójścia w ogień za Orbanem?

Bardzo duże. Kocham Węgry i od lat jestem z nimi związany, no ale jaki jest ich potencjał na arenie międzynarodowej? Pod tym względem to Orban rozgrywa kartę polską, licytuje zdecydowanie ponad potencjał swojego państwa. Proste pytanie: zamienimy Niemcy na Węgry? Jaki jest bowiem potencjał ekonomiczny i pod każdym innym względem Węgrów? Nie trzeba nawet tego dopowiadać.

Polski rząd już kiedyś myślał, że gra z Orbanem i skończyło się 27:1. Ufanie Orbanowi to proszenie się o kłopoty?

To jest pytanie do naszych elit, które mu zaufały. Jednak cała droga życiowa Orbana pokazuje, że jest on politykiem zręcznym, sprawnym i do imentu cynicznym. Jeżeli zobaczy, że ma jakiś interes do ugrania, to go wykorzysta z pożytkiem dla siebie, niekoniecznie dla innych.

Sam Victor Orban zdefiniował kiedyś swoje zachowanie jako "taniec pawia", co innego mówi po angielsku na korytarzach w Brukseli, a co innego po węgiersku po przyjeździe do kraju i na masowych wiecach. Każdy, kto bliżej przyjrzał się Orbanowi wie, że on zawsze tak mówi, jak mu partner pozwala, natomiast i tak będzie robił swoje i będzie kierował się swoimi interesami, które niekoniecznie muszą być zbieżne z interesami Polski.